• 1
  • 2
sobota, 19 maj 2018 09:21

"Odnalazłem w alkoholu źródełko" – wywiad z trzeźwym alkoholikiem

Napisane przez Emilia Paliwoda-Burak

Wcześniej zawsze sobie powtarzałem, że nigdy nie zgotuję takiego losu swoim dzieciom, że nie będę taki. Miałem piękne wizje, perspektywy odnośnie swojej rodziny i wychowania dzieci, a alkohol wszystko to zniweczył. Te wartości zostały zniszczone”.

Karol (imię zostało zmienione) opowiada o swoim pijanym i trzeźwym życiu, o wzlotach i upadkach. Przede wszystkim o tym, jak cienka jest granica i prosta droga do uzależnienia.

Styczność z alkoholem, jak sięgam pamięcią, miałem już jako mały brzdąc. To było takie podpijanie piany z piwa u babci na imieninach. Jednak prawdziwa przygoda zaczęła się później, ale już w średniej szkole.

Kim jest alkoholik?

Z domu wyniosłem pogląd na alkoholika, że to taki, który nie ma już nic, wszystko stracił, nie ma za co pić, grzebie w śmietnikach i zbiera puszki. Ja jeszcze miałem rodzinę, choć wisiała na włosku, miałem pracę , ale miałem przede wszystkim problem z alkoholem. Nie widziałem tego, choć mi mówiono, ale ja uważałem, że nic złego nie robię, nie jestem taki, jak o mnie mówią, bo zarabiam na rodzinę. To, że żona nie miała we mnie wsparcia, że dzieci nie miały, to że pracy nie wykonuję należycie, nie chciałem tego widzieć. Miałem takie, a nie inne mniemanie o sobie. Dziś to wiem. Nie obarczam się z tego tytułu. Było minęło, tego nie zmienię, ale dziś staram się być innym człowiekiem i naprawiać błędy.

Alkoholizm bez wątpienia jest chorobą, ale mówi się też, że „alkohol jest dla ludzi”.

Gdy skończyłem 18 lat zaczęło się wchodzenie w dorosłe życie i różne z tej okazji przyjęcia. Trzeba było to naturalnie opić. Spotkań, w których pojawiał się alkohol trochę w tym okresie było. Korzystałem więc z jego usług. Piłem, wiadomo, bo to fajne i wypada. Tylko że moje picie w pewnym momencie zaczęło nabierać niebezpiecznego tempa. Dziś to widzę i wiem, że już wtedy było to niebezpieczne. To było na zasadzie, czym się strułeś tym się lecz. Myślę więc, że alkohol jest dla ludzi, ale nie dla mnie.

„Klin klinem” to częsta filozofia osób po imprezie

Tylko jeżeli zaczyna się to robić notoryczne i częste, to już jest problem. U mnie zaczęło przeradzać się w weekend itd., aż w końcu stawało się codziennością. To było takie życie towarzyskie.

Czyli pozornie - takie prawa młodości? Zwyczajny chłopak, który czasem zbyt dużo wypije.

Ale były imprezy, gdzie faktycznie moje picie przekraczało swego rodzaju formę zachowawczą. Potrafiłem upić się do nieprzytomności. Piłem, urywały mi się filmy, nie wiedziałem co się dzieje. Szczęśliwie zawsze znajdowałem towarzystwo, organizowaliśmy się i zawsze była okazja. Wtedy może nie było to aż na tyle naganne, nie miało strasznych konsekwencji, ale wiem, że nabierało już niebezpiecznego tempa.

Alkohol i imprezowe życie nie przeszkodziło w założeniu rodziny.

Z alkoholem toczyło się też wojsko. Co chcę podkreślić, w momencie, gdy pojawiał się alkohol, zanikały u mnie wszelkie bodźce odpowiedzialności dojrzałego życia. Zakładając rodzinę, teraz to wiem, miałem już problem. Czy żona to dostrzegała, nie wiem. Były na pewno symptomy.

Co dawał Ci alkohol?

Na to, że zacząłem sięgać po alkohol złożyło się wiele czynników. Dlaczego zacząłem pić? Odnalazłem w alkoholu źródełko radzenia sobie z emocjami. To był mój sposób na wiele trudnych sytuacji. Gdy byłem w szkole średniej, po wypiciu stawałem się bardziej śmiały, towarzyski. Zabijałem nieśmiałość. Dzięki niemu, tak mi się wydawało, lepiej się bawię, jestem weselszy, bardziej atrakcyjny. Widziałem same superlatywy. Wynikało to też z wcześniejszego życia, wychowania, że byłem ambitny i chciałem być w jakiś sposób dowartościowany i doceniany. Picie podnosiło moje ego, potęgowało, że w takich momentach postrzegałem siebie lepiej, jako doskonalszy.

