• 1
  • 2
  • 3
sobota, 16 maj 2015 10:59

Własny kawałek świata

Napisał

– Każdy lubi posiadać coś swojego, choćby miejsce, gdzie można dodatkowo odetchnąć. Mieszkając w domku jednorodzinnym czy w bloku, człowiek czasem zwyczajnie się dusi – zapewnia Dariusz Ostapowicz, prezes Augustowskiego Stowarzyszenia Ogrodowego. Trudno się nie zgodzić, zwłaszcza wiosną. Tym bardziej, że niektóre ogródki działkowe przy ulicy Armii Krajowej wyraźnie dowodzą, że są czymś znacznie więcej, niż można by sądzić po tej popularnej, choć mało mówiącej nazwie.

– Posiadamy swój statut, staramy się coś tutaj robić – wyjaśnia pan Dariusz. – W zasadzie sezon działkowicza trwa na okrągło, ale poważniejsze prace zaczynają się od kwietnia. Kwitną drzewa, kwiaty. Co roku sukcesywnie przybywa 10-12 nowych działkowców na 265 wszystkich działek, więc pokolenia się wymieniają. Średnia wieku nabywców to głównie 30-, 40-latkowie, i choć współcześnie przeważa tendencja budowania takich miejsc bardziej pod kątem rekreacyjnym i mniej uprawowym, u nas panuje jednak nieco inny klimat. Zresztą nawet ci, którzy postanowili zasiać swój kawałek ziemi trawą, wzbogacić go o chodnik i równy szpaler drzewek, często dochodzą do wniosku, że czegoś im brakuje. Pojawiają się więc pierwsze rośliny, poletka, namiastka czegoś "swojego".

Co się sadzi obecnie? Specyficzny mikroklimat i podmokłe tereny wpływają na wilgotne warunki, więc gatunki ciepłolubne, np. brzoskwinie, atakują choroby. Z drzew najbardziej sprawdzają się jabłonki, ale tak naprawdę wszystko zależy od fantazji i pracy. Na posesji pana Dariusza rośnie na przykład roślina goji, kwitnie jagoda kamczacka. I choć mówi się, że pszczoły wyginęły, tu w najlepsze kursują między jej kwiatami. – W skrzynce czeka jeszcze borówka amerykańska – dodaje nasz rozmówca. – Ma bardzo wysokie krzaki, wymaga specjalnej gleby, słońca, wilgoci i bardzo dużo pracy. Aktualnie suszę zioła. Ten intensywny zapach, który można poczuć, to lubczyk. Na działkę przylatuje drozd śpiewak, sikorka też znalazła tutaj swoje miejsce.

– Na razie nie ma na co patrzeć – broni się pani Małgorzata, której działka obsadzona gęsto roślinnością, z klimatyczną alejką prowadzącą od bramki wejściowej zdecydowanie posiada własny charakter. – Cztery lata temu nic tu nie było, a teraz są brzozy, forsycje. Niech pan przyjdzie za dwa tygodnie, wtedy będzie pięknie, na razie dopiero zaczynamy. Zakwitną krzewy, iglaki zaprezentują się w całej krasie. – Jakie rośliny pani preferuje? – pytamy. – Wszystkie – śmieje się pani Małgorzata. ‫– Jakoś tak rosną w moich rękach. Dziś posadziłam czerwoną pnącą się różę. Połączy się z białą tworząc pergolę.

Co jest największym problemem? – Zalewanie wodą – słyszymy, co potwierdzają też inni działkowicze i sam prezes. – Wtedy to wszystko znika i trzeba zaczynać od nowa. Ale za to żyjemy w symbiozie ze zwierzętami – dodaje wesoło pani Małgorzta. – Przylatują ptaki, niedawno za kładką przechadzał się łoś. A wieczorami słyszymy chóry żab za domem. Jeśli pogoda sprzyja, można skorzystać z niewielkiej ceglanej wędzarni stojącej obok domku.

W okolicy posesji pana Dariusza, za pomostem, znajduje się miejsce z widokiem na bagnistą łąkę okoloną drzewami. Do niedawna miała tam swoją daczę Dorota Karpińska, uznana fotografka z Augustowa. Samo miejsce po podpisaniu porozumienia z Kołem Przyrodników Polskich zostało objęte ochroną ze względu na rzadkie rośliny – mszaki, liliowce, storczykowate – i ptaki z rodziny grubodziobych czy dudki. Ostatnio pojawił się również kszyk. Wspomniane już łosie to wcale nierzadki widok dla bywalców tego miejsca. Niektóre z owych okazów zostały uwiecznione przez obiektyw aparatu pani Doroty.

