• 1
  • 2
  • 3
  • 4
niedziela, 27 maj 2018 08:57

"Odnalazłem w alkoholu źródełko" – II część wywiadu z trzeźwym alkoholikiem

Napisane przez Emilia Paliwoda-Burak
"Odnalazłem w alkoholu źródełko" – II część wywiadu z trzeźwym alkoholikiem fot. pixabay.com

„Wcześniej zawsze sobie powtarzałem, że nigdy nie zgotuję takiego losu swoim dzieciom, że nie będę taki. Miałem piękne wizje, perspektywy odnośnie swojej rodziny i wychowania dzieci, a alkohol wszystko to zniweczył. Te wartości zostały zniszczone”.

Karol (imię zostało zmienione) opowiada o swoim pijanym i trzeźwym życiu, o wzlotach i upadkach. Przede wszystkim o tym, jak cienka jest granica i prosta droga do uzależnienia. Pierwszą część wywiadu odnajdziecie pod linkiem: I część wywiadu "Odnalazłem w alkoholu źródełko".

...

Wystraszyłeś się żony?

Tak, bo moja żona była bardzo konsekwentna. Powiedziała, że ma dość mojego picia. Zacząłem się bać, bo rozwód był nie do pomyślenia, bo trzeba będzie płacić itd. Miałem Tysiące myśli i przede wszystkim bałem się utraty mojego dotychczasowego życia. Miałem komfort picia i bałem się zmiany. Żona już wcześniej dowiadywała się gdzie szukać pomocy, co ma zrobić odnośnie mojego pijaństwa, przez co była dla mnie wrogiem. Zaczęła ukracać mi komfort picia. Sprawiała, bym wreszcie ponosił odpowiedzialność za moje chlaństwo. Ale terapię dochodzącą zacząłem, by mieć święty spokój, nie z przekonania, tylko żeby żona dała mi spokój. Zwyczajnie bałem się rozwodu. Byłem przyzwyczajony do pewnego stylu życia, z rodziną.

I na terapii dostałeś olśnienia?

To nie było takie proste. Poszedłem do przychodni, wypełniłem wszelkie druki i z tego co czytałem, wiele wskazywało na to, że mam problem, ale to nadal do mnie nie docierało. Chodziłem na terapię i nawet przyznawałem się wobec zgromadzonych, że mam problem itd., ale nie było tej akceptacji przed samym sobą.

Podstawą terapii jest zaprzestanie picia. Jak było w Twoim przypadku?

Miałem okres zachowania abstynencji, ale tylko samej abstynencji. Furtkę do spożywania alkoholu miałem jeszcze otwartą. Chodziłem na terapię 1,5 roku, ale dalej piłem. Żona ukróciła mi fundusze, musiałem stwarzać pozory. Zaczynałem kombinować kasę na alkohol i dochodziło do zapić. Każde było coraz gorsze i ciężko było mi z nich wyjść. Alkohol brał górę i zawsze wydawało mi się, że jest go za mało. Oczywiście w domu kłótnie, złość. Uciekałem wtedy na terapię po pomoc i po to, by zagłaskać sprawę. Pamiętam spojrzenia dzieci, żony, zostałem całkowicie odizolowany. Ale byłem zawzięty w swoim piciu i cały czas siebie usprawiedliwiałem.

Uderzyłeś kiedyś żonę po alkoholu?

Dochodziło do przemocy fizycznej, ale na szczęście żona się nie dawała.

Kolejna próba leczenia przyniosła jednak skutek?

Tak. Wreszcie podjąłem trapię , ale tym razem na oddziale zamkniętym. Była to trochę forma ucieczki, ale szedłem tam z nadzieją na zmianę swego życia. Idąc tam wiedziałem już, że coś jest nie tak, ale nie byłem pewny. Przede wszystkim Nie wyobrażałem sobie życia bez alkoholu, że do końca życia nie wypiję nawet kieliszka. Bardzo bałem się, że nie będę mógł nigdy po niego sięgnąć. Dopiero tam w odosobnieniu mogłem przemyśleć swoje życie i przejrzeć historię swego picia, ile wyrządziłem krzywd nie ponosząc za to konsekwencji, a oni przez to cierpieli. To, że sam zacząłem przed sobą się przyznawać, było przełomem w moim myśleniu.

Jak długo trwała terapia?

