• 1
  • 2
  • 3
niedziela, 18 styczeń 2015 11:33

Augustów z pożółkłych fotografii - okiem kolekcjonera

Napisał

Ile ich było? Kto je robił? Jaki świat przedstawiają? Jak daleko odsyłają w przeszłość? O minionym Augustowie oraz zagadkach i tajnikach pasji związanej z dawną fotografią rozmawiamy z jednym z augustowskich kolekcjonerów, Maciejem Pietrzakiem.

Skąd taka pasja i zacięcie do kolekcjonerstwa?

Odkąd pamiętam, zbierałem poniemieckie hełmy, orzełki. W pewnym momencie trzeba było zadać sobie pytanie o różnicę między zbieractwem a kolekcjonerstwem. Gdybym chciał gromadzić wszystko, dziś wydawałbym z tego tytułu majątek. Dlaczego ostatecznie padło na zdjęcia i pocztówki, sam nie wiem. Jedna zachowała się wśród pamiątek rodzinnych matki. Kto wie, może to był początek.

Łatwo trafić na takie archiwalne pocztówki?

Zdobycie pierwszych dziesięciu to stosunkowo prosta sprawa. Problem zaczyna się potem. Weźmy taką propagandową pocztówkę Kuhlewindta z 1915 roku przedstawiającą, zresztą zgodnie z rzeczywistością, więźniów rosyjskich w liczbie 15 tysięcy w kolejce po chleb (1). Ponieważ negatyw wykonany przez korespondenta wojennego był bardzo nośny propagandowo, zdjęcie zostało wydane przez wiele różnych firm w dużych nakładach, stąd prawie każdy, kto zbiera tego typu pocztówki, już je w swych zbiorach ma. Są one dostępne po umiarkowanej cenie. Kiedy te typowe pocztówki już się zdobędzie i jednocześnie ma się świadomość istnienia innych, zaczyna się kombinowanie. Na przykład jedynie w Muzeum Ziemi Augustowskiej znajduje się pocztówka z pomnikiem księcia generała Bargationa, inne znajdują się zaś w pojedynczych egzemplarzach w kolekcjach prywatnych.

Z Augustowa najwięcej jest pocztówek niemieckich?

Tak, zwłaszcza z okresu I wojny światowej, z II znajdziemy niewiele. Rosjanie za czasów caratu mieli ostrzejsze przepisy dotyczące cenzury i w zasadzie zakaz fotografowania miasta. Zwłaszcza te przedrewolucyjne egzemplarze dosyć ciężko zdobyć. Niemcy za to produkowali pocztówki masowo. Wręczane żołnierzowi, by mógł wysłać kartkę do rodziny, z jednej strony podbudowywały jego samopoczucie, z drugiej miały przekonywać społeczeństwo o potędze niemieckiej. Wysyłano nawet zdjęcia zrobione w okopach (2, 3, 4). Działała różnorodna propaganda. Rosjanie w czasach II wojny podobną działalność uważali za nadmierne rozpasanie, Niemcy z rzadka wydawali pojedyncze egzemplarze.

Ale dzięki temu przetrwały widoki i krajobrazy, które dużo mówią nam o przeszłości Augustowa, jego historii, nawet tej tragicznej, bolesnej. Są w Pana zbiorach chociażby egzemplarze przedstawiające ciała rozciągnięte na drutach kolczastych (5). Takie kartki też wysyłano?

Żadna z posiadanych przeze mnie nie jest zapisana, co daje do myślenia. Dodam, że za czasów I wojny światowej powstało wiele pocztówek z grobami. Do dziewczyny raczej nikt ich nie wysyłał, choć myślę, że mogło tu zadziałać pewne wojenne zobojętnienie. Z rzadka pocztówki takie były używane także po wojnie, przesyłane już nie żołnierskim Feldpostem, ale zwyczajnie, pocztą cywilną.

Jak rozumiem, w większości chodzi o pocztówki fotograficzne drukowane masowo – zdjęcie po jednej stronie, tekst po drugiej.

