• 1
  • 2
  • 3
  • 4
wtorek, 12 grudzień 2017 09:55

Historia Jana Ziarko

Napisane przez DB

Pisaliśmy już na naszych łamach o odnalezionym pod Lwowem nieśmiertelniku Jana Ziarko, wspominaliśmy, że odnalazła się rodzina żołnierza. Dziś opowiemy historię jego wojennego losu i dalszego życia.

Urodził się 25 września 1910 roku we wsi Brzozówka (gm.Bargłów Kościelny, pow. Augustów). Był synem Wojciecha i Wiktorii,
Idąc na wojnę, zostawił w Brzozówce dziewczynę, którą kochał i z którą chciał się ożenić. Niestety wojna i niewola zrujnowały najlepsze lata ich życia. Zaraz po dotarciu pod Lwów Jan trafił do niewoli. Był 24.09.1939 roku. Jak to powiedział stryjeczny brat Jana -Tadeusz Ziarko z Klonownicy "Jasiek nie zdążył nawet powojować".
Tego dnia żołnierze 41 Suwalskiego Pułku Piechoty dołączyli do dziesiątek tysięcy innych jeńców, których los był już naznaczony.
Nieznana jest nam trasa, którą ich początkowo kierowano. Pewnym jest jednak, że naznaczona ona była prowizorycznymi grobami kolegów, których przysypywano ziemią i naprędce nakrywano gałęziami.
Prawdziwy koszmar zaczął się na Syberii. Przemarsz w styczniu i lutym przez bezlitosną, martwą tundrę przy temperaturach rzędu -40,-70°C dla tysięcy naszych rodaków okazał się zbyt trudny. Do tego dochodził syberyjski silny wiatr i zamiecie śnieżne. Żołnierze umierali na potęgę we śnie i w takich pozycjach ich tam zostawiano. Nikt nie myślał już o chowaniu zmarłych. Wycieńczeni głodem, marszem i chłodem nie mieli siły, by kuć groby w wiecznej zmarzlinie.
W czasie postojów nie było z czego rozpalić ogniska. Mróz trudny do oszacowania w sekundzie zamrażał ustrojowe płyny. Łzy wypłakiwane przez mężczyzn spadały na ziemię, twarde jak diamenty... Z trupów budowali schronienia. Zmarłych żołnierzy układali jednego na drugim i w tych trupich jamach przeczekiwali śnieżne zamiecie.
Za jeńcami jak cienie podążały wilki, zjadając ciała tych, którzy zamarzli lub nie mieli siły, by iść dalej.
Janek opowiadał potem bratu, że to była podróż przez piekło do piekła. Nikt nie wie, ilu przetrwało. Według Jana Ziarko może 40%.
Workuta. Miejsce docelowe w północnej Rosji, w którym w 1932 odkryto potężne pokłady węgla kamiennego. 150 km od koła podbiegunowego. Do dziś nie ma tam dróg, a kolej kończyła się 300 km od obozu.
Sam pobyt w łagrach był dalszą drogą przez mękę. Wielogodzinne prace w kopalni węgla, kilkugodzinne zbiórki i odliczanie więźniów na śniegu, w mokrych i słabych ubraniach kończyły się chorobami i śmiercią. Jeńców wciąż przybywało, a tę samą ilość jedzenia dzielono na pół i rozdawano nowym. Talerz wodnistej zupy z mąką i 100g razowego chleba. Tyle dostawali za 10 godzin ciężkiej pracy w kopalni. Był jeszcze warunek do spełnienia. Trzeba było wyrobić normę. Córka Jana, Jola Maksymiuk opowiada, że tata wspominał o różnych formach uniknięcia pracy. Gdy ludzie z kopalni czuli nadchodzącą śmierć, celowo łamali sobie ręce lub nogi, by przez kilka dni móc odzyskać odrobinę siły. Ale miało to też swoją cenę. "Nie robotajesz, nie kuszajesz"...
Wśród jeńców szerzyły się choroby: tyfus, czerwonka, ropne zapalenie płuc, odmrożenia, świerzb, wszy, pluskwy... Wiosną niezliczona ilość komarów i gryzących meszek...
Na przestrzeni setek kilometrów nie było drzew. Drewno na budowę baraków przywożono koleją, a wiosną szlakiem wodnym. Nie było opału, bo węgiel nie był dla jeńców, więc higiena osobista polegała na przetarciu ciała śniegiem lub wodą z rozpuszczonego śniegu.. Choroby i pasożyty przenosiły się błyskawicznie, a że nie było lekarstw, śmierć bez końca zbierała swoje żniwo. Nagie ciała współosadzonych saniami wywożono poza obóz i pozostawiano zwierzynie.
Koszmar łagru trwał dla Jana do 19 września 1941, kiedy to wstąpił do WP ZSRR i w 1942 wraz z żołnierzami wyjechał do naszych jednostek w Iranie i Iraku. Ścieżka wojenna wiodła go przez Włochy do Anglii, do której dotarł 16 sierpnia 1946 roku. W czerwcu 1947 zdemobilizowany stanął przed wyborem: powrócić do Polski, do swojej narzeczonej, czy przyjąć zaproszenie brata z Ameryki...
Wrócił. Wrócił do Brzozówki, w której zastał narzeczoną z mężem i dzieckiem. Nie było go 8 lat. Przez znaczną część tego czasu nie dawał znaku życia. Trudno tu ją obwiniać czy potępiać.
W 1949 Jan ożenił się z dziewczyną z Bargłowa Kościelnego - Bronisławą, z domu Kościuch. W roku 1950 urodziła im się Jola, mieszkająca obecnie w Chicago, a w 1952 Halina, również na stałe mieszkająca w Stanach.
W roku 1953 spłonął ich nowo postawiony dom, a z nim większość pamiątek. Wtedy to zamieszkali w Augustowie i tam Jan i Bronisława pozostali do śmierci.
Jan Ziarko żałował, że nie skorzystał z zaproszenia brata i nie wyjechał do Ameryki.
Jako były jeniec wojenny, żołnierz Andersa, ciągany był przez UB, ktrego siedziba mieściła się przy obecnej ul. 3. Maja w Augustowie. Nawet kilka razy w miesiącu musiał stawiać się na przesłuchanie i wykazywać, że nie przynależy do żadnej partii, ani organizacji.
Jan Ziarko został wielokrotnie odznaczony, ale czym były owe odznaczenia wobec traumy, jaką przeszedł? Jak mówi Pani Jola, jej tata długo walczył z nocnymi koszmarami. Teraz już wiemy, że był to zespół stresu pourazowego (ZSP lub z ang.PTSB). Cofając się 50- 60 lat - nikt tego nie wiedział.

Dorota Bartoszewicz

Skomentuj

W związku ze zmianą systemu komentarzy, użytkownicy zarejestrowani przed dniem 18.04.2019r. muszą na nowo utworzyć konto na portalu, ponieważ konta użytkowników oraz komentarze ze starego systemu nie były migrowane.

August
Foto Bajka - Fotograf
Foto Bajka - Lustra
Agro
DANBUS
Biuro Rachunkowe
GENERALI
Drewno opałowe
Weterynarz
Tepete - Auto zastępcze