• 1
  • 2
  • 3
środa, 20 styczeń 2021 17:00

Echa tragedii – solidarność branży hotelarsko-restauracyjnej w obliczu nieszczęścia [ZDJĘCIA]

Napisała

17 stycznia około godziny 14:00 w augustowskim hotelu Amber Bay, znajdującym się przy ulicy Turystycznej, wybuchł pożar. Paliło się poddasze, a ogień tak bardzo się rozprzestrzenił, że do akcji gaszenia rozdysponowano aż 39 zastępów straży pożarnej. Osoby, które w tym czasie znajdowały się w hotelu, ewakuowały się przed przybyciem strażaków. Na szczęście nikt nie został poszkodowany.

Taka krótka notatka o tragedii osób związanych z hotelem Amber Bay wydawałaby się informacją wystarczającą dla przedstawienia tego nieszczęśliwego zdarzenia. Jednak postanowiliśmy przyjrzeć się bliżej, jakie emocje i odruchy towarzyszyły zewnętrznym obserwatorom, mieszkańcom Augustowa, ludziom z branży, władzom miasta. Jak konkurencyjne na co dzień firmy zachowały się w obliczu tragedii kolegów z branży. W związku z tym skontaktowaliśmy się z kilkoma restauratorami, którym za pomoc oficjalnie dziękował w swoim poście na Facebooku zastępca burmistrza Filip Chodkiewicz.

Chociaż to świeże przeżycie, o wypowiedź poprosiliśmy również Mariusza Pacewicza, kierownika i menadżera hotelu Amber Bay.

„Tak naprawdę ja pierwszy zauważyłem ten pożar. W hotelu w tym czasie przebywało 41 dzieci oraz 6 opiekunów. Łącznie z pracownikami, którzy w większości są dojeżdżający i mieszkają w naszym hotelu, w budynku znajdowało się około 57 osób. Pracownicy zajmowali pokoje na najwyższych kondygnacjach. Gdy wybuchł pożar, wybiegli na zewnątrz tak jak stali. Stracili wszystko co mieli, ubrania, dokumenty, niektórzy dowody osobiste. Na szczęście kończył się turnus i młodzież była spakowana i ubrana, ponieważ o godzinie 14:00 miał ich zabrać autokar. Muszę podkreślić, że to pracownicy ewakuowali młodzież. Szukaliśmy ich, odliczaliśmy, czy nikt nie został w budynku. Nikt nie zwracał uwagi, że jest mróz, że nie ma ubrania, byleby dzieciaki były bezpieczne. Dziękuje im za to bardzo” – opowiada pan Pacewicz.

„Pan starosta i burmistrz znaleźli lokum dla naszych pracowników. Mieszkańcy przynosili ciepłe ubrania, koledzy restauratorzy przywieźli gorące posiłki: zupę, bigos, kiełbaski, chleb, aby strażacy mogli się rozgrzać, ponieważ temperatura wynosiła -25 stopni. Za to bardzo dziękuję kolegom z branży. Akcja trwała niemal dobę, bo na drugi dzień strażacy dogaszali tlące się elementy. Mieliśmy wsparcie właścicieli hotelu, państwa Izabeli i Huberta Gołębiowskich” – mówi pan kierownik.

Spytaliśmy, jaka była pierwsza myśl, kiedy pierwsze emocje opadły. Co dalej?

„Pierwsza myśl, to zrobić wszystko, aby przed sezonem odbudować hotel. Spaliło się poddasze i trzecie piętro, pozostałe są w dobrym stanie. Będzie trudno, bo trzeba przejść przez nadzór budowlany, zdobyć niezbędne pozwolenia, ale będziemy odbudowywać. Dziękuję wszystkim, którzy przyszli nam z pomocą” – mówi Mariusz Pacewicz.

Jedną z pierwszych restauracji, która przyszła z pomocą, była „Mama Thai Bistro”.

„Decyzję o pomocy podjęliśmy spontanicznie. Mój mąż jest w tym hotelu dyrektorem, więc nie mogło nas tam zabraknąć” – mówi Paula Wąsiewicz.

„Byłam tam, widziałam, jak pracownicy hotelu ratowali dzieci, wyprowadzali je w bezpieczne miejsce. Zawieźliśmy im ubrania i rzeczy na przetrwanie nocy oraz dowieźliśmy ciepły posiłek. Ludzie biegli z pomocą. Inni restauratorzy, porzucając myśli o konkurencji, czy ewentualnych animozjach, nieśli pomoc. Jesteśmy małym bistro, nie jesteśmy stąd, ale podejmujemy różne inicjatywy i wspólnie z mężem działamy na rzecz Augustowa” – opowiada nasza rozmówczyni.

W sytuacjach zagrożenia najczęściej w człowieku włącza się funkcja niesienia pomocy. Wszystkie dobre odruchy uruchamiają się i nie bacząc na wszystko, ludzie po prostu sobie pomagają. Tak było również w przypadku restauracji Abro. Pani kierownik, Aneta Roszkowska, udzieliła nam wywiadu.

