• 1
  • 2
  • 3
  • 4
wtorek, 13 luty 2018 10:27

Święty Jan Nepomucen w Bargłowie Kościelnym

Napisane przez  EW

Przy głównej ulicy Bargłowa, nad małą rzeczką w bliskim sąsiedztwie kościoła parafialnego stoi drewniana słupowa kapliczka, a na niej mała figurka. Dawniej wszyscy wiedzieli kogo przedstawia ta figurka i niewielu by się znalazło tak bezczelnych mieszkańców, którzy by przeszli obok niej obojętnie, nie pokłoniwszy się Świętemu, który dzień i noc przygląda się parafii z wysokiego słupa. Są jeszcze tacy, którzy pamiętają, że modlono się tutaj podczas obchodu poświęcenia pól i zatrzymywano kondukty pogrzebowe przed ich wejściem do kościoła. O kim mowa? Oczywiście o Świętym Janie Nepomucenie.

Ci, którzy się trochę na tym znają, twierdzą, że to jeden z najsłynniejszych i najbardziej zapracowanych Świętych. Starodawne rubryki chrzcielne wprost roiły się od małych Nepomucenów – nawet Pablo Picasso miał tak na drugie imię! Zaś pewien austriacki historyk sztuki powiedział: „Tam, gdzie stoją posągi świętego Jana Nepomucena, tam jest Europa Środkowa”. W Polsce jest ich ponad dwa i pół tysiąca. Nie powinna więc dziwić obecność figurki Świętego także w stolicy skromnej parafii. Bargłów zawdzięcza swego Nepomuka (bo tak się nazywają te wszechobecne figurki) panu Janowi Karpio, który ufundował ją w drugiej połowie XIX stulecia.

Tak naprawdę Nepomucen nie jest ani drugim imieniem ani nazwiskiem św. Jana. Nazwa ta wzięła się od czeskiego miasteczka, z którego pochodził: Pomuku nieopodal Pragi. Od samego początku, jak przystało na wielkiego Świętego, towarzyszyły życiu Jana pewne szczególne znaki. Jego matka, która była kobietą nabożną, lecz bezdzietną, długimi postami, pielgrzymkami i różańcem wyprosiła sobie jego narodziny. Chłopiec, który był wielką pociechą swych rodziców, często jednak podupadał na zdrowiu. Raz zachorował tak, że bliski był już śmierci. Wówczas jego matka oddała go w opiekę Najświętszej Marii Pannie, która wyprosiła u Boga cudowne uzdrowienie malca (czyż nie podobna historia spotkała naszego nicponiowatego wieszcza, Adama Mickiewicza?). W podzięce rodzice postanowili ofiarować chłopca na służbę Bogu. Przyszłość pokazała, że ofiara ta spodobała się Najwyższemu.

Tak więc Jan rósł i „jaśniał postępami w cnotach i naukach”. Jak podają "Żywoty Świętych Pańskich", każdą wolną chwilę spędzał „z własnego upodobania (...) tylko w kościele”. Nikogo więc nie zdziwiło, że ostatecznie wybrał drogę kapłaństwa. Ponadto kontynuował on wcześniej podjętą naukę – studiował w Pradze i Padwie, w krótkim czasie zdobywając tytuł doktora teologii świętej i prawa kościelnego. Prawdziwą jednak sławę „zyskał dla swej pokory, niewinności i nabożności w mieście, które odznaczało się wielkim rozluźnieniem obyczajów”. Wszystko to razem wzięte zaprogramowało już na wstępie dość pechowy los Jana Nepomucena, który jako wielki bystrzak z fatalną łatwością zdobywał kolejne szczeble kariery kościelnej. Jeszcze będąc proboszczem w kościele św. Galla w Pradze, pełnił funkcję notariusza przy arcybiskupie Janie Jenzensteinie. Szybko awansował do rangi kanonika przy kolegiacie św. Idziego, a w dwa lata później został kanonikiem przy kościele świętych Piotra i Pawła w Wyszehradzie, by już w roku 1390 zostać archidiakonem i proboszczem w Zatoc (Saaz). Wtedy to przypomniał sobie o nim arcybiskup Pragi, podnosząc Jana Nepomucena do zaszczytnej rangi wikariusza generalnego w katedrze św. Wita, co uczyniło go drugą osobą w diecezji po arcybiskupie. Powiadają, że już wówczas x. Jan „zasłynął jako mówca i duszpasterz, a nauki jego były tak głębokie i przejmujące, że na kazaniach jego zawsze kościoły bywały przepełnione, a wielu grzeszników bystremi swemi naukami i napomnieniami tak zdołał przeniknąć, że w pokucie żałowali za swe grzechy. W kazaniach swych bez wszelkiej oględności wytykał błędy tak panom potężnym i bogaczom, jak i pospolitemu ludowi, bacząc tylko, kto grzesznik, a nie bacząc w jakim stanie żyje. Nauki jego były tak głębokie i trafne, że wielu wysoko wykształconych ludzi chętnie chodziło do niego do Spowiedzi świętej”. Tak wielkie jego sukcesy duszpasterskie sprawiły, że sam nawet król, wiedziony ciekawością, zaprosił go na swój dwór na okres adwentu A.D. 1380.

