• 1
  • 2
  • 3
poniedziałek, 20 czerwiec 2016 15:51

Zachować w pamięci

Napisane przez IT

"W tym miejscu w latach 1532 – 1783 znajdował się kościółek pod wezwaniem św. Małgorzaty wraz z otaczającym go cmentarzem w Nettcie. Do dziś zachował się oryginalny krzyż" – taki napis widnieje na tablicy pamiątkowej, która pojawi się w miejscu dawnej lokalizacji świątyni. Pomysł upamiętnienia w ten sposób istnienia parafii we wsi Netta jest zasługą grupy mieszkańców, którzy dbają o zachowanie w pamięci historii swojej miejscowości.

Daty widniejące na pamiątkowej tablicy są umowne – około 1532 roku powstała wieś Netta i być może wówczas także erygowano parafię, natomiast ostatnie znalezione w dokumentach informacje o świątyni pochodzą z 1783 roku, kiedy to miała miejsce wizytacja generalna parafii bargłowskiej. Z opisu parafii wynika, że drewniany kościółek w Netcie stał na górce pod lasem. Miał dwoje drzwi: jedne od strony cmentarza, drugie do zakrystii oraz pięć okien. Nad babińcem, czyli w przedsionku kościoła, wznosiła się kopułka z dzwonkiem zwieńczona żelaznym krzyżem (który ocalał do dnia dzisiejszego). Kościół był wtedy już zniszczony, nie nadawał się do odprawiania nabożeństw. Świątynia prawdopodobnie została wkrótce rozebrana i spalona. Choć mogło być inaczej. – Dawniej mówili, że stara plebania w Bargłowie zbudowana była z drewna pochodzącego z naszego kościoła. Ale to tylko domysły – usłyszeliśmy od pana Marka Mikołajczyka, jednego z pomysłodawców postawienia tablicy pamiątkowej.

A sam krzyż, co się z nim stało? Jeszcze do drugiej wojny światowej na wzgórzu kościelnym wznosił się drewniany krzyż postawiony przez mieszkańców, zwieńczony żelaznym krzyżem ze świątyni. Później ślad po nim zaginął. Aż do zeszłego roku. W trakcie sąsiedzkiej rozmowy okazało się, że przez ponad siedemdziesiąt lat oryginalny krzyż z kościółka św. Małgorzaty ukryty był w domu państwa Stefanowskich z Netty Pierwszej. – Dziadek żony, Józef Stefanowski, z panem Zarzeckim przynieśli ten krzyż do domu. Co stało się z drewnianą podstawą, nie wiem, może spróchniała i spalili, jak to było w zwyczaju? Ale dlaczego nie odbudowali? – zastanawia się pan Zdzisław Szeląg. – A ten oryginalny krzyż u nas na strychu starego domu dziadek schował, jeszcze przed wojną, i tak przeleżał.

Domownicy wierzą w cudowne ocalenie za sprawą krzyża z kościółka. W czasie wojny na podwórko, tuż obok domu, spadł pocisk, ale nie wybuchł. Dopiero niedawno, podczas prac remontowych właściciel natrafił na niewypał. – Saperzy przyjechali i zabrali. W bardzo dobrym stanie był i uzbrojony. W każdej chwili mógł wybuchnąć. A wykopy różne przez lata były robione i nikt szczęśliwie nie natrafił na ten pocisk – relacjonuje pan Zdzisław i wskazuje miejsce, gdzie kilkadziesiąt lat leżał pocisk. – Czyli opieka jakaś jest boska – dodaje.

W związku z odnalezieniem przez pana Stanisława Stefanowskiego oryginalnego krzyża ze świątyni pojawił się pomysł, że należałoby go postawić na prawowitym miejscu, czyli na wzgórzu (dziś teren należy do dwóch właścicieli, państwa Mikołajczyków i Harasimów). – Krzyż był w całkiem niezłym stanie, prawdziwa kowalska robota, ale trochę trzeba było go zregenerować. W środku hostia była taka na blaszce, wypadła, to przyspawaliśmy nową – opowiada o przygotowaniach pan Marek Mikołajczyk, właściciel pola na wzgórzu pokościelnym. – Początkowo mieliśmy postawić na miedzy metalowy krzyż, ale później uznaliśmy, że ładniej będzie jak obsadzimy ten krzyż w kamieniu polnym i dodamy dużą tablicę z informacjami o kościółku. Trzeba to przecież jakoś trwale zachować dla przyszłych pokoleń, bo dopóki my żyjemy, to jeszcze pamiętamy – wyjaśnia ideę upamiętnienia historii pan Marek. I dodaje, że podobny krzyż (prawdopodobnie wykonany przez tego samego rzemieślnika) znajduje się w Bargłowie na starej kapliczce św. Jana Nepomucena.

Żywa jest w pamięci mieszkańców nie tylko opowieść o kościółku i cmentarzyku na wzgórzu, lecz także legenda o cudownym źródełku, którego woda leczyła choroby oczu, a które straciło swą moc, gdy pewna szlachcianka chciała uzdrowić psa. Pan Marek pokazuje nam to miejsce, dziś już porośnięte pokrzywą. – Kiedy zaczęli kopać rowy melioracyjne, to źródełko uschło – wyjaśnia. Na wzgórzu do tej pory też można odnaleźć tzw. boratynki, czyli siedemnastowieczne miedziane monety lub dewocjonalia ze świątyni.

Trudno jest pomysłodawcom ustalić, kiedy dokładnie na wzgórzu pojawi się pomnik. Prace są kosztowne, a mieszkańcy sami w swoim zakresie je finansują. Do tej pory udało się pozyskać sponsora na tablicę pamiątkową, na której już umieszczono datę 2 sierpnia 2016 roku, upamiętniającą spalenie wsi Netty w 1942 roku. Pewne jest natomiast, że ocalony oryginalny krzyż z kościółka św. Małgorzaty powróci na swoje miejsce jeszcze w tym roku.

Wykorzystano informacje z artykułu Józefy Drozdowskiej "Nieistniejący kościół św. Małgorzaty w Netcie".

Skomentuj

W związku ze zmianą systemu komentarzy, użytkownicy zarejestrowani przed dniem 18.04.2019r. muszą na nowo utworzyć konto na portalu, ponieważ konta użytkowników oraz komentarze ze starego systemu nie były migrowane.

DrewSot