• 1
  • 2
  • 3
  • 4
poniedziałek, 12 luty 2018 12:46

Zatruta studnia

Napisane przez EW
Źródło zdjęcia: Pixabay Źródło zdjęcia: Pixabay

Siedząc po uszy w XXI wieku, trudno oprzeć się wrażeniu, że oto na naszych oczach spełnia się przepowiednia jednego z (filozoficznych) jeźdźców Apokalipsy, Fryderyka Nietzschego, który już ponad sto lat temu pisał: „Świta przeciwieństwo świata, który czcimy i świata, w którym żyjemy, którym – jesteśmy. Pozostaje nam usunąć albo obiekty naszej czci, albo samych siebie. To ostatnie jest nihilizmem”.

Nihilizmem – a więc niejako zresetowaniem naszej kulturowej tożsamości. Cóż, wygląda na to, że od czasu, w którym napisano te słowa, nadgorliwa Europa nie tylko stratowała swe tradycyjne świętości, ale w dodatku siłą oświeceniowego rozpędu mocno nadwyrężyła także kondycję człowieka, który w końcu – niczym do metafizycznej kroplówki – był podłączony pod znaczenie, jakie wydzielały z siebie te wspomniane, a znienawidzone przez postępowców „obiekty naszej czci”. Oczywiście najcenniejszym trofeum, po jakie sięgają łapki postępowych troglodytów, jest głowa samego Boga. Ale po drodze można przecież złupić jeszcze wiele pomniejszych obiektów: więzi społeczne, rodzinę, sztukę, pomysłowość i przedsiębiorczość, własność prywatną i wreszcie – nadzieję, bo gdzie by się ona miała się teraz ukryć?

Zamach na naszą rzeczywistość jest w gruncie rzeczy operacją łatwą do przeprowadzenia. Tak się bowiem składa, że pomiędzy wspólnotą ludzi a światem (tym ziemskim i tym pozaziemskim) rozciąga się coś jakby zawiła sieć linii wysokiego napięcia, w których jednak zamiast prądu, płynie sens. Sens, który jest ważniejszy niż pojedynczy człowiek, pojedyncza rzecz albo pojedynczy fakt – on bowiem nadaje tym pojedynczościom znaczenie. I to na tym froncie toczy się najcięższa walka o „rząd dusz”. Zatem, aby symbolicznie wygumkować nas z naszego własnego świata, uczynić, jak to ujął Jan Paweł II, „pielgrzymami na własnym kontynencie”, niewolnikami we własnym kraju – wystarczy spowodować spięcie na linii tych sensów, wprowadzić do sieci „złą energię”, jakiś sens fałszywy, a nawet „nieludzki” (patrz: dżender). Można też po prostu doprowadzić do ich zerwania; innymi słowy – sprawić, by człowiek przestał przyznawać się do swej kulturowej tradycji, do dziedzictwa, w którym wzrastał od pokoleń, a które jest dla jego tożsamości niczym wielki transformator skrywający w rozlicznych i poplątanych magicznych szyfrach, to jest – w rytuałach – kody do naszego świata. Po wyłączeniu takiego transformatora człowiek staje się po prostu zepsutą zabawką. Bezdomny i bezbronny nadaje się tylko do wyrzucenia na kulturowy śmietnik. Jeszcze łatwiej można tę operację porównać do zatruwania studni, z której czerpią wodę wszyscy okoliczni mieszkańcy. Z łatwością można sobie wyobrazić, co się może delikwentowi przytrafić po spożyciu takiej wody.

Takiemu właśnie zatruwaniu ma właśnie służyć „usunięcie obiektów naszej czci” z naszego życia – to legendarne odczarowanie świata, zdarcie zeń wszelkiego znaczenia i tajemnicy (która wszak urąga potędze przyrodzonego rozumu) – pod pretekstem „uwolnienia od zabobonów”. W praktyce polega to na realizacji najstraszniejszej wolności, na jaką stać człowieka – wolności od sensu i od siebie: od swoich historii, legend, od pieśni, rytuałów, od odruchów społecznej solidarności, więzi z przyrodą, z drugim człowiekiem, z Bogiem. W ich miejsce pojawiają się nowe, smakujące niczym mydło historie bohaterów z telenowel albo „opowieści dziwnej treści” – mające znacznie mniej wspólnego z prawdą niż ludowe podania. Tak oto ten pech odczarowania spełnia się też w naszej codzienności, przenosząc nas ze świata pełnego ludzi, zapachów, kolorów i znaczeń do tego, który nie jest już niczym więcej, jak tylko zbiorem niemych przedmiotów pośród których przechadzamy się bezszelestnie w tym swoim dążeniu donikąd – konsumpcjonistycznym zwyczajem wciąż coś przejadając po drodze.

Niniejszym chciałam po prostu powiedzieć, że jesteśmy spadkobiercami wielkiego dziedzictwa, którego utraty nic nie może nam zastąpić – nic co nie byłoby tylko halucynacją. Jeśli więc je porzucimy – za namową, z braku odwagi czy nadmiaru głupoty – będziemy podobni do kamienia wytrąconego z potężnej budowli, a losem naszym stanie się wygnanie i śmierć.

Wciąż nie jest za późno, by rozpocząć krucjatę przeciwko metafizycznemu analfabetyzmowi (wtórnemu), upomnieć się o własną tradycję, przeprowadzić detoksykację naszej duszy zatrutej kulturowym GMO. Strzeżmy zatem czystości wody w naszej kulturowej studni. Nie dajmy się odczarować!

Skomentuj

W związku ze zmianą systemu komentarzy, użytkownicy zarejestrowani przed dniem 18.04.2019r. muszą na nowo utworzyć konto na portalu, ponieważ konta użytkowników oraz komentarze ze starego systemu nie były migrowane.

August
DANBUS
Foto Bajka - Lustra
MIRAD - Bar przy kominku
Opał klasy PREMIUM
Biuro Rachunkowe
Tepete - Auto zastępcze
GENERALI
Weterynarz
Drewno opałowe