Na działce pana Janusza Harasima znajdziemy swoisty dwupoziomowy drewniany "hotel dla owadów zapylających". – My im dajemy miejsce, a one zapylają rośliny, skłądają jaja, rozwijają się, i po prostu są – mówi właściciel umieszczonej na drzewie specyficznej konstrukcji i jej wersji dla gatunków wolących papier. – Wydrążony pniak służy pszczołom – wyjaśnia. Spoglądając na jego posesję, po raz kolejny uświadamiamy sobie, że typowe niepozorne działkowe domki, zazwyczaj kojarzące się z podobnymi miejscami, wcale nie muszą być standardem. – Działka została nazwana, a jej nazwa doprecyzowana – śmieje się pan Janusz. – Zgodnie z tym, co sugerowali mi znajomi, teraz jest tu "Harasimowo". – My nawet polujemy – dodaje tajemniczo prezes. – Na turkucie, którym łagodna zima nie zaszkodziła. Przy okazji jeden ze studentów, dzięki egzemplarzom, jakie od nas dostał, ma możliwość wykonania tablic poglądowych.

Przechadzając się miedzy domkami, dostrzegamy niezwykle zadbaną posesję państwa Grzybków, gdzie, choć z pozoru nie rzuca się to w oczy, wszystkie rośliny dobrano, sprowadzając je z różnych regionów kraju. Teren zdobi oczko wodne, obok niego stoi kamienny piec. Podobnym, choć nieco bardziej skomplikowanym, może pochwalić się pan Zbigniew. – Grill, piekarnik, dodatkowe palenisko na dole, posiada też funkcję wędzarni – wyjaśnia, prezentując swój "wielofunkcyjny gadżet". Zmysł estetyczny połączony z zamiłowaniem do rzeźbiarstwa ujawnia wygląd następnej działki zajętej przez dwie nieruchome postacie z drewna siedzące przy wspólnym stole.

Wszystkie ścieżki i alejki na terenach Stowarzyszenia Ogrodowego posiadają swoje nazwy, jak np. "Słoneczna promenada" czy "Aleja róż", gdzieniegdzie zobaczymy też wodne kanały, choć akurat ich istnienie jest podyktowane koniecznością, bowiem spust wody z rzeki do Kanału Bystrego powoduje, że woda sukcesywnie podtapia ogrody. Brzeg kanału, przy którym znajdują się działki, to zarośnięty trawą teren z nabrzeżem zniszczonym zębem czasu. Jak dowiedzieliśmy się od prezesa stowarzyszenia, istnieje miejski projekt renowacyjny. Po jego ukończeniu nabrzeże wyglądałoby tak, jak to naprzeciwko – kostka, latarnie, "grzybki" i ławeczki. Sęk w tym, że podobne usprawnienia nie są potrzebne działkowiczom. Zamiast świateł, ludzi i wieczornych imprez wolą spokój, wszak po to zbudowali sobie ten "kawałek świata". Zależy im na znacznie tańszym podwyższeniu brzegu i wysypaniu go szutrem, by stał się przejezdny – z pożytkiem tak dla mieszkańców, jak i turystów. W ten sposób pojawi się możliwość objechania augustowskich kanałów rowerem w pięknych okolicznościach przyrody, obok niewyciętych drzew. Priorytet stanowi również instalacja wodna oraz mostki z zastawą wodną. Na razie jest jeden, ale prowizoryczny, stworzony przez kogoś "na szybko". Wygląda bardzo malowniczo, ale bynajmniej nie zapewnia bezpieczeństwa. A 265 działek, z których każda jest użytkowana, to jednak sporo. Korzystają z nich nie tylko miłośnicy rekreacji, osoby od paru lat pielęgnujące wygląd "swojego miejsca" czy amatorzy warzyw z własnego ogródka. Działka to znakomite rozwiązanie dla osób starszych bądź będących już na emeryturze, ale zdecydowanych na prowadzenie czynnego trybu życia.

Małżeństwo rezydujące tuż za bramą wejściową w swoim domku spędza prawie całe dnie i przyznaje, że bardzo lubi pracę tutaj. Mąż znajduje czas, mimo że poza tym "szewcuje" od pięćdziesięciu lat. – Przecież nie będę siedział przed telewizorem – mówi. – Na razie remont idzie pełną parą, w ogrodzie rosną warzywa. Maj, czerwiec, lipiec, cały Augustów tu zjeżdża – słyszymy.

Łatwo w to uwierzyć, zważywszy na okolice i rodzinną atmosferę panującą w stowarzyszeniu. Jak dowiedzieliśmy się, co jakiś czas organizowane są też dożynki i inne imprezy. I choć być może ogródki działkowe nie są specjalnie medialnym tematem, pretekst do spędzania czasu w otoczeniu przyrody i własnych zainteresowań stanowią znakomity. Tym bardziej, że ta metoda działa.

Skomentuj

W związku ze zmianą systemu komentarzy, użytkownicy zarejestrowani przed dniem 18.04.2019r. muszą na nowo utworzyć konto na portalu, ponieważ konta użytkowników oraz komentarze ze starego systemu nie były migrowane.

DrewSot