Byłem tam sześć tygodni. Wtedy zaczął we mnie działać ten proces akceptacji swojej bezsilności wobec alkoholu. Zrozumiałem, że mnie ma Karola, który jest cacy jak nie pije, a obok jest Karol, który jak pije robi na diabła. To jest ta sama osoba i nie da się tego rozdzielić. I jeśli ja nie przyjmę tego do wiadomości, to będę dalej żył tak jak żyłem, a tego już nie chciałem. Zauważyłem, jak dużą krzywdę wyrządziłem wszystkim dookoła, nie tylko najbliższym, ale i dalszym znajomym, współpracownikom.

Sześć tygodni wystarczyło?

To był dopiero początek. To był klosz. Było to miejsce bezpieczne, gdzie nie było alkoholu. W każdej chwili mogłem z tego zrezygnować, ale na to nie pozwalała mi moja ambicja. Byłem ambitny w niektórych rzeczach, dlatego chciałem ją skończyć. Im dłużej tam przebywałem, tym bardziej dochodziło do mojej świadomości, że mam ten problem. Opierałem się na doświadczeniach innych, którzy mówili o sobie i dawali świadectwo. Mówili, że można żyć bez alkoholu. Na terapii dostałem narzędzia jak sobie bez niego radzić. Sam pisałem program zdrowienia, co będę robił po wyjściu, żeby nie wrócić do tego co było.

Bałeś się powrotu do domu i do rzeczywistości, w której czyha tyle pokus?

Miałem lęk przed pierwszym kieliszkiem, bo to nie ostatni szkodził, tylko teraz wiem, że ten pierwszy, po który sięgałem i który mnie napędzał do picia. Uchwyciłem się pewnych rzeczy, które pomagały mi o tym nie myśleć. Zaczynałem skupiać się na czymś innym. Chodziłem na grupy wsparcia, na indywidualne spotkania i spotkania z niepijącymi alkoholikami. Zawsze miałem kontakt z czymś, co mi pomagało w trzeźwieniu.

A co z emocjami, na które lekarstwem wcześniej był alkohol?

Emocje na początku były. Powrót do domu, czasem złość żony, niepewność, nieufność, ale musiałem sobie z tym radzić bez alkoholu. Musiałem o tym z kimś rozmawiać. Po wyjściu z terapii miałem osobę, która już wcześniej chciała mi pomóc, miałem z nią kontakt, rozmawiałem telefonicznie, ale przyjechała mi pomóc i przedłużyła mi terapię o trzy tygodnie. Była ze mną i mnie wspierała, pomagała radzić z emocjami. Przede wszystkim nie wolno ich w sobie tłumić.

„Pociąg” do alkoholu zniknął?

Byłem w tym okresie wyczulony, że zauważałem wiele rzeczy związanych z alkoholem. Dla jednych gdzieś tam leżała puszka, a dla mnie była to „pucha”. Na niektóre rzeczy bardziej zwracałem uwagę. Miałem skojarzenia z pewnymi sytuacjami, niejednokrotnie potrafiłem znaleźć coś zabunkrowanego, ale trafiało to szczęśliwie do kosza. Cały czas jestem też wdzięczny żonie za jej wsparcie. W momentach, gdy coś się działo, ona to dostrzegała i zwracała na to uwagę. W domu oczywiście nie było już żadnego alkoholu.

W których sytuacjach najtrudniej było powstrzymać się od picia?

Panicznie bałem się spożycia alkoholu w złości czy z poczucia wstydu. Przyjeżdżając do domu nawet rozmowy czy wspomnienia mojego picia wywoływały u mnie emocje. Nieraz myślałem „kurna, czemu ona o tym mówi”, bodło mnie to, ale wiedziałem jedno, że narozrabiałem, więc muszę przyjąć to na klatę. Byłem taki, więc ona ma prawo o tym mówić i wygarniać, a moim zas**nym obowiązkiem jest to przyjąć i przemilczeć. Wiedziałem, że rozmawiając czy negując pewne sprawy można było jeszcze bardziej pobudzić te emocje.

Zastanawiałeś się, dlaczego spotkało Cię uzależnienie?

Dziś wiem, że niektóre rzeczy, które zostały mi wpojone wynikały z mojego dzieciństwa. Ambicje, duma, to było we mnie zakorzenione i towarzyszyło mi w dalszym życiu. Lubiłem być chwalony, ale nie znosiłem krytyki. Dobijało mnie to. Z wieloma rzeczami nie potrafiłem sobie radzić. Miałem też problem w rodzinie. Mama nadużywała alkoholu i też się wydaje, że byłem naocznym świadkiem, miałem doświadczenie jaki to ma wpływ na mnie, czyli jako dziecko, jak ja się czułem. Wcześniej zawsze sobie powtarzałem, że nigdy nie zgotuję takiego losu swoim dzieciom, że nie będę taki. Miałem piękne wizje perspektywy odnośnie swojej rodziny i wychowania dzieci, a alkohol wszystko to zniweczył. Te wartości zostały zniszczone. Paradoksalnie mama zwracała mi uwagę w sytuacja bardziej drastycznych. Mówiła „Karol źle robisz, Karol nie pij”. Ale ja uważałem, że nie jestem taki sam jak mama, choć robiłem to samo. Wtedy nie chciałem tego wiedzieć, miałem klapki na oczach. Gdy byłem w szkole średniej mama już miała ten problem. Wielokrotnie sam doświadczyłem sytuacji bolesnych ale alkohol był silniejszy.

