• 1
  • 2
  • 3
  • 4
czwartek, 30 listopad 2017 11:32

Jak to drzewiej w harcerstwie bywało....

Napisane przez EL
Andrzej Bereźnicki - mój album rodzinny Jacek Krzyżyński Andrzej Bereźnicki - mój album rodzinny Jacek Krzyżyński Andrzej Bereźnicki

 

W sercu Puszczy Augustowskiej, w okolicy Mikaszówki obozowali niegdyś rok rocznie harcerze. I to niejeden zastęp. Jak pamiętają te czasy?


Jeden z harcerzy - o pseudonimie Cichy - uwiecznił swoje wspomnienia. Pierwszy obóz, który pamięta i na który pojechał to lipiec i sierpień 1988r. Ciekawym jest fakt, że przygoda z harcerstwem Cichego rozpoczęła się tuż przed przełomem 1989 roku. I dodatkowo we wspomnieniach dość wyraźnie rozgranicza on rzeczywistość sprzed przełomu i po przełomie systemowym w Polsce.
Pierwszy obóz, jak sam przyznaje - może również z uwagi na jego pierwszeństwo - zapadł mu w pamięci szczególnie. Ale przecież.... już nigdy miały nie wrócić czasu, kiedy w kuchni harcerskiej królował pasztet mazowiecki pospołu z czymś brejowatym, o wielce wzniosłej nazwie dżemu truskawkowego....
Przełom i pojawiające się różnice między rzeczywistością komuny i kapitalizmu, obrazuje choćby wizerunek żołnierza ówczesnego WOP (Wojsk Ochrony Pogranicza), który w 1988 roku pojawia się na rowerze, następnego lata na WSCe w kasku typu "orzech" na głowie, a niedługo już potem, gdy WOP stało się historią, harcerzy wylegitymował osobnik jadący białym Landroverem...
Wracając jednak do rzeczywistości, która już niedługo miała odejść w zapomnienie, warto wspomnieć, że dla młodych harcerzy wielkim przeżyciem była konieczność samodzielnego rozstawienia obozu i stworzenia na miejscu wszystkiego "od zera". Wokół organizacji obozowiska tworzyło się wiele historii, najczęściej anegdotycznych, które zapamiętywali harcerze na całe życie.
Ot, choćby prozaiczne (?) budowanie latryny. Pisze Cichy, wyraźnie rozmarzony: "Cały dzień stawialiśmy żeńską latrynę.. Kiedyś latrynę stawiało się zupełnie inaczej niż dziś, nad dołem była rama, do siedzenia zainstalowane były dwie żerdki i trzecia służyła jako oparcie. Konstrukcja ta była o tyle fajna, że każdy mógł siedzieć tam gdzie chciał, rozpierać się wygodnie o oparcie. Dla rozrywki można było się przesuwać po całej szerokości latryny i celować w żuczki... Do takiej latryny szło się z przyjemnością, a nie to co dziś - jakieś klitki z mizernymi dołami, plastikową deską (...) Takie latryny miały tylko przód z plandeki (...) Boki zasłonięte gałęziami świerków, jałowców i sosny. Latryna,którą postawiliśmy w jeden dzień napawała nas dumą. Wracając do namiotu zostaliśmy minięci przez "oddział" testujący (...). Nie zdążyliśmy dojść do namiotu, gdy z lasu doleciał nas trzask łamanych żerdek i wrzask wyżej wymienionych. (...) W końcu określiliśmy limit ciężaru tylko na jedną druhenkę."
Nocowanie po sześćdziesiąt osób w namiocie 15- osobowym i przewracanie się na: trzy, czte-ry!, pasztet pozostawiony na drzewie w budce wartowniczej, "odwiedzany" w latach następnych jak relikwie przeszłości, zdobywanie kolejnych sprawności harcerskich i też dyscyplina - każdy musiał mieć porządek, bo inaczej podczas inspekcji jego rzeczy lądowały daleko za namiotem.... takich przeżyć nie zapomina się nigdy.
Ba! Takie wspomnienia należy kultywować, bo coraz trudniej dziś czerpać ludziom radość ze zmagań i pokonywania trudów codzienności.....


źródło: pytlak.com.pl

Skomentuj

W związku ze zmianą systemu komentarzy, użytkownicy zarejestrowani przed dniem 18.04.2019r. muszą na nowo utworzyć konto na portalu, ponieważ konta użytkowników oraz komentarze ze starego systemu nie były migrowane.

Foto Bajka - Fotograf
Zakład stolarski
Opał klasy PREMIUM
Foto Bajka - Lustra
MIRAD - Bar przy kominku
Tepete - Auto zastępcze
Biuro Rachunkowe
Drewno opałowe
GENERALI
Weterynarz