• 1
  • 2
  • 3
poniedziałek, 10 sierpień 2015 12:47

Dźwięki inne niż wszystkie

Napisał

Szyna kolejowa, korzeń drzewa, koło od roweru. To, że instrumentem może stać się prawie każda rzecz, udowadniają od lat organizatorzy Franciszkiady. Kolejna, XV edycja Muzycznych Spotkań z Naturą "Granie na byle czym" odbyła się w sobotę na Rynku Zygmunta Augusta. I choć nie przyciągnęła tłumów, wyobraźni i słuchu muzycznego wykonawcom nie brakowało.

Janusz Anuszkiewicz, od wielu lat niezmiennie obecny na Franciszkiadach, Wojciech Sakowicz i Piotr Syrek, razem tworzący grupę Piaski Rzeki, dwukrotnie zaprezentowali swoje nowatorskie podejście do muzyki. Były kapsle, konewki, rury od odkurzacza, pieńki drewniane. ‒ Kiedyś, że tak powiem, był pan obwieszony instrumentami – wspomniała w rozmowie z Januszem Anuszkiewiczem prowadząca imprezę Lidia Trojanowska. Wojciech Sakowicz, oprócz gry na całkiem zwyczajnym flecie, zaprezentował zebranym własnoręcznie wykonany z korzenia drzewa didgeridoo – mityczny instrument aborygenów z Australii. Trzeba przyznać, że choć instrumentarium wykonawców było zgoła niecodzienne (na scenie pojawiło się m.in. koło od roweru i wanienka z wodą), efekt przechodził momentami dokonania tradycyjnych kapel (jak w przypadku naśladownictwa odgłosów natury).

Jako gość specjalny wystąpił zespół wokalno-estradowy Buslik (bocian) z Białorusi działający w Mińsku. Choć grupa na co dzień wykonuje utwory z różnych stron świata, tym razem zabrzmiały pieśni z ich rodzinnego kraju. Polski akcent pojawił się na samym końcu w postaci piosenki "Remedium". Młode wokalistki odśpiewały z charakterystycznym akcentem "Wsiąść do pociągu byle jakiego", zachęcając dodatkowo do wakacyjnych podróży, niekoniecznie na Ukrainę.

Imprezę zakończył występ Folk Kapeli Góralskiej HORA – kontrabas, altówka, cymbały węgierskie, skrzypce oraz czterech wykonawców, którzy pochodzą z południa Polski i Słowacji. Cymbały węgierskie będące z pewnością jednym z najbardziej atrakcyjnych instrumentów wykorzystanych przez nich na scenie mają 133 struny, które uderza się w "budapesztańskim"stylu pałeczkami. Oprócz tego kapela na co dzień posługuje się trąbką, okaryną, rogami pasterskimi i piszczałkami. Gościła w Augustowie już po raz drugi.

Zebrana przed sceną publiczność miała możliwość wzięcia udziału w pokazowym "biciu piany". Poszły w ruch tradycyjne trzepaczki, choć cel zawodów był mniej typowy. Chodziło o dźwięk wydobywany przy okazji ubijania jajek.

Podsumowując, jak się okazuje, granie na byle czym nie zawsze oznacza granie byle czego. Szkoda jedynie, że podczas imprezy o takiej nazwie na scenie pojawiła się tylko jedna grupa prezentująca własne innowacje muzyczne.

Gruby Benek