Wtedy to przyszła na x. Jana ciężka próba. Dało o sobie znać owo praskie „rozluźnienie obyczajów” i dość pogmatwana sytuacja polityczna, jaka panowała wówczas w mieście. Wybuchł spór między arcybiskupem Pragi, reprezentującym papieża w Rzymie i królem Wacławem IV Luksemburskim, który był zwolennikiem anty-papieża w Awinionie i w tajemnicy planował założenie nowego biskupstwa wykorzystując do tego chwilowo wolne stanowisko opata w klasztorze benedyktyńskim w Kladruby. Plan ten jednak szybko wykryto i udaremniono – zresztą, nie bez udziału x. Jana, który na dodatek rzucił klątwę na królewskiego wicekanclerza za jego publiczne bluźnierstwa i wyszydzanie wiary katolickiej. Królowi nie wypadało mścić się bezpośrednio na znienawidzonym arcybiskupie Jenzensteinie, więc porwał jego wikariusza generalnego oraz czterech innych dostojników kościelnych. Wszystkich uwięził i torturował. Po krótkim czasie duchowni przystali na warunki stawiane przez Wacława – zobowiązano się nawet do zachowania całej sprawy w tajemnicy. Jedynie Jan Nepomucen odmówił swojej zgody na to jawne sprzeniewierzenie się Kościołowi. Dlatego w jego przypadku tortury kontynuowano. Jak twierdzą świadkowie, król osobiście brał w nich udział przypalając ciało kapłana żywym ogniem.

Legenda dodaje jeszcze jeden, osobisty wątek do całej historii: otóż władca ten, sławny za sprawą dość przykrego charakteru i gorszących obyczajów, próbował wcześniej jeszcze wydobyć z kapłana tajemnicę spowiedzi swej małżonki – królowej Zofii (czy też Joanny), która szukała u Nepomucena duchowej pociechy w swym strasznym życiu u boku Wacława i wsparcia w próbach nawrócenia na właściwą drogę męża-rozpustnika. Pech chciał, że król w częstych spowiedziach królowej odnalazł raczej argument za tym, że musi ona być jakąś straszną grzesznicą – a być może po prostu go zdradza! Dlatego za wszelką cenę chciał wymusić na x. Janie zdradzenie tajemnicy jej spowiedzi. Kapłan pozostał jednak niewzruszony. Za tę postawę i swe liczne napomnienia, jakie kierował do króla, musiał zapłacić najwyższą cenę. Nocą 20-go marca 1393 roku, na poły żywego jeszcze x. Jana, skutego w kajdany i z belką w zębach zawleczono na most Karola IV i wrzucono w nurty Wełtawy. I choć „król chciał zemsty dokonać w ciszy nocnej – tymczasem Bóg sprawił wielki cud, albowiem nad ciałem, które mimo bystrego prądu pływało na powierzchni wody, zajaśniały wieńcem liczne gwiazdy i z nocy zrobiły dzień, tak, że ludzie powstawali ze snu, nie umiejąc zrazu odgadnąć przyczyny”. Gdzie indziej powiadają, że było to „pięć wielkich świateł, jaśniejących jak gwiazdy”, które unosiły się nad zwłokami Świętego przez cała noc. Podobno też sam władca zląkł się tych znaków i zaczął żałować swego czynu, a także odbył pokutę (co akurat jest wielce wątpliwe). Nawet jeśli tak się stało, to nie przeszkodziło mu to być później wielkim protektorem równie wielkiego heretyka czeskiego, Jana Husa. Podobno też św. Jan, przeczuwając, ze wierność obowiązkom kapłańskim przypłaci śmiercią, w ostatnim swoim kazaniu „wpadł w uniesienie i w proroczym duchu wśród łez obfitych opowiedział nieszczęścia, jakie spadnąć miały na Czechy przez Husytów. Pożegnał się też z wiernymi, pożegnał się z duchowieństwem w przeczuciu, że ostatni raz był wstąpił na kazalnicę”. Ciało męczennika wyłowiono i pochowano w kościele Świętego Krzyża nieopodal rzeki, a obecnie jego grobowiec znajduje się w podziemiach praskiej katedry.

