• 1
  • 2
  • 3
wtorek, 25 czerwiec 2019 17:15

"Ludzie chcą oglądać nowe rekordy..."

Napisała

Jednym z zawodników uczestniczących w zawodach siłaczy w Barglówie Kościelnym był ulubieniec publiczności Krzysztof Radzikowski. Udało nam się zamienić z nim kilka słów.

 

- Dlaczego zdecydowałeś się na bycie strongmanem?
- Podstawowym powodem był kiedyś na to bum. Mariusz Pudzianowski w tamtych czasach był bohaterem, takim jak Adam Małysz. Wiadomo, mi do skoków narciarskich jak do baletu. Kulturystą też nie mogłem zostać, gdyż lubię dobrze zjeść. Kiedyś były inne czasy, Schwarzenegger, Stallone, czyli Rambo, Terminator, to byli bohaterowie nastolatków. Obecnie się pozmieniało, a wzorem faceta jest to maksymalnie 80 kg. Dawniej mężczyzna chciał wyglądać na dużego, z muskulaturą.

- Ile czasu poświęcasz treningowi, aby osiągnąć takie wyniki?
- Wszystko zależy, pod jakie zawody się przygotowuję. Aktualnie przygotowywałem się pod Arnold Classic, niestety uległem kontuzji. To było pięć treningów tygodniowo, po 2 - 3 godziny dziennie.

- Wszystko się zmienia i rozwija. U strongmanów zachodzą też takie zmiany?
- Ja robię to już 15 lat zawodowo. Jak zaczynałem, to np. ostatnia kula, która ważyła 160 kg, teraz druga kula tyle waży, a ostatnia 220 kg. Belkę dawniej robiło się 120 na powtórzenia, obecnie są zawody na których robi się 180, a czasem 200 na powtórzenia. To poszło w zawrotnym tempie do góry, ale czy to jest do końca takie dobre? Nie powiedziałbym. Jest więcej konkurencji statycznych. Ludzie chcą oglądać nowe rekordy, przełamywanie barier. Nie służy to nam jako zawodnikom, gdyż wiąże się to z dużymi kontuzjami.

- Czy jest coś jeszcze, co chciałbyś osiągnąć w Strongmanach?
- Chciałbym być w tym sporcie jak najdłużej. Czasu się nie oszuka. Ja mam 38 lat, myślę, że jeszcze dwa lata na takim wysokim poziomie mogę się utrzymać, później zależy już od tego, kto jaki ma organizm. Czasem się mówi, że wiek to tylko cyfra, ale w sporcie zawodowym wieku się nie oszuka.

- Co dalej planujesz w życiu?
- Mam szereg perspektyw. Z zawodu jestem nauczycielem wychowania fizycznego, mam też inne uprawnienia. Jeżeli nie będę mógł już wykonywać tego co robię, to przynajmniej będę chciał bawić się tym, np. pomagać przy organizacji zawodów lub sam je organizować, sędziować, tak jak dziś po kontuzji.

- Jakich rad udzieliłbyś osobom zaczynającym przygodę z tym sportem?
- Przede wszystkim nie łamać się. Początkowo, wiadomo, nikt nie był nie wiadomo jakim zawodnikiem z jakiego zdarzenia i nie został od razu mistrzem świata. Stalowa zasada, to być wytrwałym.

- Jak wygląda Twój typowy dzień?
- Koło 8:00 wstaję, jeżeli mam trening na sprzęcie, 2 lub nawet 3 razy w tygodniu, to jadę. Po treningu mam chwilę na odpoczynek, odnowę biologiczną i masaże.

- Czy sport nie ogranicza Cię w spotkaniach z rodziną lub w życiu prywatnym?
- Skoro wybrałem taką drogę, to musze nią iść. Wiadomo, czasem jest zaproszenie na wesele. Miałem wiele takich sytuacji kiedy musiałem zrezygnować, bo odbywały się zawody na świecie w tym samym czasie. To jest moja praca. Inni wstają, udają się do miejsca jej odbywania i zarabiają pieniądze. Ja pracuję w ten sposób. Wstaję, trenuję, a zwieńczeniem mojej pracy są zawody, które najczęściej odbywają się w weekendy. Czasem jest z tym problem, ale coś kosztem czegoś.

Skomentuj

W związku ze zmianą systemu komentarzy, użytkownicy zarejestrowani przed dniem 18.04.2019r. muszą na nowo utworzyć konto na portalu, ponieważ konta użytkowników oraz komentarze ze starego systemu nie były migrowane.

DrewSot