Tak, ale istniały również prywatne, które nieco się od nich różniły – ktoś zrobił zdjęcie i szedł z nim do zakładu fotograficznego, by umieszczone na papierze z liniaturą wysłać np. do żony. W tym przypadku na ogół były nieopisane fabrycznie.

Co najczęściej przedstawiają niemieckie pocztówki?

Niemców fascynowało zwycięstwo. Jesteśmy wielką armią, która zajęła całe miasto, tereny, gdzie są takie cerkwie, jakich w Berlinie nikt nie widział (6, 7), prowadzimy przez nie jeńców z carskim generałem (8) – zdawały się mówić wykonane przez nich fotografie. Ale zdarzało się i tak, że Kuhlewindt, bo głównie on fotografował Augustów, zobaczył gdzieś na ulicy proste babiny (9) i w jakiś sposób go one zainteresowały. Dużą rolę odgrywała też egzotyka lokalna. Zdjęcia typu żołnierz częstujący cukierkami były już inscenizowane propagandowo (10). Niemcy posługiwali się podpisem "Augustowo", po którym między innymi można rozpoznać ich zdjęcia. W naszej świadomości przede wszystkim funkcjonuje II wojna światowa. Dzięki niemieckim pocztówkom możemy odkryć obraz pierwszej.

Rosjanie fotografowali zdecydowanie mniej?

W albumach "Wielka Wojna" i "Na lewym brzegu Niemna" (wydanym przez Muzeum Okręgowe w Suwałkach) dotyczących guberni suwalskiej pod rządami rosyjskimi i w czasie pierwszej wojny światowej większość zdjęć pochodzi ze zbiorów niemieckich, bo rosyjskie nie istnieją. Znajomy kolekcjoner ma w swoich zbiorach zdjęcie klubu oficerskiego w Koszarach. Podobno została też sfotografowana stojąca tam cerkiew, ale ja takiego zdjęcia nie odnalazłem. Opisał ją Aleksander Sosna w książce o cerkwiach podlaskich. Jeśli zdarzają się zdjęcia rosyjskie, trudno do końca powiedzieć, w którym miejscu zostały zrobione. To dlatego, by nikt nie mógł wykorzystać ich w celach szpiegowskich.

Zdarzało się, że augustowscy fotografowie robili zdjęcia dla Niemców?

Nie, Niemcy mieli znacznie lepsze zaplecze techniczne i nie potrzebowali pomocy.

Ponieważ zaplecze techniczne tamtych czasów było uboższe niż obecnie, a Augustów nie posiadał zbyt wielu punktów o znacznej wysokości, spytam może, skąd robione były zdjęcia widokowe, panoramiczne?

Głównie z wież obecnej bazyliki i nieistniejącego już ratusza. Słynnych 15 tys. jeńców sfotografowano podobno z obecnego kościoła Matki Boskiej, który przecież kiedyś też miał wieże.

Dużą część Pańskich zbiorów zajmują krajobrazy. Kto je robił?

Na początku wspomnę o Czesławie Pawłowskim. Kiedy trafiłem na jedno z jego zdjęć (11), pominąłem je przekonany, że jest po prostu kiepsko wykonaną międzywojenną fotografią prywatną. Ale właśnie takie wyblakłe nieco krajobrazy są typowe dla Pawłowskiego, który tworzył jeszcze przed I wojną światową. Ja mam datowane na 1910 rok. Dotychczas znane są jedynie nieliczne zdjęcia tego fotografa, stanowią więc rarytas kolekcjonerski.

Był jeszcze Rotsztejn.

Tak. Rotsztejn doprowadził zdjęcia krajobrazowe do znacznie bardziej profesjonalnej i estetycznej formy. Gdyby porównać go np. ze współczesnym mu Dołowiczem, widać, że był większym artystą. Tworzył w sposób wyraźnie dopracowany, operował prawidłowo światłem. Wystarczy spojrzeć na podobne ujęcie kapliczki w Studzienicznej autorstwa obu panów (12, 13), żeby dostrzec różnicę. Wśród zdjęć Rotsztejna odnajdziemy też raczej rzadkie pejzaże zimowe. Taki cykl wykonał on podczas wypadu nad Kanał Bystry (14).