Lud Pragi zachował w pamięci wszystkie te wydarzenia i znaki, jakie towarzyszyły męczeńskiej śmierci Nepomucena. Gdy tylko umarł król-oprawca w 1419 roku, zaczął się spontanicznie i już na dobre szerzyć kult Świętego kapłana. Tego właśnie kultu, niczym ostatniej deski ratunku, chwycili się ojcowie jezuici w trudnych czasach kontrreformacji, czyniąc z męczennika symbol sprzeciwu przeciw herezji protestanckiej, która w XVII wieku na dobre (a raczej na złe) opanowała Czechy. Wtedy dopiero Jan Nepomucen doczekał się oficjalnego uznania przez Stolicę Apostolską. Sam cesarz Józef I Habsburg wniósł o rozpoczęcie jego procesu beatyfikacyjnego. Proces ten zakończył papież Innocenty XIII w 1720 roku. Jednocześnie zatwierdził on tekst Mszy świętej i Liturgii Godzin ku czci bł. Jana Nepomucena na Czechy, Austrię, Polskę i Litwę. Dziewięć lat później ten czeski ksiądz oficjalnie został świętym Kościoła Katolickiego.

Św. Jan Nepomucen uważany jest za pierwszego męczennika, który zginął w obronie tajemnicy spowiedzi św. Z tego to powodu jego „milczący język” nigdy nie uległ fizycznemu rozkładowi – do dziś jest najświętszą po nim relikwią, którą przechowuje się w specjalnej szklanej karafie w katedrze, gdzie spoczywa też ciało świętego. Nie brak pobożnych świadectw, wedle których w dzień jego święta „wierni mogli zobaczyć język tak świeży, że krew jeszcze z niego kapała”, zaś „kurz z sarkofagu świętego sprzedawano jako ”.

Przyczyny i okoliczności jego śmierci (nam przywodzące na myśl męczeństwo bł. x. Popiełuszki) uczyniły go patronem dobrej spowiedzi oraz spowiedników, a także swego rodzaju symbolem milczenia, odwagi i lojalności. Św. Jan Nepomucen wstawia się zawsze za tymi, którzy są niesłusznie posądzani, oczerniani lub obmawiani – specjalizuje się w strzeżeniu dobrego imienia i honoru. Jednocześnie pomaga w dobrym wykorzystywaniu daru mowy: w dotrzymywaniu tajemnic i powstrzymywaniu własnego języka w chwilach wzmożonej pokusy do nadprogramowego posługiwania się nim, przez co moglibyśmy łatwo skrzywdzić drugiego człowieka. Dlatego właśnie w sposób szczególny czuwa on nad kobietami, przewodnikami i politykami.
Św. Jan Nepomucen jest także oficjalnym patronem Czech (obok św. Wacława i św. Wojciecha), narodu czeskiego i języka czeskiego (choć nie ma pewności, czy umiał się nim posługiwać, bo z pochodzenia był Niemcem), a także imperium austriackiego i rodu Habsburgów, Bawarii i Banatu, patronem oficjalnym lub mniej oficjalnym rozmaitych miejscowości z Pragą na czele. Gdzieniegdzie – na przykład w Biłgoraju, skąd pochodzi Janusz Palikot, czci się go jako patrona rozdroży, bezpiecznego podróżowania i szczęśliwego powrotu.
Największy jednak wpływ na kult św. Jana Nepomucena miał fakt, że zginął w nurtach Wełtawy. Dlatego właśnie jest on przede wszystkim opiekunem groźnego żywiołu wody – we wszelkiej postaci. Nazywa się go nawet Janem od Wody. Dawniej każdy porządny most musiał być wyposażony w figurę św. Nepomucena (to tzw. „nepomuki mostowe”), a każdy porządny budowniczy mostu miał w św. Janie swego orędownika. Figurki Nepomuka stawiano także nad rzekami, jeziorami, groblami – wszędzie tam, gdzie na człowieka mógł czyhać groźny żywioł wody. Jego figurka, jak wielu z nas wiadomo, stoi także nad jeziorem Studzieniczna. Oczywiście, że taki patron szczególnie przydawał się na wsi, gdzie mieszkańcy często uciekali się do niego w przekonaniu, że Święty potrafi skutecznie ustrzec przed wodnymi niebezpieczeństwami: powodzią, burzą, gradobiciem, ale także suszą (mówi się, że Nepomucen chroni studnie i źródła przed wyschnięciem) i wszelkimi klęskami żywiołowymi. Dlatego właśnie św. Jan Nepomucen zaliczany jest w poczet tzw. Świętych Wspomożycieli. Ile to już wieków chłopi powierzają mu swoje zasiewy, pola i łąki, wierząc głęboko i skutecznie, że św. Jan najlepiej będzie zarządzał opadami i roztopamii. Mówi o tym pewien pradawny wierszyk:

