• 1
  • 2
  • 3
poniedziałek, 02 styczeń 2017 19:45

Niezapomniany sylwester

Napisane przez  KA
Źródło: Pixabay Źródło: Pixabay

"Mocnym, zimowym akcentem kończył się rok 1978. Ponad 30-stopniowe mrozy, silne wiatry i obfite opady śnieżne sparaliżowały komunikację kolejową i samochodową, opóźniły przewozy ludzi i transport towarów. Wystąpiły zakłócenia w dostawie gazu i energii cieplnej. Tak więc koniec roku bardziej nastrajał do pracy – bo przecież skutki szalonego ataku zimy trzeba było szybko likwidować – niż do zabawy".

Taki opis znajdziemy w archiwalnym numerze Gazety Współczesnej z 1979 roku. "Sylwester w okowach mrozu", "Europa w kleszczach surowej zimy", "Ofiarna walka z zimowym żywiołem" – krzyczą tytuły artykułów z pierwszych dni stycznia. Relacje i wspomnienia z tego okresu pojawiają się także długo potem. I wciąż się do nich wraca.

Nie tylko bowiem szampańska zabawa, lecz także aura towarzysząca wejściu w Nowy Rok może zapaść w pamięć. Zwłaszcza gdy wyróżnia się czymś szczególnym. Przełom 2016 i 2017 raczej nie utkwi nam na długo – zachmurzone niebo, przelotne opady deszczu i temperatura oscylująca w granicach 0°C specjalnego wrażenia nie zrobiły, bo do ciepłych zim zdążyliśmy się już przyzwyczaić. Zupełnie inna pogoda panowała kilka dekad temu i, z uwagi na swą spektakularność, zapisała się jako zima stulecia.

Atak śniegu i mrozu

Mroźna masa powietrza z północy, a z nią śnieżyce i silny wiatr, napłynęła w ostatnich dniach grudnia 1978 roku. Od 1 stycznia 1979 cały kraj był już sparaliżowany przez zaspy i kilkunastostopniowy mróz. "Zima przepuściła atak na północy od Suwałk, Gdańska i Szczecina, przesuwając się w głąb kraju. Porywisty wiatr zasypał śniegiem drogi i szlaki kolejowe. Komunikacja niemal całkowicie sparaliżowana. Wielu kierowców już nie zdążyło na sylwestrowe zabawy" – relacjonuje atak żywiołu Polska Kronika Filmowa. "Pierwszy dzień pracy w Nowym Roku rozpoczynamy odśnieżaniem" – oznajmia stanowczym głosem lektor.

Praca wre już w sylwestrową noc. Z uwagi na sytuację nie każdy mógł sobie pozwolić na tańce i wzniesienie toastu na karnawałowym balu. "Zmiana warty Starego i Nowego Roku odbyła się w województwie suwalskim pod znakiem ciężkich zmagań wielu ludzi z mrozem i śniegiem. Nie wszyscy, którzy zaplanowali sobie wesołe balowanie, mogli skorzystać z beztroskiego powitania Nowego Roku przy lampce szampana. W urzędzie wojewódzkim całą noc trwał nieprzerwany dyżur pracowników interweniujących i uruchamiających pomoc w sprawach oczyszczania dróg, dogrzewania mieszkań, ściągania z tras pojazdów, które ugrzęzły w zaspach" – donoszą z domieszką propagandowego tonu reporterzy Gazety Współczesnej z tamtych lat.

Mieszkańcy, do łopat!

Mocno we znaki dała się sytuacja na drogach. "W miastach niemal zupełnie zamarł ruch. Jeździły tylko wozy pogotowia ratunkowego i milicyjnego. Nieliczni zmotoryzowani śmiałkowie – dodajmy, że mało rozsądni – poutykali w zaspach bądź znaleźli się w rowach. Taksówkarzy można było policzyć na palcach" – tak białostocka prasa opisuje paraliż komunikacyjny, jaki nastąpił w sylwestra. Większość osób bawiła się więc na domowych prywatkach.

