• 1
  • 2
niedziela, 16 sierpień 2015 19:08

Przekroczyć granice ciała

Napisał

Podczas tegorocznych Teatr-Akcji na scenie wystąpili artyści z KIJO Group ze spektaklem opierającym się na zasadach mało znanego w Polsce a bardzo popularnego na Zachodzie teatru tańca. Specyficzny układ choreograficzny widowiska pozbawionego wyraźnej fabuły wzbudził spore zainteresowanie publiczności.

Korzystając z okazji, sami postanowiliśmy zapytać artystów o ich sceniczną wizję. Na nasze pytania odpowiadali Michał Bartczak i Adrian Ratajski z trzyosobowego zespołu.

Zacznijmy może od początku. Jak doszło do powstania KIJO Group?

Michał Bartczak: W pewnym momencie narodziła się potrzeba spotykania z ludźmi zajmującymi się różnymi formami ruchowymi, przy czym nie chodziło jedynie o taniec. Szukaliśmy pasjonatów, którzy dodatkowo będą chcieli podzielić się ze sobą wiedzą i zobaczyć, na ile możliwe jest zbudowanie razem jakiejś hybrydy. Spektakle przyszły dopiero potem.

Odtwarzacie w trakcie przedstawienia wyuczone układy, czy jest w tym coś więcej?

Adrian Ratajski: Samo odtwarzanie raczej nikogo z nas nie interesuje, natomiast jeśli mówimy o takim układzie zamkniętym jak właśnie spektakl, to na pewno jest to pewna określona struktura, ale z zachowaniem autentyczności.

Co staracie się uwidocznić na scenie? Emocje?

AR: Powiedziałbym raczej, że szukamy narzędzi, które je wyrażają. Skoro podczas gry pojawiają się w nas, działają również na widza. On nie ma jednak obowiązku odczytać tego, co założyliśmy przed spektaklem. Najważniejsze są własne doświadczenia odbiorcy. To, czy spektakl opowiada jakąś historię, czy nie, to zupełnie inna rzecz.

No właśnie. Jaki efekt chcieliście osiągnąć?

MB: Czysto fizycznie rzecz ujmując, wzięliśmy na warsztat trzy poziomy głębokości dotyku: skórę, mięśnie i kości. Z jednej strony jest ciekawość, badanie możliwości swojego ciała, tego, kiedy i w jaki sposób reaguje. Z drugiej – szukanie odpowiedzi na to, jakie emocje we mnie samym wywołuje dotyk na ciele partnera. Innymi słowy to rodzaj manipulacji polegający na wykorzystaniu innego ciała do uruchomienia swojego.

Podczas warsztatów ćwiczyliście z uczestnikami dotyk i nacisk różnych punktów na ciele, który prowokuje określone reakcje organizmu. Jest to już niewątpliwie próba przekraczania jakichś cielesnych barier.

MB: I nie tylko cielesnych. Pozostaje jeszcze kwestia intencji. Jeśli np. dotknięcie w bardziej nietypowym punkcie w mieszanym układzie osób sprowadzę do poziomu seksualności, będzie to zupełnie coś innego niż obszar badania mechaniki ciała. A jednak chodzi o to drugie.

Opinie po spektaklu bardzo często dotyczyły wyraźnej sensualności przedstawienia.

AR: Trudno od tego odejść. Zwłaszcza, że na scenie było dwóch facetów i jedna dziewczyna. Z jednej strony dla nas nie ma to żadnego znaczenia. Z drugiej, jak wspomniałem, bardzo dużo dają nam interpretacje odbiorcy. Przecież każdy z nas różnie odbiera pewne rzeczy, i na innych poziomach. Zupełnie inaczej jest, kiedy ktoś przychodzi z założeniem, że musi zbudować sobie konkretną historię, żeby zrozumieć spektakl, a inaczej, kiedy siada i pozwala sobie po prostu na przeżycie tego, co widzi. Może wywoła to w nim jakąś reakcję, chociaż nie musi iść za tym opowieść, sytuacja.

MB: Co innego warstwa skóry, mięśni, a co innego, kiedy dojdziemy do samego kośćca. Coś na skórze może być bolesne. Czasem widać, że ktoś z nas odskakuje, a to czysta reakcja obronna organizmu. Poziomem wyjściowym spektaklu "Wszystkiego, z czym się (nie) urodziliśmy" były dla nas tatuaże, blizny, skalifikacje, rany, niekoniecznie te fizyczne, widoczne.