I taki „doskonalszy wkroczyłeś w dorosłe życie?

Dopiero teraz wiem, że to nie było normalne. To, że pojawiają się problemy w pracy, w życiu towarzyskim, bo były takie, konflikty z dziewczyną, to było ostrzegawcze. Tylko że ja nie dopuszczałem do siebie myśli. Pod wpływem alkoholu zaczęła rodzić się też we mnie agresja i słowna i fizyczna. Żona robiła mi wyrzuty, że za dużo piję. Wkurzało mnie to. To tak działa. Może nie było to notoryczne, ale w tych emocjach ciężko było nad sobą panować. Druga sprawa, że pijąc , uważałem, że nic złego nie robię.

Skoro żona zaczynała się czepiać, jak sobie „radziłeś” z piciem?

Na początku kupowałem alkohol do domu, żeby mieć. Miałem na to przyzwolenie. Zawsze kupowałem na wszelkiego rodzaju imprezy z zapasem, żeby nie zabrakło. Żarcia mogło zabraknąć, ale nie alkoholu. To było dla mnie priorytetem. Tu miałem takie zabezpieczenie, jeżeli dostałem pozwolenie od żony na wypicie jednego kieliszka, to ona nie udowodni mi, że wypiłem pięć. Jeżeli wypiłem w domu jedno piwo i znalazłem pretekst do wyskoczenia na miasto, to mogłem wypić jeszcze trzy szybkie browary, przyjechać i powiedzieć, że przecież wypiłem jedno piwo. Ale że było mi mało, robiłem wszystko, by gdzieś jeszcze wyskoczyć i wypić, żeby polepszyć efekt.

Piłeś codziennie?

W późniejszym okresie tak. To narastało stopniowo, a miałem ku temu komfort. W pracy miałem fajne towarzystwo, były warunki, był sklep, bar, mogłem z tego korzystać. Szczególnie popołudniami. Piłem więc w pracy. I sam, i w towarzystwie. Tylko, że ja nie potrafiłem powiedzieć sobie, tak jak inni – dość. Szukałem sobie dalej.

Czyli alkoholik to nie tylko ten, co pije sam?

Cały czas mówię, że ja dziś wiem, że już wtedy ponosiłem konsekwencje nadużywania alkoholu. Piłem w towarzystwie za dużo i za często. To się znajomym też nie podobało. Później zwolniono mnie z pracy. Przyszedł więc ten moment, że uznałem, że niekoniecznie potrzebne jest mi towarzystwo. Doszło do tego, że już nie wyobrażałem sobie życia bez alkoholu i funkcjonowania na trzeźwo. Była to, jak ja to określam, cały czas choroba emocji. Piłem gdy gdzieś się coś zadziało, gdy pojawiała się złość, żal, użalanie się nad sobą. Często potrafiłem od samego rańca.

Ale pracy na stałe nie straciłeś?

Zatrudniono mnie ponownie na innych warunkach, ale praca była pretekstem do wyjścia z domu. Będąc poza domem miałem komfort sięgania po alkohol, po prostu picia.

Jak wyglądało Twoje życie rodzinne?

Ze względu na alkohol byłem człowiekiem nieodpowiedzialnym i niedojrzałym. Dzisiaj wiem, jakie to efekty i skutki przyniosło. Więcej czasu spędzałem poza domem. Dzieci i żona nie mogły na mnie polegać. Więcej obowiązków spadło na nią. Oczywiście gdzieś tam próbowałem pomagać, ale pojawiała się wtedy złość, że muszę np. zająć się dziećmi, a wiadomo, wolałbym w tym czasie robić coś innego. W efekcie później musiałem odreagować.

Nikt nie zwrócił wtedy uwagi, że masz już duży problem?

Ja uważałem że nic złego nie robię. Nie przyjmowałem do siebie tej myśli, mimo, że zarówno żona jak i znajomi ciągle mi to powtarzali. Wszyscy dookoła mówili, że na za dużo sobie pozwalam. Cały czas odpierałem te zarzuty i powtarzałem, że zarabiam, pracuję mam pieniądze i przecież mogę, mam prawo sobie pozwolić na wypicie. Działała też u mnie zasada, że apetyt rośnie w miarę jedzenia. We wcześniejszym stadium mniejsza dawka alkoholu przynosiła ten sam efekt, później potrzebowałem więcej. Musiałem poczuć ten delikatny szmerek dla uspokojenia nerwów. Odbijało się to na mojej fizyce, drżenie rąk itd.

