• 1
  • 2
środa, 15 czerwiec 2016 14:14

Z perspektywy jezior

Napisane przez IT

Niepowtarzalna przyroda, unikalny Kanał Augustowski i piękne jeziora – odwiedzając Augustów po prostu trzeba wybrać się w podróż po naszych akwenach. Oferta przewoźników jest bogata, każdy znajdzie coś na miarę swoich możliwości: kajak, rower wodny, motorówka, barka, katamaran, żaglówka, na statku kończąc.

My wybraliśmy rejs statkiem. Kolejka do kasy spora, ale szybko nabywamy bilety. Zdecydowaliśmy się na najdłuższą trasę, do Studzienicznej. Przed nami trzy godziny relaksu. Na pokładzie rodziny z dziećmi, wycieczki zorganizowane lub tak jak my – miejscowi, którzy chcą pokazać naszym przyjaciołom piękno augustowskich krajobrazów. Z głośników słuchamy o historii miasta i Kanału Augustowskiego, ale nie tylko. Wyobraźnię pobudzają legendy o Gołej Zośce, schadzkach króla Zygmunta Augusta z Barbarą Radziwiłłówną, skarbie zatopionym na dnie jeziora Necko czy wizycie Napoleona w naszym mieście.

Płyniemy jedną z najkrótszych rzek europejskich – Klonownicą, zwaną Cichą Rzeczką. Przepływamy pod mostem kolejowym i wpływamy na rzadko spotykane jasnozielone wody Jeziora Białego, które swą nazwę zawdzięcza licznemu białemu ptactwu wodnemu krążącemu w tej chwili nad nami. Wśród drzew ledwo widoczny jest najstarszy ośrodek wczasowy w Augustowie, Oficerski Yacht Club. Omijamy Zatokę Tartaczną, przy brzegach której magazynowane było w wodzie drewno z okolicznego tartaku. Po lewej stronie urokliwy Ostry Róg, słynna plaża "Patelnia", jeszcze pusta o tej porze roku. Mijamy drewniane domki letniskowe, których czas świetności minął wraz z byłym systemem ustrojowym i wpływamy do śluzy Przewięź na Kanale Augustowskim.

Niewątpliwie wodowanie wzbudza największe emocje wśród dzieci i dorosłych. Te pierwsze z niedowierzaniem pytają: "Zmieścimy się?", ci drudzy nagrywają i fotografują kilkuminutowe oczekiwanie na napełnienie komory śluzy wodą i wypłynięcie. Udało się, ale rzeczywiście statek ociera się o milimetry.

Wpływamy na spokojne Jezioro Studzieniczne i kierujemy się do malowniczo położonego na półwyspie sanktuarium maryjnego. Zewsząd otacza nas piękna przyroda, szum drzew, słońce odbija się od tafli jeziora, nieopodal widzimy płetwonurka. Podróżnych absorbują też pływające blisko różne gatunki kaczek, perkoz, w dali rodzina łabędzi z młodymi. Wysiadamy i kierujemy się w stronę sanktuarium. Czasu jest niewiele, tylko 20 minut. Zbyt mało by odwiedzić kaplicę, pomnik papieża Jana Pawła II, źródełko czy kościół parafialny i samą miejscowość. Dlatego niektórzy zostają w Studzienicznej, by powrócić kolejnym rejsem.

Wracamy tą samą trasą, z głośników płynie muzyka. Przy śluzie spotykamy grupę kajakowiczów, wymieniamy się pozdrowieniami. Na jeziorach zauważamy już spory ruch – żaglówki korzystają z pomyślnych wiatrów, pływają rowerki wodne, kajaki, motorówki, w dali widać wędkarza na łódce i wyciąg nart wodnych. Tylko remontowane miejskie molo psuje nieco widok.

Wysiadamy zrelaksowani i bogatsi o usłyszane opowieści. W myślach nucimy słyszane podczas rejsu słowa piosenki Piotra Szczepanika: "Dzień gaśnie w szarej mgle. Wiatr strąca krople z drzew. Sznur kormoranów w locie splątał się, pożegnał ciepły dzień, ostatni dzień w mazurskich stronach". Nikomu nie przeszkadza, że i kormoranów brak, i nie wieczór to a gorące popołudnie, i nie mazurskie strony.

Więcej w tej kategorii: « Śnieg w lipcu Na jagody »

Skomentuj

W związku ze zmianą systemu komentarzy, użytkownicy zarejestrowani przed dniem 18.04.2019r. muszą na nowo utworzyć konto na portalu, ponieważ konta użytkowników oraz komentarze ze starego systemu nie były migrowane.

DrewSot