A jakie emocje dał ten spektakl Wam?

AR: Jest taka sekwencja, kiedy Gosia (trzecia aktorka – przyp. red.) mnie odrzuca i wykonuję na podłodze bardzo ekspresyjny układ. Ruch jest w nim całkowicie improwizowany. To jest bezpośrednie następstwo wszystkiego, co wydarzyło się wcześniej w czasie manipulacji wykonanej na mnie przez partnerkę. Na tyle intensywnie, na ile nade mną pracowała, ja odpowiedziałem własną reakcją.

Często wspominacie o tzw. manipulacjach dotykiem.

AR: Na początku przedstawienia zastosowaliśmy strukturalną, na stawach, w której chodzi o sprawdzenie, na ile mogę zmienić strukturę drugiej osoby, żeby poruszała się mniej więcej w sposób, którego ja chcę. Następnie przeszliśmy do manipulacji mięśniowej, przy której trudniej zaplanować, jak zareaguje partner. To wszystko się zmienia. Pod żebrami w okolicach wątroby zawsze będzie wyraźna reakcja, bolesna, ale np. na mostku boleć może najwyżej skóra. Nie chodzi jednak o to, żeby wywoływać ból, tylko żeby iść dalej, stworzyć coś, przekraczając jego granice. Poza tym, jeśli nastąpi brak reakcji, nie udajemy czegoś wyćwiczonego, tylko staramy się odkryć inną ścieżkę do wywołania kreatywnej sytuacji, mam na myśli ruch. To zawsze jest dialog, swoista komunikacja, np. w duecie.

Aby przygotować się do podobnego przedstawienia nie bez znaczenia jest zapewne kondycja fizyczna. Czy podczas tworzenia układów choreograficznych na żywo sugerowaliście się sztukami walki?

MB: Owszem, bazujemy właściwie na wszystkich, które gdzieś tam spotkaliśmy, czy znamy. W moim wypadku przez długi czas było to kung-fu, capoeira, podstawy aikido, krav maga. Chociaż nie jest to wymóg. Oczywiście istnieją pewne przyzwyczajenia, do których ciało wykazuje więcej predyspozycji. Osoby zaczynające od tańca klasycznego i osoby wychodzące od sztuk walki wykonają tę samą sekwencję inaczej. Trzeba na tyle otworzyć głowę i ciało, żeby uzyskać pożądaną jakość bez patrzenia na swoje początki. Jeśli w jakiś sposób ruch opiera się np. na kopnięciach, osobie tańczącej klasycznie będzie trudno. Sztuka polega na osiągnięciu efektu, na jakim mi zależy, a nie jaki dyktują moje umiejętności. Baletnica mogłaby otrzymać zadanie przełożenia swojego układu tanecznego na jakość karate – konkretnego, punktowego ruchu. Ale tylko na jakość.

AR: Kondycja może pojawić się w trakcie. Naturalnie, jeżeli ćwiczę od dawna, jest mi łatwiej iść dalej. Dochodzi też coraz większa świadomość ciała, jego zakresów. Dla samego odtwarzania schematów nie warto zajmować się teatrem tańca.

Dwóch mężczyzn, jedna kobieta. Czy inaczej pracuje się Wam w zespole mieszanym, a inaczej np. tylko w męskim czy kobiecym?

AR: Mówi się, że między kobietami a mężczyznami jest taka różnica, że miejsce położenia naszego ośrodka ciężkości różni się o dwa centymetry. Dla mnie, szczerze mówiąc, nie ma to znaczenia. Chociaż naturalnie na scenie, tak jak podczas ostatniego występu, układ mieszany rodzi powody do interpretacji.

MB: Super istotna w naszej pracy jest ciekawość. Jeśli jej brak, nie ma sensu nic robić na siłę, bo za wszystkim idzie autentyczność i prawdziwość.

I na tym moglibyśmy chyba zakończyć. Dziękujemy za rozmowę.

Skomentuj

W związku ze zmianą systemu komentarzy, użytkownicy zarejestrowani przed dniem 18.04.2019r. muszą na nowo utworzyć konto na portalu, ponieważ konta użytkowników oraz komentarze ze starego systemu nie były migrowane.