Wydrukuj tę stronę
wtorek, 19 maj 2015 16:02

Forteca nad "Doliną Śmierci"

Napisał

Rocznica bitwy pod Monte Cassino, którą tradycyjnie obchodzimy 18 maja, to nie tylko święto Polaków, którzy polegli na historycznym wzgórzu, ale wszystkich biorących udział w kampanii włoskiej. Wśród nich znalazło się wielu augustowian i mieszkańców Augustowszczyzny. O niektórych możemy przeczytać na kartach książek. Pamięć o pozostałych przetrwała zachowana przez przyjaciół i członków ich rodzin.

Historia ze zdjęć

Jednym z biorących udział w walkach pod Monte Casino był Stanisław Janicki, syn Józefa oraz Józefy z Czajkowskich, urodzony 4 listopada 1912 r. w Białobrzegach koło Augustowa. Uczestniczył w kampanii wrześniowej 1939 r., o czym świadczy medal za udział w wojnie obronnej. W czasie dalszych działań wojennych znalazł się w armii Andersa na szlaku 2 Korpusu, który wiódł od ZSRR przez Iran, Irak, Palestynę do Włoch, z przydziałem służbowym do 6 Lwowskiej Dywizji Piechoty Batalionu Strzelców pod dowództwem płk. Klemensa Rudnickiego. Zdobył pozwolenie na prowadzenie wojskowych samochodów osobowych, ciężarowych, a także pojazdów gąsienicowych ‒ na podstawie egzaminu z dn. 7 lipca 1943 r. (na jednym ze zdjęć w grupie kolegów na czołgach). Brał udział w bitwie pod Monte Cassino, co potwierdza krzyż pamiątkowy wraz z legitymacją wydaną na podstawie Dekretu Naczelnego Wodza z dn. 26 lipca 1944 r. Stanisław Janicki często wracał wspomnieniami do lat walki, do krwawej bitwy o włoskie wzgórze z opactwem benedyktyńskim, gdzie skutecznie bronili się Niemcy (w połowie drogi między Neapolem i Rzymem). Dopiero czwarte natarcie z udziałem Polaków doprowadziło do zwycięstwa pod Monte Casino w dniu 18 maja 1944 r. Z przekazów rodzinnych wiadomo, że Stanisław Janicki po wojnie znalazł się w Anglii, skąd wyjechał do Kanady. W 1962 r. powrócił do Polski i zamieszkał w rodzinnym domu w Białobrzegach. Pracował jako robotnik leśny. Zmarł 12 listopada 1999 r., pochowany na cmentarzu w Augustowie. O kolejach jego losu świadczą dziś pamiątki i wspomnienia rodziny, która udostępniła nam je na potrzeby artykułu.

Włoski szlak

W 60. rocznicę bitwy pod Monte Cassino ukazał się w augustowskiej prasie obszerny artykuł przybliżający szczegóły kampanii włoskiej i udziału w niej augustowian. Już w 1942 r. na terytorium Związku Sowieckiego sformowano pułk dziedziczący tradycje augustowskiego 1 Pułku Ułanów Krechowieckich. Warto wspomnieć, że na tych terenach znajdowało się około 2000 osób deportowanych z naszych terenów. Po przerzuceniu polskich żołnierzy do Iraku stworzono Armię Polską na Wschodzie pod dowództwem gen. Andersa. Z jej części narodził się 2 Korpus Polski przesunięty do Iraku, Palestyny, a ostatecznie wysłany na front włoski. W jego skład wchodziło wielu augustowian (głównie z 5 Kresowej Dywizji Piechoty). Ich szlak prowadził znad rzeki Sangro, poprzez bitwę pod Monte Cassino i Piedmonte, bitwę o Ankonę, walki nad rzeką Sawio i bitwę o Bolonię. Autor wspomina o kilkunastu żołnierzach z naszego miasta poległych pod Monte Cassino i około setce ocalałych z kampanii włoskiej, których nazwiska udało się ustalić. Było ich jednak znacznie więcej (choćby opisany przez nas Stanisław Janicki). Niektórych w swojej książce "Monte Cassino" uwiecznił Melchior Wańkowicz. W kontekście wydarzeń, w jakich brali udział, obrazu ognia walk pod masywem góry San Angelo odmalowanym w artykule przez ocalałego Pawła Huszczę i innych uczestników bitew, kierowanych okrzykiem "Augustów, nie nawalać!", można wyobrazić sobie, jak trudny był to czas. Po zakończeniu działań wojennych wielu ich uczestników nie wróciło do kraju, wybrało emigrację lub pojawiło się w rodzinnych stronach dopiero po wielu latach. By odwiedzić groby pozostałych trzeba wybrać się do Włoch.

U stóp Krzyża

Jeszcze podczas trwania historycznej bitwy powstał projekt polskiego cmentarza wojskowego. Znajduje się w "Dolinie Śmierci", pomiędzy Monte Cassino i wzgórzem "593", bowiem główne natarcia polskich batalionów szły przez "Widmo", "Głowę Węża" i "593". Na wzgórzach "593" i "575" wzniesiono pomniki ku czci ofiar z 3 Dywizji Strzelców Karpackich i 5 Kresowej Dywizji Piechoty. Za żelazną bramą na kamiennej ścianie widnieje napis: "Cmentarz poległych pod Monte Cassino, gdy prezydentem Rzeczypospolitej był Władysław Raczkiewicz". W okolicach pomnika- krzyża z polskim godłem narodowym na ogromnym placu odnajdziemy rząd grobów podpisanych w ojczystym języku. "Toczyłowski Emil, Burba Witold, Sieńko Jan ‒ powiat augustowski" ‒ głoszą kolejne napisy. Nieopodal możemy również zapoznać się z "Odyseją Drugiego Korpusu".

