Wydrukuj tę stronę
sobota, 26 październik 2019 13:29

Huzia na… Mirosława!

Napisane przez SD

„Często mi się zdaje, że ludzie mają jakieś ukryte podobieństwo ze zwierzętami: osobniki wyróżniające się prześladują jednomyślnie, a bez porozumienia między sobą, jakimś odruchem stadowym…” Taką oto myśl umieścił Żeromski w pamiętniku bohaterki jednej ze swoich powieści.

 

Co prawda po roku działalności trudno jeszcze określić burmistrza Karolczuka mianem „wyróżniającego się osobnika”, lecz każde kolejne obrady augustowskiej rady miejskiej zdają się potęgować wyniesione z cytatu odczucie.

Otóż miejska opozycja złożona z elity elit, czyli znacznej ilości byłych burmistrzów i wiceburmistrzów, krytykując działania obecnej władzy, w jednej rzeczy wykazuje nieprawdopodobną jednomyślność i zaangażowanie. Dawno już ratuszowe ściany nie widziały tak zmasowanych ataków wymierzonych w projekt, polegający na metodycznym zalewaniu asfaltem kolejnych dziurawych dróg gruntowych, od wielu lat dumnie w naszym mieście nazywanych ulicami.

Tempo asfaltowania miasta (o zgrozo, w dużej mierze bez potrzeby uzyskiwania zgód i ogólnej łaskawości starostwa powiatowego) oraz widmo dokończenia tego procesu w ciągu kilku lat, najwyraźniej zaczyna już na serio wyprowadzać z równowagi byłą kadrę przywódczą miasta Augustowa.
Na przykład, nie tak dawno, opozycyjna grupa zażądała nie tylko natychmiastowej budowy chodników przy nowo powstałych nawierzchniach, motywując to zagrożeniem ludzkiego zdrowia i życia ze strony poruszających się pojazdów, ale generalnie całkowitego zaprzestania praktyk polegających na dalszej zamianie polnych dróg na bitumiczne, jeśli równocześnie nie będą powstawały deptaki.
Z wypowiedzi doświadczonych samorządowców można wywnioskować, iż brak „zaprzestania” doprowadzi wkrótce do olbrzymich strat, wypłat wielkich odszkodowań ofiarom wypadków, nadmiernego zadłużenia miasta, załamania finansów, a samych „budowniczych” do wielkiego płaczu „krokodylimi łzami”.

Odpór tym złowieszczym wróżbom próbuje dawać zastępca i co bardziej wygadani drużynnicy Mirosława. Opowiadają o wyciąganiu mieszkańców z błota, o kolejnych komitetach niecierpliwie przebierających nogami w oczekiwaniu na swoją kolej, o tym, że kompleksowa budowa chodników ruszy po zaspokojeniu podstawowej potrzeby dojazdu do domów, o możliwościach finansowych miejskiego skarbca itd., itp.

Końca wielogodzinnych słownych bitew na razie nie widać, ale zrządzeniem losu obiegła ostatnio media sensacyjna wiadomość - w meksykańskim mieście Las Margaritas, grupa mieszkańców uprowadziła burmistrza z jego gabinetu, przywiązała do półciężarówki i wlokła po ulicach za to, że nie dotrzymał wyborczej obietnicy naprawy drogi.

Być może zamorskie wypadki staną się wreszcie jakąś szansą na skrócenie dysput i pozwolą samemu burmistrzowi Karolczukowi oszczędzić czas i energię własnego zaplecza. W zasadzie teraz wystarczy już na siedząco za każdym razem odpowiadać: „Panie i Panowie Radni, ostatnio w Meksyku…”.

Będzie i krótko, i na temat…