Różnice w wyglądzie miasta w stosunku do współczesnych czasów dość łatwo dostrzec na zdjęciach. Czy wśród pejzaży leśno-jeziornych zachowały się jakieś charakterystyczne miejsca, których dziś już nie ma?

Posłużmy się przykładem. Na rosyjskiej pocztówce przedstawiającej most na Klonownicy możemy mniej więcej określić niektóre parametry – to, że uwieczniony obiekt obecnie znajduje się w tym samym miejscu, tereny wokół stały się natomiast bardziej niedostępne. Z jeziora Necka, za sprawą roślinności, nie zobaczymy już podobnego widoku. Miejsce możemy zlokalizować, ponieważ element architektury pozwala jasno określić, skąd zdjęcie zostało zrobione, ale np. w przypadku jeziora Blizna (15) mającego niemal 239 ha, do jego ustalenia potrzebna jest osoba bardzo dobrze znająca okoliczne lasy i jeziora.

Ujęć którego miejsca wśród zachowanych fotografii z Augustowa najbardziej Panu brakuje?

Powiedziałbym, że ulicy Mostowej. Przy czym bardzo długo nie istniał na niej most. Może wyglądało to tak, że po prostu nie było czego fotografować. Choć dziś przebiega tamtędy czołowy szlak komunikacyjny w mieście, dawniej sprawy mogły mieć się inaczej.

Które ze zdjęć było dla Pana największym zaskoczeniem?

Pocztówka z panoramą miasta (16), bardzo podobna do pocztówki Rotsztejna (17). Jest między nimi mniej więcej 10 lat różnicy, ale obie wykonano z wieży ratusza. I chociaż Augustów to nie Warszawa, patrzący na to zdjęcie mieszkaniec ma prawo kompletnie nie mieć pojęcia, jaki fragment miasta ono przedstawia. W roku 1944 bowiem cały ten kwartał będący dzielnicą żydowską został zbombardowany. Do dziś zachował się budynek dawnej księgarni Atena, dom znany jako miejsce w którym nocował Napoleon oraz resztka garbarni (obecnie skup makulatury). Na zdjęciu garbarnia to jeszcze ogromny gmach, z którego syreny wzywały robotników do pracy. Możemy też zobaczyć obiekty, po których nie ma już żadnego śladu, np. szkołę żydowską, od której nazwę wzięła istniejąca do dziś ulica Szkolna.

Zbieranie pocztówek fotograficznych jest kosztowną pasją?

To zależy. Niektóre można otrzymać już za kilkadziesiąt złotych. Dużym ułatwieniem dla zbieraczy jest Internet. No i oczywiście poszukiwania terenowe. Czasem znajdzie się coś przypadkiem na strychu własnego domu. Apeluję, by znalezionych pocztówek nie niszczyć. Najlepiej je zeskanować bądź umożliwić zeskanowanie, np. dla muzeum, i udostępniać. To kawałek historii. Jestem otwarty na osoby, które chciałyby zasięgnąć informacji dotyczących szczegółów związanych z daną fotografią. Zainteresowanych odsyłam także do publikacji książkowych, w których można znaleźć m.in. reprodukcje zbiorów augustowskich kolekcjonerów i sporo faktów historycznych (np. albumy: "Wielka Wojna: Suwalszczyzna i Zaniemenie", "Czas Utrwalony").

Dziękujemy za rozmowę.

Więcej w tej kategorii: Tylko foki żal... »

Skomentuj

W związku ze zmianą systemu komentarzy, użytkownicy zarejestrowani przed dniem 18.04.2019r. muszą na nowo utworzyć konto na portalu, ponieważ konta użytkowników oraz komentarze ze starego systemu nie były migrowane.

DrewSot