Jak długo jesteś trzeźwy?

Nie pieję od 10 lat. To tak się nazbierało i nie przywiązuję do tego dużej wagi. Dla mnie ważne jest, że nie piję tu i teraz i żyję dniem dzisiejszym. Gdy rano wstaję proszę o pomoc swoją siłę wyższą, by pomogła mi nie sięgać po alkoholi i przeżyć godnie dzień.

Czy to jest ciągła walka?

Można tak powiedzieć, ale teraz to już nie jest walka. Dzisiaj wiem, że jeśli chodzi o alkohol, to nie ma co z nim walczyć, bo po swoich wcześniejszych doświadczeniach wiem, że i tak brał nade mną górę. Pierwszy kieliszek powodował lawinę. Chodzi tu o akceptację, że tak jest „Karol, twoim problemem jest nadużywanie alkoholu, nie ostatni kieliszek, ale pierwszy i o tym masz pamiętać”. Tu nie ma co walczyć. Gdybym walczył, tak jak wcześniej, to myśli moje krążyłyby wokół alkoholu, mimo że bym nie pił. Dziś nie walczę. Alkohol jest i będzie, jest dla ludzi, ale wiem, że nie dla mnie. Ja dokonuję wyboru. Jeśli wiem, że mi to szkodzi, to po co mam w to iść. Trzeba szukać alternatywnego wyjścia.

Jak żyje się bez kropli alkoholu? To rzeczywiście takie trudne?

Cieszę się, że nie piję alkoholu i wiem jedno: bez niego da się żyć i w niczym to nie uwłacza mojej męskości. Wręcz przeciwnie. Dziś jestem bardziej wartościowym człowiekiem. Moja wartość w moich oczach i odczuciu jest dużo większa. To jest jednak proces. Tak jak procesem było moje stawanie się alkoholikiem, tak samo, żeby kroczyć drogą bez alkoholu, potrzeba czasu. Wiem też, że ta droga musi trwać do końca życia. Stałem się alkoholikiem i nie ma od tego odwrotu. Nigdy nie będę zdrowy i jeden kieliszek może być dla mnie ostatnim. Nie oszukujmy się, alkoholizm jest chorobą śmiertelną i wiele osób które znam, z którymi obcowałem odeszło z tego świata i to w młodym wieku.

Dlaczego zgodziłeś się opowiedzieć swoje przecież tak trudne i osobiste przeżycia?

Staram dzielić się swoim doświadczeniem odnośnie mojego uzależniania, bo może ktoś zauważy u siebie podobne symptomy. Chcę zaznaczyć, że moim problemem nie był alkohol, ale nieumiejętność radzenia sobie z emocjami. Zapijałem je. Jeśli alkohol jest w naszym życiu lekarstwem na problemy, to może być problem, ale każdy sam musi to ocenić. Dziś wiem, do czego wcześniej się nie przyznawałem, że krzywdziłem innych, co miało wpływ nie tylko na moje życie, ale przede wszystkich na innych. Żeby nie żona to nie szukałbym pomocy, ale tak się zadziało i jestem z tego bardzo zadowolony. To, że jestem trzeźwy zawdzięczam również spotkaniom z niepijącymi alkoholikami. Od nich czerpię siłę, nadzieję i doświadczenie. Jeżeli chodzi o utrzymanie trzeźwości, są dla mnie wsparciem na co dzień.

Dziękuję serdecznie za rozmowę i podzielenie się swoimi przeżyciami. Myślę, że Twoje świadectwo może być dla niektórych natchnieniem, by Tak jak zrobiłeś to Ty, zmienić swoje życie.

Skomentuj

W związku ze zmianą systemu komentarzy, użytkownicy zarejestrowani przed dniem 18.04.2019r. muszą na nowo utworzyć konto na portalu, ponieważ konta użytkowników oraz komentarze ze starego systemu nie były migrowane.

McDonald's
August
Foto Bajka - Lustra
Opał klasy PREMIUM
DANBUS

Najnowsze komentarze