• 1
  • 2
  • 3
  • 4
czwartek, 25 maj 2017 20:53

Na koniku wronym - do boju czy do dziewczyny?

Napisane przez  EL

"Nie jedź do boju na koniu wronym" - powiada stare przysłowie. Czy aby na pewno? Bo tej właśnie maści był Kary - jeden z najsłynniejszych koni bojowych, na którym płk Bolesław Mościcki zwyciężył w Bitwie pod Krechowcami. Kary przybył do przyszłych Krechowiaków 19 lipca 1917 r. i bardzo szybko okazał swoją klasę.

Pod płk Mościckim walczył z hordami maruderów i dezerterów rosyjskich na ulicach Stanisławowa. Na cześć słynnego zwycięstwa pod Krechowcami nazwano Karego Krechowiakiem. Służył on w 1 Pułku Ułanów przez 22 lata. Oprócz odwagi i posłuszeństwa, miał wiele innych zalet. Mimo nieraz kiepskiej diety, jak to na frontach bywa, był wspaniałym koniem marszowym. Miał długi stęp, świetnie trzymał się w szeregu oraz doskonale zachowywał w terenie. Dożył śmierci Pułkownika i zgodnie z ówczesnym zwyczajem ułańskim, szedł okryty kirem za jego trumną... Był koniem dowódcy. Dotychczasowy dowódca przyjeżdżał do sztandaru na Krechowiaku i przekazywał go w ręce nowego. Służył ponadto jako koń sportowy, zdobywając w Paryżu trzecie miejsce w championacie. W latach międzywojennych wraz z Pułkiem Ułanów Krechowieckich stacjonował w Augustowie.

Jako wyraz szczególnego szacunku dla jego dokonań, otrzymał on rozkazem Ministra Spraw Wojskowych dożywotnią rację żywnościową w I Pułku Ułanów. Odszedł na zawsze tuż przed wybuchem II Światowej, w sierpniu 1939 r.
"Na koniku wronym jedzie panicz młody..." Do kogo? Do dziewczyny oczywiście. Takie obrazy maluje nam przed oczami Wieszcz polski. Czy aby na pewno? Dla ułanów, szczególnie zaś oficerów ułańskich, droga do małżeństwa nie była łatwa. Ci ostatni musieli mieć zgodę przełożonego na poślubienie kandydatki. Nadto dochody finansowe przyszłej pary miały być równe przynajmniej pensji rotmistrza. Narzeczona musiała mieć specjalne zaświadczenie o nieposzlakowanej opinii wydane przez wojskową komisję oficerską. Wymagania te były z pewnością uciążliwe i krępujące. Jednak wyjść za mąż za oficera było wielką nobilitacją społeczną.

Warto również pamiętać, że każdy kawalerzysta ze swoim koniem spędzał więcej czasu niż z własną żoną. Wnuczka jednego z ułanów - Ottona Mieczkowskiego z Sidry (woj.podlaskie) - opowiada że "kiedy dziadek umierał cały czas pytał czy koniki już nakarmione i napojone..." Wskazuje to z pewnością na niezwykle silną więź, jaka łączyła ułanów ze swoimi końmi.
Bo to właśnie konie były w pułku najważniejsze. Każdy dowódca, niezależnie od okoliczności, miał obowiązek w pierwszej kolejności zadbać o konia, potem o broń i wyposażenie jednostki, a na końcu dopiero o ludzi. Koń ułański wymagał niezwykle pieczołowitej opieki. "Codzienne zabiegi pielęgnacyjne trwały około 3 do 4 godzin" wspomina rotmistrz Stanisław Klepański, kombatant 1 Pułku Ułanów Legionowych. Ułan traktował swego towarzysza jak najwierniejszego przyjaciela w doli i niedoli. I z tym też pewnie musiały pogodzić się żony kawalerzystów...
Na koniku wronym- do boju czy do dziewczyny? Że kare nie przynoszą pecha, o tym mógł się przekonać sam płk Mościcki. A do dziewczyny? Nawet jeśli tak, to nie do każdej...


Źródło:
www.dobroni.pl

Dodaj komentarz

Jeżeli dodajesz komentarz jako "gość", pamiętaj że przed publikacją musimy go zatwierdzić (co może trochę potrwać).

Nie chcesz czekać na zatwierdzenie komentarza? Zaloguj się, wtedy komentarze będą publikowane automatycznie od razu po ich dodaniu przez Ciebie.


Kod antyspamowy
Odśwież

^ REKLAMA ^

Publikacje wg daty:

« Sierpień 2017 »
Pn Wt Śr Czw Pt Sb Nie
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
Zajazd WIWA
Inter Meble
^ REKLAMA ^
Euro Windows
Esotiq
KA-MIX
^ REKLAMA ^