Wydrukuj tę stronę
środa, 26 styczeń 2022 16:47

„Chleb powszedni” rarytasem? Augustowskie piekarnie podniosą ceny

Napisała
pixabay.com pixabay.com

W związku z podwyżkami cen prądu, gazu i olejów opałowych piekarnie oraz cukiernie znalazły się w niemałych tarapatach. W szczególnie trudnej sytuacji są mniejsze placówki, które mogą nie przetrwać obecnej sytuacji. Czy aby utrzymać się na rynku będą podnosiły ceny swoich wyrobów do czasu, aż „chleb powszedni” stanie się rarytasem?

Podwyżki cen prądu, gazu i olejów opałowych doprowadzają do podwyższania cen wielu produktów, w tym produktów żywnościowych. Bardzo mocno wzrost cen odczuły piekarnie i cukiernie. Dla przykładu – piekarz ze Śląska, który w ubiegłym roku płacił za gaz 91 tysięcy na rok, teraz, według nowego cennika, będzie płacił 353 tysiące rocznie. Za prąd płacił 30 tysięcy, a prognozowana cena za bieżący rok może wynieść nawet 98 tysięcy.

Takich przykładów jest bardzo wiele i budzą one ogromne obawy, że małe piekarnie nie udźwigną takich podwyżek. Będą miały dwie możliwości – albo zakończyć działalność, aby zminimalizować straty, albo znacznie podnieść ceny swoich wyrobów. Zapowiadana jest wprawdzie obniżka stawek VAT, która w minimalnym stopniu ma ograniczyć wzrost cen, jednak piekarze nie liczą na to, że one spadną. Przewidują też, że inflacja doprowadzi do tego, że bochenek chleba będzie kosztował nawet 12 złotych, jeżeli wszystkie koszty związane z jego wyprodukowaniem zostaną przeniesione na klienta.

Przez obecną sytuację na rynku gazu i energii małe piekarnie znalazły się więc na krawędzi. Podwyżki rachunków powodują bowiem, że produkcja chleba staje się po prostu nieopłacalna. Piekarze nie wykluczają scenariusza, w którym chleb będzie kosztować nawet 40 złotych!

Czy gigantyczne rachunki za gaz i prąd, rosnące ceny mąki oraz innych surowców i mediów spowodowały kryzys również w augustowskich piekarniach? Czy miejscy piekarze mają zamiar podnosić ceny swoich produktów? Zapytaliśmy ich o tę kwestię oraz o to, jak wyobrażają sobie funkcjonowanie swoich firm w obliczu zapowiadanych podwyżek.

„Jeszcze na razie dajemy radę. Na szczęście nie musimy dokonywać redukcji zatrudnienia, ale ceny produktów wciąż rosną, zwłaszcza mąki. Każda kolejna dostawa mąki to jej wyższa cena, dlatego cena chleba i wyrobów piekarniczych wciąż rośnie o kilkadziesiąt groszy” – wypowiada się nasz rozmówca, właściciel piekarni.

„Co jakiś czas, ze względu na rosnące ceny produktów, nasza piekarnia podnosi ceny wyrobów. Najlepszym przykładem rosnących cen produktów jest cena mąki. W porównaniu z ubiegłym rokiem jej cena wzrosła o 100 procent. Cena jaj o 60 procent. Nasz biały chleb na razie kosztuje 3,50 zł, ale był tańszy. Jestem przekonany, że jego cena będzie rosła. Może nie będzie kosztował 12 złotych, jak niektórzy zapowiadają, ale z pewnością nie będzie dużo niższa. Podwyżki jeszcze przed nami, trudno powiedzieć, co będzie za miesiąc. Ta piekarnia to nasza rodzinna firma i chciałbym, żeby nie trzeba było jej zamknąć, żeby syn prowadził ją nadal” – mówi kolejny piekarz z Augustowa.

W jednej z większych piekarni, która posiada własną sieć sklepów, również usłyszeliśmy obawy przed tym, co nadchodzi wraz z nowymi cenami za energię elektryczną, gaz i olej opałowy.

„Biały chleb o wadze 0,80 kilograma podrożał i obecnie kosztuje 5,20 zł. Chleby z dodatkiem ziaren o wadze 0,44 kilograma kosztują 3,70 zł, a chleb staropolski o wadze 0,50 kilograma to koszt 3,40 zł. W ostatnim czasie bułki również podrożały o kilka groszy. Za każdym nowym zakupem mąki jest ona coraz droższa, więc i my musimy podnosić ceny wypieków. Na początku pandemii, w 2020 roku, ponieśliśmy bardzo duże straty. Produkowaliśmy całe tony ciasta, a ludzie nie kupowali, bo nawet bali się wtedy wychodzić z domów. Sami piekli chleb w domu. Nasze straty były ogromne. W 2021 roku był wzrost obrotów, ale nie wiemy jeszcze, czy już te poprzednie straty nadrobiliśmy. Bardzo duże straty poniosły również ciastkarnie. Myślę, że nie zamkniemy naszej działalności, ale ceny wyrobów z pewnością będą rosły” – wypowiada się nasza kolejna rozmówczyni.

Jak widać, prognozy nie są dobre. Piekarze załamują ręce i liczą na dodatki osłonowe, które pozwolą im utrzymać się na rynku i obronią nasz „chleb powszedni” przed staniem się produktem delikatesowym – luksusem i rarytasem dostępnym tylko dla zamożniejszych.