Miałeś preferencje co do rodzaju alkoholu?

Nie miałem. Już nie ważne było co. Liczył się efekt. Gdy miałem większą ilość gotówki, korzystałem z trunków z wyższych półek. Gdy miałem mało, to z tańszych. Chodziło przede wszystkim o te poczucie rozluźnienia, odstresowania. Jak się denerwowałem – piłem. Jak coś mnie gnębiło, czy gryzło – piłem. Miałem złe samopoczucie fizyczne to myślałem, że jak se golnę, to poczuje się lepiej. W późniejszym stadium to praktycznie cały czas się źle czułem.

Ale zdarzały się dni czy tygodnie bez alkoholu, bo przecież dzień w dzień się nie upijałeś?

Miałem takie, ale były wywarte bardziej przymusem. Źle się działo w domu, to dla świętego spokoju przestawałem pić na jakiś czas, by żona się ode mnie odczepiła. Bywałem wtedy pokorny. Chodziło o to, żeby zagłaskać całą sytuację, by uspokoić czujność żony, żeby móc dalej robić swoje, czyli pić. Gdy widziałem, że żona ze mną już rozmawia, że przeszła jej trochę złość, to znaczyło, że mogłem sobie troszeczkę pozwolić. Od „troszeczkę” się zaczynało, i nabierało tempa, aż do następnego razu.

Czyli żeby móc pić, przestawałeś pić?

Tak, miałem więc okresy przerwy raz większe, raz mniejsze, a oprócz tego próbowałem w tych sytuacjach, gdy była na mnie złość w domu, ograniczać moje picie. Polegało to na przyjściu do domu w miarę trzeźwemu, żeby zbytnio się w oczy nie rzucać, by żona nie zauważyła. Potrafiłem z tego tyłu mieć też gdzieś w domu swoje zapasy, by w sprzyjających okolicznościach sobie dogodzić.

Byłeś zatem manipulatorem.

I to strasznym. Stosowałem różnego rodzaju chwyty. Robiłem wiele rzeczy i mówiłem wiele rzeczy tylko po to, by mieć komfort picia. Tak starałem się manipulować moimi bliskimi, żeby oni nie widzieli, że jestem po alkoholu. Żeby się nie czepiali. Potrafiłem obwinić wszystko i wszystkich dookoła, tylko nie siebie. To inni byli winni za to, że dziś wypiłem, bo kolega postawił, bo była jakaś okazja, bo trzeba coś było opić, to wypiłem kieliszek. To było tłumaczenie – wypiłem tylko dwa kieliszki. Tylko, że mijało się to z prawdą, bo było tego więcej, ale stosowałem takie różnego rodzaju usprawiedliwienia. Wiele robiłem po to, by nie zostać przyłapany na piciu. A jak już zostałem przyłapany, to zwalałem na kogoś innego. Kiedyś żona znalazła moją skrytkę, to potrafiłem zwalić to na syna.

Skoro tak „dobrze” Ci szło, to skąd pomył na terapię?

Pamiętam jak jednego razu dałem w pracy w palnik i ciężko już było się ze mną dogadać. Koledzy z pracy zadzwonili po żonę, że dzieje się ze mną coś nie tak.Zabrała mnie, ale ktoś musiał mnie w pracy zastąpić. Trochę mnie to obeszło i nastąpił jakiś przebłysk. Byłem na nich zły, że tak zareagowali, że nic mi nie było itd. Znów obwiniałem innych za swoje postępowanie. Wkurzyło mnie, że żona się wpierdzieliła w nieswoje sprawy itd., koledzy tak samo. Moje picie i wszystko co z nim związane potęgowało się, nasilało, dlatego przyszedł ten moment, gdy żona powiedziała „dość”. Postawiła ultimatum: albo podejmiesz leczenie, albo z nami koniec.


Koniec I części.

II część rozmowy już niebawem na łamach Reportera.

Skomentuj

W związku ze zmianą systemu komentarzy, użytkownicy zarejestrowani przed dniem 18.04.2019r. muszą na nowo utworzyć konto na portalu, ponieważ konta użytkowników oraz komentarze ze starego systemu nie były migrowane.