Więc gdy przyjdą wielkie wody,
Nawałnice, gradobicia
Ty patronie niepogody,
Obroń nas od trudów życia.

Oczywiście woda to zagrożenie nie tylko dla zbiorów, dlatego Nepomucen patronuje również żeglarzom (portugalscy i hiszpańscy korsarze zdobili nawet dzioby swych żaglowców rzeźbami Św. Jana Nepomucena), marynarzom, flisakom, rybakom, nurkom, wioślarzom, pływakom, miłośnikom wszelkich innych wodnych sportów, ratownikom wodnym. Będąc zawsze w pobliżu, ma ich chronić od rozmaitych wypadków na wodzie, ratować tonących... Pamiętajmy, że dawniej panował jeszcze przesąd o tym, że w rzekach mieszkają tzw. topielce, które tylko czekają, by wciągnąć w śmiertelne nurty przechodzącego brodem lub kąpiącego się człowieka...

Po tym wszystkim, co zostało tu powiedziane, nie można mieć już żadnych wątpliwości co do tego, że zarówno obecność, jak i lokalizacja św. Jana Nepomucena w Bargłowie jest nieprzypadkowa. Każdy na własne oczy widział, że figurka Świętego stoi nad małą rzeczką przepływającą przez tereny dość bagniste – a więc takie, które są szczególnie narażone na działanie wezbranej wody. Jakby tego było mało, stoi on tam, gdzie niegdyś krzyżowały się drogi (a przecież Nepomucena czci się jako patrona rozdroży), z których na dodatek jedna prowadzi na cmentarz, co ma swoją szczególną wymowę, gdy już wiemy, że Święty jest także patronem dobrej spowiedzi – także tej ostatniej.

