• 1
  • 2
  • 3
wtorek, 07 kwiecień 2015 19:47

Pamiątkowy ryngraf

Napisał

Święta są zwykle dobrą okazją do spotkań z żyjącymi a nieczęsto widywanymi na co dzień członkami rodzin. O tych z poprzednich pokoleń niejednokrotnie przypominają jedynie rodzinne pamiątki, dla ich właścicieli nieraz mające ogromną wartość, nie tylko sentymentalną. Z niektórymi wiążą się też osobne historie i skomplikowane koleje losów.

"St. wachmistrzowi Kruszewskiemu Bolesławowi ku uczczeniu nieprzerwanej 20-letniej służby Jego w 1-ym pułku ułanów Krechowieckich" – głosi napis na ryngrafie wykonanym w 1935 roku w Augustowie. Wtedy był symboliczną pamiątką, która do rodziny właściciela wróciła dopiero wiele lat później.

– Dziś trudno sobie wyobrazić, że na wojnę Krechowiacy szli kiedyś razem ze swoimi dorastającymi synami. Bolesław Kruszewski szedł z synem Januszem. Obaj brali udział w obronie Grodna, byli internowani, zdołali uciec. Przygarnięci przez jedną z zaprzyjaźnionych rodzin mieli przy sobie różne dokumenty i między innymi właśnie ten ryngraf − rozpoczyna swoją opowieść pani Janina Pietrzak należąca do rodziny Kruszewskich. − W całym wojennym zamieszaniu zdołali ocalić rodzinne pamiątki u tej właśnie rodziny, zamurowując je w piwnicy w Wilnie. Los im sprzyjał i ostatecznie dotarli do Augustowa. Wilno wkrótce przestało być polskie. Janusz przed śmiercią przyrzekł jednak ojcu, że odnajdzie piwniczkę i wszystko odzyska. Kiedy tam się zjawił, była ona od dawna opróżniona. Po jej zawartości nie pozostał żaden ślad. Dopiero na początku lat 90. w Kościele Świętej Anny odbyła się wystawa eksponatów po Krechowiakach. Prasa podała, że najwięcej należało do Bolesława Kruszewskiego. Janusz dojechał aż ze Szczecina, ale dowiedział się, że wystawa została już zamknięta − wspomina pani Janina. – Od jednego z księży otrzymał adres niejakiego Ciborowskiego, kolekcjonera mieszkającego pod Warszawą, który gromadził pamiątki po Krechowiakach. Udał się we wskazane miejsce, nie przedstawił się, kim jest. Powiedział jedynie, że interesują go dzieje pułku. Ciborowski chętnie rozpoczął prezentację swoich zbiorów. Wreszcie oczom Janusza ukazał się ryngraf. Wyciągnął dowód i wyjaśnił, że ze wszystkich eksponatów związanych z ojcem chciałby jedną rzecz zakupić. Spotkało się to ze wściekłością rozmówcy, dowodzącego, że on, "kolekcjoner wysokiej klasy", nie sprzeda niczego, że sam kupił ryngraf na Nowym Świecie za ogromną sumę i że sprzedała go córka Kruszewskiego. Kruszewski nie miał córek. Tak czy inaczej znów wszystko przepadło − uśmiecha się pani Pietrzak. − Dwa lata później przeczytałam w gazecie, że Ciborowski nie żyje, a jego syn nie podziela pasji ojca, niemniej większość zbiorów przekazał do Belwederu. Wydawało się, że na tym cała historia się zakończy. A jednak... Po raz ostatni ryngraf "wypłynął" na aukcji internetowej. Zakupił go wówczas augustowski kolekcjoner. Przez długi czas moja siostra próbowała przekonać go do odstąpienia przedmiotu. Wreszcie, po zapłaceniu takiej sumy, jaką na zabytkowy eksponat wyłożył kolekcjoner, ryngraf wrócił do rodziny, a dokładniej do wnuka. Jest u nas do dzisiaj.

Ryngraf stał się znaną augustowską pamiątką, której zdjęcie publikowano w wielu wydaniach książkowych.

Skomentuj

W związku ze zmianą systemu komentarzy, użytkownicy zarejestrowani przed dniem 18.04.2019r. muszą na nowo utworzyć konto na portalu, ponieważ konta użytkowników oraz komentarze ze starego systemu nie były migrowane.

DrewSot