„Nie wiedzieliśmy jeszcze o pożarze, kiedy zadzwonił pan burmistrz i poprosił o pomoc w postaci ciepłych posiłków dla strażaków walczących z pożarem w temperaturze -25 stopni. Niemal natychmiast zawieźliśmy zupę na  jakieś 70-80 osób. Pomocy potrzebowali ludzie z branży, więc ta więź branżowa, zjednoczenie się w trudnej sytuacji, popchnęła nas do działania. Mimo konkurencji, jaka przecież istnieje między restauratorami, warto wykonywać nawet małe gesty, tym bardziej, że teraz wszyscy znajdujemy się w takiej samej sytuacji – nie możemy pracować. Współczuję wszystkim, którzy ucierpieli w pożarze i życzę wytrwałości” – mówi pani Roszkowska.

Restaurator Mariusz Haraburda, właściciel lokalu „Maska”, również wypowiedział się na temat swojego udziału w akcji pomocowej.

„Od 15 lat prowadzę swoją restaurację. Otrzymałem telefon od koleżanki ze straży pożarnej, że potrzebne są gorące posiłki dla gaszących pożar strażaków. Za chwilę zadzwonił pan burmistrz, a my już za chwilę wieźliśmy żurek, bigos, herbatę i chleb. Co mieliśmy, zawieźliśmy, bo przecież każdy może znaleźć się w takiej sytuacji. Zawsze się w branży wspieramy” – powiedział pan Mariusz.

Pani Sylwia Bielawska, właścicielka „Ogródka pod jabłoniami”, nie wahała się ani chwili, gdy usłyszała o pożarze hotelu Amber Bay.

„Natychmiast zawieźliśmy wielki, 30-litrowy termos z gorącą zupą. Widziałam przemarzniętych strażaków. Kilku z nich wpadło do wody, ponieważ załamał się pod nimi lód, a mimo wszystko dalej gasili ogień. Gorąca zupa trochę rozgrzewała. Chęć niesienia pomocy jest w naszej naturze i potrafimy się skrzyknąć, gdy komuś dzieje się krzywda. Strażacy rozstawili namiot, znalazł się stół, każdy kto mógł przyniósł talerze, kubki, łyżki. Zawsze dzielimy się posiłkami, nigdy nie odmawiamy” – przekazała nam pani Bielawska.

Również pani Izabela Piasecka z „Ośrodka Krechowiak” natychmiast podjęła akcję pomocy, gdy tylko otrzymała telefon od burmistrza.

„Natychmiast zawieźliśmy zupę, bigos, kiełbaski, udka i herbatę. Pracownicy akurat wyszli do domu po pracy, ale natychmiast wrócili, gdy do nich zadzwoniłam. To ogromna tragedia, spaliła się duża część hotelu. Zawsze się wspieramy w branży, pożyczamy sobie różne rzeczy i nie traktujemy się jak konkurencji” – powiedziała nasza rozmówczyni.

Wszyscy restauratorzy i mieszkańcy miasta, przyszli w jakiś sposób z pomocą podczas tego pożaru. Jest coś w ludzkich sercach, co nie pozwala być obojętnym na czyjeś nieszczęście. Takie tragedie, stanowią swego rodzaju egzamin dla sumienia, odpowiedzialności za drugiego człowieka. W Augustowie wszyscy ten egzamin zdali z powodzeniem.

Zwróciliśmy się również do zastępcy burmistrza, pana Filipa Chodkiewicza, z pytaniem, jak ocenia gotowość augustowian do niesienia pomocy. Czy jest tak po ludzku dumny z przedsiębiorców i mieszkańców? Czy wszyscy stanęli na wysokości zadania w tym trudnym czasie?

„Pan burmistrz Mirosław Karolczuk widząc, że strażacy zmagają się z pożarem w 25-stopniowym mrozie, natychmiast wykonał kilka telefonów do restauratorów, prosząc o dostarczenie ciepłych posiłków. Niemal natychmiast pojawiły się gorące dania, gulasz, bigos, zupa, herbata. Do pomocy włączyli się radni. Została udostępniona sala konferencyjna z przeznaczeniem na nocleg dla poszkodowanych w pożarze. Pan burmistrz zapewnił miejsca noclegowe w jednym z hoteli, ponieważ pracownicy hotelu Amber Bay wybiegli na zewnątrz tak jak stali, bez ciepłych ubrań i butów. Podczas tragedii na szczęście nikt fizycznie nie ucierpiał. Jestem bardzo dumny z tych wszystkich, którzy tak szybko zareagowali na apel burmistrza i przyszli z pomocą. Szczególne podziękowania składam strażakom, którzy wykonali bardzo trudna pracę. Chciałbym, żeby Polacy zawsze tak odpowiedzialnie   zachowywali się w każdej sytuacji” – podsumował pan Chodkiewicz.

Pożar hotelu Amber Bay to wielka tragedia dla jego właścicieli. Na tę chwilę nie wiadomo, co było przyczyną tego nieszczęśliwego wypadku. Wyjaśnianiem szczegółów okoliczności tragedii zajmie się prokuratura.

Skomentuj

W związku ze zmianą systemu komentarzy, użytkownicy zarejestrowani przed dniem 18.04.2019r. muszą na nowo utworzyć konto na portalu, ponieważ konta użytkowników oraz komentarze ze starego systemu nie były migrowane.

DrewSot