Zapewne nie każdemu z mieszkańców dane było przyjrzeć się tej figurce z bliska (no, może oprócz tych cudotwórców, którzy potrafią na takich wysokościach zapalić mu lampkę), więc postaramy się ją z grubsza opisać. Pierwowzorem wszystkich Nepomuków jest wielki pomnik, jaki w roku 1683 sprawiono św. Janowi na moście Karola w Pradze (z tego mostu miał zostać zrzucony)ii. Nepomucena jest bardzo łatwo rozpoznać. Ubrany jest zawsze w strój kanonika, na który składają się: czarna sutanna, futrzana peleryna podszyta futrem gronostajowym (element stroju chórowego niektórych kapituł), rokieta (biała komża obszyta koronką), specjalna czapka, zwana biretem oraz stuła (znak spowiednika). Do tego jeszcze broda z bokobrodami – atrybuty wieku dojrzałego.
Do jego nieodłącznych „rekwizytów” należy krzyż, który Nepomucen przyciska do piersi (zdarza się niekiedy, że krzyż ten trzyma towarzyszący mu aniołek). Ma on przypominać, że Święty za życia darzył szczególnym nabożeństwem Chrystusa Ukrzyżowanego, długimi godzinami modląc się i kontemplując Mękę Pańską. Można się też spotkać z interpretacją, że to krzyż odpustowy na godzinę śmierci.
Oprócz krzyża, św. Jan trzyma w ręce liść palmy – symbol tych wszystkich, którzy zginęli męczeńską śmiercią, zaś nad jego głową znajduje się aureola złożona z pięciu gwiazd. Warto wiedzieć, że oprócz Najświętszej Marii Panny, Jan Nepomucen jest jedynym świętym przedstawianym z gwiazdami wokół głowy. Z jednej strony jest to bezpośrednie nawiązanie do legendy o okolicznościach śmierci Świętego spowiednika. Z drugiej ma też swoją teologiczną wymowę. Gwiazdy mają bowiem symbolizować pięć ran Chrystusowych, pięć cnót Janowych: pobożność, pokorę, dyskrecję, pilność i miłosierdzie, a także pięć liter łacińskiego słowa „tacui” (milczałem), które przypominają o dochowaniu tajemnicy spowiedzi – tak jak wskazujący palec przy ustach Świętego. Często zdarza się, że do tego ikonograficznego kanonu, wierni dodają inne jeszcze symbole: zamek (na pamiątkę funkcji, jakie sprawował na dworze królewskim i biskupim), zapieczętowany list i zamkniętą kłódkę (symbole milczenia i dyskrecji), klucz (przypominający o jego uwięzieniu), księgę (był uczonym), most, kotwicę, rybę i lilie wodne (mówiące o rodzaju śmierci, jaką poniósł), różaniec (na znak jego pobożności) kwiat róży (łacińskie „sub rosa” czyli „pod różą” znaczy – w dyskrecji, w tajemnicy), a przede wszystkim język – trzymany w dłoni lub osobno przedstawiony na cokole.
Mimo że jest w czym wybierać, jeśli chodzi o symbolikę, to oczywiście Święty Jan Nepomucen z Bargłowa Kościelnego, musi zadowolić się tylko swoją gwieździstą aureolą i prostym ubiorem. Tak się bowiem składa, że krzyż, który Święty trzymał w swych dłoniach, ktoś z wiernych parafian zdecydował się pożyczyć i dotąd nie zwrócił. Być może w przekonaniu, że ten znak Chrystusa Zbawiciela posłuży mu lepiej niż jakieś biednej, bezimiennej figurce. A może był to jeden z tych licznych wrogów Nepomuceńskich...

Jak bowiem twierdzy Andrzej Babuchowski, autor książki o św. Janie Nepomucenie, kapłan ten „należy niewątpliwie do najpopularniejszych w świecie (...), a jednocześnie najbardziej nękanych przez historiografię średniowiecznych świętych. Mało który syn ziemi czeskiej wzbudzał w ciągu wieków tyle skrajnych emocji - od uwielbienia po nienawiść! - co święty Jan Nepomucen”. Ci najwięksi wrogowie religii katolickiej nie wzbraniają się nawet przed stwierdzeniem, że jest on jedynie wymysłem podstępnych jezuitów, nastawionym na propagandowy efekt. Na szczęście nie żyjemy jeszcze w świecie, w którym wymysły i fantasmagorie bezbożnych złośliwców mogą przeważać nad faktami historycznymi. Kult praskiego wikariusza, rozwinięty na niebywałą skalę zwłaszcza w czasie baroku, pozostaje wciąż jeszcze żywym składnikiem europejskiej tożsamości niezależnie od tego czy się to komuś podoba czy nie.

Święty Jan Nepomucen, kapłan i męczennik, odbiera cześć 16 maja, natomiast w Polsce, w archidiecezji katowickiej i diecezji opolskiej w dniu 21 maja (16-go bowiem wspomina się św. Andrzeja Bobolę).

Dodaj komentarz

Jeżeli dodajesz komentarz jako "gość", pamiętaj że przed publikacją musimy go zatwierdzić (co może trochę potrwać).

Nie chcesz czekać na zatwierdzenie komentarza? Zaloguj się, wtedy komentarze będą publikowane automatycznie od razu po ich dodaniu przez Ciebie.


Kod antyspamowy
Odśwież

^ REKLAMA ^

Publikacje wg daty:

« Luty 2018 »
Pn Wt Śr Czw Pt Sb Nie
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28        
Zajazd WIWA
Inter Meble
^ REKLAMA ^
KA-MIX
Necko - Sala weselna
^ REKLAMA ^