• 1
  • 2
  • 3
poniedziałek, 26 wrzesień 2016 20:21

Akcja: wykopki

Napisane przez IT

Obecnie hasło "wykopki" młodemu gronu Polaków mówi niewiele lub nic. A jeszcze kilkdziesiąt lat temu termin ten znał każdy polski uczeń, ze wsi i miasta.

 Terminem tym określano zorganizowaną akcję zbierania ziemniaków z pól, czyli po prostu ziemniaczane żniwa. Wrzesień w peerelowskiej Polsce wiązał się nie tylko z rozpoczęciem nowego roku szkolnego. Jak kraj długi i szeroki na kilka wrześniowych dni uczniowie szkół średnich i starszych klas szkół podstawowych opuszczali szkolne ławy, aby zażywać świeżego powietrza na łonie natury. W epoce wszechobecnych PGR-ów (młodym czytelnikom wyjaśniamy – Państwowych Gospodarstw Rolnych) w akcję ogólnopolskiego zbioru ziemniaków zaangażowane były nie tylko wsie. Uczniowie z miejskich szkół również nie unikali tego obowiązku.

Jak odbywały się takie wykopki? Swoimi wspomnieniami podzieliła się z nami pani Małgorzata, która uczestniczyła w tym "czynie społecznym" pod koniec lat siedemdziesiątych ubiegłego stulecia.

– Co roku, przez cały czas nauki w liceum, jeden tydzień września jeździlismy do tego samego PGR-u, gdzieś za Suwałki, na zbieranie ziemniaków. Nie pamiętam, czy klasy maturalne nie były zwolnione z tego obowiązku. Miało to swoje plusy, bo byliśmy zwolnieni z nauki w szkole. Rano pod szkołę przyjeżdżał po nas kierowca i autokarem jechaliśmy na miejsce. Pamiętam bardzo długie pary, z jakich trzeba było zebrać ziemniaki. Wydawało się, że ciagną się kilometrami a kopaczka nigdy nie skończy przeorywać. Ale ogólnie było wesoło. Gorzej jak spadł deszcz, zbieranie w mokrym piasku czy błocie nie należało do najprzyjemniejszych. W naszym ekonomiaku dominowały dziewczyny i to my zbierałyśmy ziemniaki. Zbierałyśmy nie do wiklinowych koszyków, tylko takich prostokątnych druciaków wszystkie kartofle jak popadnie, bez podziału na mniejsze i dorodniejsze okazy. Z koszyków bulwa wędrowała prosto na przygotowaną przyczepę.

Chłopców było niewielu i byli oddelegowani do pracy właśnie na tych przyczepach lub do innych cięższych robót. Nie dostawaliśmy jako uczniowie za to pieniędzy, tylko szkoła. Dzieci gospodarzy ze wsi, które u siebie miały ziemniaki, mogły być zwalniane do domu. Ale to było sporo formalności – zgłoszenie dla nauczyciela, zwolnienie z lekcji przez rodzica na piśmie. Lepiej było jechać ze wszystkimi. Zresztą, czasami zdarzało się, że po kilku dniach zwalniali z pracy w PRG-rze na domowe wykopki uczniów ze wsi.
Przerwa na posiłek oczywiście była. Zazwyczaj w przydziale otrzymywaliśmy kiełbasę, bułkę i kubek letniej herbaty. Przy dobrej pogodzie na koniec bywało też ognisko, w popiele piekliśmy ziemniaki.

Jak wspominam ten czas? Raczej dobrze, tak jak większość wspomnień z młodości. Myślę, że każdy z nas do wspomnień z młodości ma sentyment, jakie by nie były. Szkoła średnia to przecież najlepsze lata życia. Szkoda, że nie mam żadnych zdjęć, byłaby ciekawa pamiątka, ale kto wtedy miał aparat?

Więcej w tej kategorii: « Śladami dawnego Lipowca Październik »

Skomentuj

W związku ze zmianą systemu komentarzy, użytkownicy zarejestrowani przed dniem 18.04.2019r. muszą na nowo utworzyć konto na portalu, ponieważ konta użytkowników oraz komentarze ze starego systemu nie były migrowane.

DrewSot