W pierwszych dniach stycznia pługi śnieżne pracowały niemal bez przerwy, by utrzymać przejezdność zwłaszcza tych najbardziej uczęszczanych szlaków. Lżejsze maszyny często nie dawały rady, bo miejscami zaspy powodowane przez zamiecie osiągały wysokość nawet dwóch metrów a silny mróz skuwał śnieg w twardą skorupę. Dopiero z pomocą ciężkiego sprzętu – spychaczy i pługów wirnikowych – udawało się stworzyć znośne warunki do jazdy. "Załogi rejonów dróg dawały z siebie maksimum poświęcenia. Bez zakłóceń mógł się dzięki temu odbywać ruch na trasie Suwałki – Augustów i Suwałki – Olecko i dalej do Giżycka. Niestety, dużo gorzej było na wielu innych trasach. Spośród 90 planowanych kursów PKS z bazy w Suwałkach 1 stycznia o godz. 8 rano ruszyło zaledwie 15 autobusów. Nie wszystkie w dodatku (...) zdołały dotrzeć do celu" – czytamy w artykule z 2 stycznia 1979 roku.

Drogowców wspomagało wojsko. Specjalne brygady odśnieżały też tory i zasypane stacje kolejowe. Do prac porządkowych na ulicach i chodnikach mobilizowano również mieszkańców miast. Na wsiach najpewniejszym środkiem transportu były sanie. Podstawowym wyposażeniem kierowców wyruszających w trasę stała się zaś łopata. Bez niej ani rusz.

Dotkliwe zimno

Anomalie pogodowe spowodowały też awarie w sieci energetycznej. Starano się usuwać je na bieżąco. Potrzebna była również zdwojona praca w ciepłowniach. Wskutek zakłóceń w transporcie zaczęło brakować surowców energetycznych, a bryły węgla, które docierały do zakładów, trzeba było rozmrażać.

W prasie pojawiały się apele o wyjątkowe oszczędzanie energii elektrycznej oraz zabezpieczanie mieszkań i domów przed ubytkiem ciepła. "Oszczędzaj prąd! Wyłącz wszelki zbędne żarówki i urządzenia elektryczne" – nakazywały komunikaty.

Atak zimy wzmagał też często już istniejące problemy. O kłopotach z ogrzewaniem budynków w naszym mieście, które nasiliły z końcem roku 1978, donosi B. Wilczewska. "Augustowskie osiedle mieszkaniowe Śródmieście już trzeci miesiąc dotkliwie odczuwa zimno. Niemal przez cały październik kaloryfery były zimne w wyniku awarii. W listopadzie „żeberka” grzały ledwo, a nocą przeważnie były zimne. Pod koniec grudnia centralne ogrzewanie znowu przestało funkcjonować. Z konieczności więc lokatorzy muszą używać grzejników elektrycznych, aby zapewnić chociaż minimum ciepła w mieszkaniach".

Zima w odwrocie

Na takie hasło czytelnicy regionalnej prasy musieli czekać do 8 stycznia. Dopiero w numerze z tego dnia pojawiły się uspokajające tytuły o zimie w odwrocie, opanowaniu sytuacji w transporcie oraz o powrocie do normalnego trybu pracy i nauki (wcześniej w szkołach z uwagi na trudności z dojazdem uczniów oraz problemy z ogrzaniem placówek wstrzymano lekcje; ferie przedłużono także studentom).

Optymistycznie brzmią też prognozy pogody. Dnia 9 stycznia 1979 roku meteorolodzy podają: "Dziś zachmurzenie duże, okresami opady marznącej mżawki i drobnego śniegu, zamglenia, lokalne mgły. Temperatura maksymalna + 1 st., minimalna -1 st. C. Wiatry słabe, południowo-zachodnie. Jutro – nadal ciepło".
Można było odetchnąć z ulgą, choć ze skutkami gwałtownego załamania pogody borykano się jeszcze przez jakiś czas. Nic więc dziwnego, że choć atak zimy nie trwał długo – jego najcięższa faza skończyła się po tygodniu – przeszedł do historii.

Zdjęcia i cytaty: "Gazeta Współczesna" nr 1-6, rok 1979.

Dodaj komentarz

Jeżeli dodajesz komentarz jako "gość", pamiętaj że przed publikacją musimy go zatwierdzić (co może trochę potrwać).

Nie chcesz czekać na zatwierdzenie komentarza? Zaloguj się, wtedy komentarze będą publikowane automatycznie od razu po ich dodaniu przez Ciebie.


Kod antyspamowy
Odśwież

^ REKLAMA ^

Publikacje wg daty:

« Październik 2017 »
Pn Wt Śr Czw Pt Sb Nie
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          
Zajazd WIWA
Inter Meble
^ REKLAMA ^
Profensa
Esotiq
KA-MIX
Kreator Mody
^ REKLAMA ^