Dla rodzin poległych i ocalałych to coś więcej, niż cmentarz. Jedna z naszych czytelniczek podczas rozmowy przytoczyła opowieść swojej znajomej, która wybrała się pod Monte Cassino na grób ojca. Odnalazła przy nim całkowicie obcego jej człowieka, który klęcząc, płakał. Niezwykle poruszona (w końcu minęło już tyle lat) podeszła bliżej. Okazało się, że jest to syn innego żołnierza spod Monte Cassino, który przeżył. W czasie bitwy był ranny, a ojciec owej kobiety odciągnął go w bezpieczne miejsce. Odchylając hełm, by obetrzeć czoło, otrzymał śmiertelny strzał z broni snajpera.

Nietypowe spotkanie

O doniosłości i znaczeniu Polskiej Armii we Włoszech dowodzi dobitnie inne świadectwo zawarte we wspomnieniach augustowianina, por. Jana Miszkiela z drugiej kompanii 15 Batalionu Wilków, dowodzącego nią aż do kampanii zimowej w Apeninach. Dotyczą one wizyty w szpitalu polowym w Campobasso u rannego po bitwie kpt Polkowskiego. Opisując szczegóły odwiedzin, Miszkiel relacjonuje: "W pewnym momencie moją uwagę przykuwa blondyn (...) ciężko ranny. Wygląda na to, jakby nie rozumiał naszej rozmowy, lecz obserwując nasze twarze i poruszające się nasze wargi chciałby odgadnąć jej treść". Wkrótce wychodzi na jaw, że to kapitan niemiecki, Herbert Beyer, który swoim batalionem obsadził klasztor benedyktynów na Monte Cassino i bronił go do momentu ataku przez 3 Dywizję Strzelców Karpackich. Tym sposobem dostał się do niewoli. Miszkiel relacjonuje Niemcowi przebieg wydarzeń, wyjaśniając, że to Polacy zdobyli fortecę, otwierając drogę na Rzym, chociaż laury przypadły Amerykanom. Słuchacz w pewnym momencie "podnosi się na poduszce, przyjmuje pozycje siedzącą (...) i podniesionym dobitnym głosem mówi wolno, cedząc każde słowo: "Jestem dumny, że fortecę Monte Cassino, której ja między innymi broniłem, zdobyły wojska polskie, a nie wojska amerykańskie, francuskie czy angielskie. Gdyby było inaczej, wstydzilibyśmy się tego, a tak – jesteśmy dumni, że nas pobiła najlepsza w Europie ‒ równorzędna armii niemieckiej ‒ armia polska ‒ i że jej ulegliśmy". Po czym dodaje: "Prośmy Boga, aby to była już ostatnia wojna dwóch najlepszych armii w Europie i aby narody polski i niemiecki żyły ze sobą w zgodzie". Tak oto podczas kampanii włoskiej padły zdania, których z ust przedstawiciela narodu mającego ambicje wymazania Polski z mapy świata nikt się nie spodziewał.

Maki

Po tych odległych czasach oprócz pamięci pozostała również napisana w ciągu jednej nocy przez Feliksa Konarskiego znana wszystkim żołnierska pieśń. "W owych niezapomnianych dniach byłem pod całkowitym urokiem i grozą tego nastroju. Wiedziałem, że jestem mimowolnym świadkiem czegoś wielkiego i tragicznego zarazem. Wiedziałem o tym, że bitwa o Monte Cassino była tak zacięta, że porównać ją można z bitwą o Verdun w pierwszej wojnie światowej" ‒ czytamy w publikacji "Historia czerwonych maków". "Byłem piekielnie zmęczony, ale nie mogłem spać. Co chwila zbliżałem się do okna i patrzyłem na dalekie błyski artyleryjskiego ognia. Momentami błyski następowały po sobie w tak krótkich odstępach czasu, że tworzyły na ogromnej połaci czarnego nieba jedno długie, białe pasmo. Tam jest Monte Cassino" ‒ opisuje Konarski, który tej samej nocy stworzył tekst, zbudził śpiącego towarzysza do rana przygotowującego melodię, a już kolejnego dnia wojska polskie, idąc na odcinek, śpiewały "Czerwone Maki", podejrzewając, że upamiętnią w ten sposób niezwykłe wydarzenie. Dziś wiemy, że nie bez powodu.

Przy tworzeniu artykułu korzystaliśmy z tekstów: Andrzej Makowski- "Z Sybiru Na Ziemię Włoską" (dodatek specjalny do jednego z numerów Przeglądu Augustowskiego), Jan Miszkiel- Świadectwo Prawdy ( w: Echo Szkolne- Czasopismo Państwowego Liceum Pedagogicznego w Augustowie ), publikacji- Feliks Konarski- "Historia Czerwonych Maków" wyd. Londyn 1961 .

Czarno-białe zdjęcia i fotografie pamiątek pochodzą z prywatnych zbiorów rodziny Stanisława Janickiego, zdjęcia cmentarza na Monte Cassino z prywatnych zbiorów Zbigniewa Rutkowskiego.