• 1
  • 2
  • 3
wtorek, 28 kwiecień 2015 14:26

Mądrość woźnicy

Napisał
Źródło: http://commons.wikimedia.org/wiki/File:Woz_187_ubt.JPG Źródło: http://commons.wikimedia.org/wiki/File:Woz_187_ubt.JPG Autor: Photograph by Tomasz Sienicki

Wystarczyła, by redaktorowi opisywanego już przez nas "Tygodnika Literackiego" z 1863 roku przybliżyć wierzenia i przesądy dawnej (a podówczas współczesnej) Augustowszczyzny. Dzięki temu i my dzisiaj możemy przeczytać, czego obawiali się niegdyś augustowianie, i w co wierzyli.

Podczas podróży wozem na trasie Augustów – Suwałki Aleksander O., autor artykułów drukowanych w periodyku, miał niewielki "przestój", kiedy woźnica w okolicach Szczebry postanowił oddalić się na chwilę. "Pan mnie pozwoli, ja zlatam tu do mojej kumy, co dla niej kupiłem w mieście przyprawy na trojankę" – oznajmił, po czym prędko i dokładnie wyjaśnił znaczenie osobliwego słowa: "A to jak pan Jezus obdaruje czyją żonkę dzieciątkiem, to w chorobie dają jej trojankę. Biorą różnych korzeni z dziewięciu szuflad z doktor-apteki. Tam gałłu, tam cynamonu, tam pieprzu dłuckiego i innych przypraw; napotem sypią te przyprawy do polewanego krużyka, kładą miodu, kamienia-pomocnika, ziela-urwańca i pohibiel wie co jeszcze więcej, nalewają wódki i zalepiają dycht krużyk; potem w bochen chleba zasmarują i prażą w piecu".

Redaktor, który z całą pewnością o żadnym krużyku w życiu nie słyszał, dowiedział się dodatkowo, że przygotowany według wspomnianego przepisu wywar piją nie tylko kobiety, lecz także mężczyźni, kiedy "poderwą się włócząc coś ciężkiego". A czy pomaga? "Ot wola Boska, proszę łaski pańskiej" – oznajmił z rozbrajającą szczerością jego rozmówca. Na tym jednak nie koniec, bowiem w następnej chwili do wozu zbliżyła się, jak czytamy w Tygodniku, "jakaś podżyła wieśniaczka z rozognioną trunkiem twarzą" i poczęła ściskać woźnicę. Wywiązała się też między nimi wymiana zdań, którą, ze względu na wyjątkową barwność, tudzież subtelny urok, w skrócie przytaczamy:

"- A mój ty złocisty, dyamentowy kumie, ja na was cały dzień tutaj czekała. A toć wy byli dzisiaj u mojej teściowej, jak wyjechali z panem do Jegustowa. Tam was mój wnuczek tęgo się przeląkł.
- Albo ja jaki dziwotwór, albo dziad żebrzusy?
- Wy na niego krzyknęli, to i się przeraził.
- Krzyknąłem, bo wódkę z flaszki doił ukradkiem. Jak wy Boga nie boita się, uczyć dzieci pić wódkę?
- Powiadają co na robaki pomaga.
- Bodaj tak pies trawę jadł, jak to prawda. No to co wam potrzeba odemnie?
- Dajta mnie oto ustrzydz krzynę waszych włosów, ja i nożycy przyniosła. Coby chłopca pokadzić od przelęknienia. A i okapków ze świec kościelnych ździebełko dostałam. A chłopak jak się was przeraził, to od samego rana do tej pory krzyczy jak utrapiony."

Woźnica nie bez wahania uczynił, o co go proszono, i wyjaśnił swemu rozmówcy: "Jakby ja nie dał babie moich włosów, a dzieciak Panie broń czego pomarł, pewnikiem powiedzieliby co przezemnie. Tfu! Do jasnego paralusza!"

Po tak dobitnym stwierdzeniu Aleksander O. nabrawszy przekonania, że jego towarzysz daleki jest na szczęście od czczych zabobonów, zmienił temat na bardziej naukowy, pytając, czy dostrzega plamy na księżycu, który w międzyczasie w całej okazałości wpłynął na niebo. "Eeee! Niech pan palcem na miesiąc nie pokazuje, to niedobrze" – usłyszał w odpowiedzi – "Powiadają co kiedy kto na miesiąc i gwiazdy pokazuje palcem to jego ojcy rychło pomrą. A co tam na miesiącu te siwe znaki, to niech pan tylo dobrze się rozejrzy, to widać jak człojek bierze na widły drugiego człojeka. Powiadają, że rodzony brat powadziwszy się z bratem na widły go nadział z tęgiej złości, a Pan Bóg na miesiącu położył ten znak, coby ludzie nie dawali folgi złości swojej, a w złości coby jeden na drugiego nie rzucał się jak zwierz dziki". Tym oto sposobem ludowa mądrość pokonała naukę, wyjaśniając astronomiczną zagadkę, a dodatkowo wprowadzając moralny nakaz, o którym zwykłemu człowiekowi przypominał rzut oka na wieczorne niebo.

Wóz toczył się leniwie w stronę Suwałk, a redaktor Aleksander O. dopytywał jeszcze: " – A gdzie gwiazdy co wy Wozem nazywacie? – Tamte, co jak dwa rzędy mosiężnych guzików u kapoty, to nazywają się kośniki. Są tu takie ludzie, co każdą gwiazdę nazwać mogą. U nas bo znowu w prostactwie jest taka gadka, że każdy człojek ma swoją gwiazdę. Jak się kto narodzi to nowa gwiazda na niebie się zjawi; jak kto pomrze, to jego gwiazda z nieba spadnie. To też te gwiazdy co z nieba spadają , to znaczą co gdzieś ludzie Bogu ducha oddali."

Dzisiaj ziela urwańca ani trojanki od dawna nikt nie stosuje. I choć na widok spadającej gwiazdy zdarza nam się pomyśleć życzenie, to niekoniecznie w intencji odchodzącej duszy. W każdym razie, chociaż nie dajemy gwarancji na skuteczność, kiedy czarny kot przebiegnie nam drogę, zamiast uznać to za nieodwracalny zły omen, możemy uciec się do metod przeszłych pokoleń i podczas blasku miesiąca spalić ukradkiem kosmyk włosów. Naturalnie od przelęknienia.

Skomentuj

W związku ze zmianą systemu komentarzy, użytkownicy zarejestrowani przed dniem 18.04.2019r. muszą na nowo utworzyć konto na portalu, ponieważ konta użytkowników oraz komentarze ze starego systemu nie były migrowane.

DrewSot