• 1
  • 2
piątek, 28 sierpień 2015 12:34

Pytania bez odpowiedzi

Napisała

Dlaczego mimo ogromnego potencjału i otwierających się przed nią możliwości zmarnotrawiła swój talent, w jakim kierunku potoczyłaby się jej kariera, gdyby żyła, czy tak wielki sukces musiał mieć tak tragiczny finał? Tego typu pytania stawiali sobie widzowie wyświetlonego w ramach DKF-u dokumentu o Amy Winehouse, brytyjskiej wokalistce, która zmarła na skutek zatrucia alkoholowego w wieku 27 lat. Warto dodać, że historia zainteresowała tak wielu, iż kino było wypełnione po brzegi, a w planach jest dodatkowy seans.

– Ja zostałam z pytaniem, czy można ją było uratować. I wcale nie z odpowiedzią, że tak – mówiła po projekcji Anna Gacek, dziennikarka radiowej Trójki, zaproszona na spotkanie augustowskiego Kinochłona. W rozmowie z Bartkiem Świerkowskim przeplatanej wypowiedziami osób z publiczności, które dzieliły się swoimi refleksjami na temat dokumentu i przedstawionej w nim historii, przyznała, że jako fanka Amy dokładnie śledziła muzyczną karierę wokalistki, a film pozwolił jej ją uporządkować i usystematyzować. Ci, którzy znali Amy bardziej z medialnego szumu niż jej piosenek, mieli zaś okazję spojrzeć z innej perspektywy na mierzącą się z presją globalnego sukcesu piosenkarkę, która mówiła o sobie: "Nie jestem dziewczyną, która chce zostać gwiazdą. Jestem dziewczyną, która śpiewa".

– Kilkakrotnie w filmie pada, że ona nigdy nie chciała być sławna, bo po pierwsze myślała, że by sobie z tym nie poradziła. Ona rzeczywiście była taką anty-gwiazdą – podjęła wątek bardzo wnikliwie i celnie zarysowując postać artystki Anna Gacek. – To nie jest też do końca tak, że żyła skromnie i nie konsumowała swojego sukcesu. Nic z tych rzeczy. Ale na pewno nie była kimś, kto nagle czuł potrzebę jadania w najwykwintniejszych restauracjach, nocowania w pięciogwiazdkowych hotelach, podróżowania prywatnymi samolotami. To raczej okoliczności wymusiły tego typu rzeczy – stwierdziła. – Widać w filmie, że ona właściwie nie miała słynnych znajomych. Do samego końca w narracji pojawiają się jej dwie przyjaciółki z czasów, kiedy była w sensie medialnym, w sensie sławy nikim. I one z nią zostały do końca. I widać też, że ani nie miała słynnych chłopaków, ani nie siadała w pierwszych rzędach pokazów mody, nie robiła tych wielu rzeczy, które robią osoby zdobywające sławę. Jeżeli pojawiała się na jakichś imprezach, to były to najczęściej rozdania nagród muzycznych. Właściwie wszystkie tego typu ujęcia w filmie pokazują sytuacje, gdy była nominowana czy zdobywała nagrody. Więc to był ktoś, kto rzeczywiście był konsekwentny w tym, że tej sławy i tego, co się z nią wiąże, po prostu nie chciał – wyraziła swoją opinię.

Jak przyznano podczas trwającej blisko godzinę dyskusji, na obraz "Amy" można spojrzeć wielowymiarowo - nie tylko jak na dokument muzyczny o wzlocie i upadku światowej sławy wokalistki, lecz także jak na film o nałogu, bezwzględnym świecie mediów i show biznesu, samotności wśród tłumu i skomplikowanej osobowości, która na swój sposób starała się radzić sobie z przerastającą ją rzeczywistością, ale nie miała na tyle siły, dojrzałości czy rozsądku, by temu sprostać. – Wiemy, co miała. Miała niesamowity głos i umiejętność układania swoich myśli w niezwykle zgrabne, ale też uderzające, trafiające do słuchacza teksty – przekonywała Anna Gacek. – Mogło się zdarzyć jeszcze tyle fantastycznych myśli przemyconych, ułożonych w piosenkach. I to jest ogromna strata, że te piosenki już nie powstaną – podsumowała dotykającą wielu wątków rozmowę.

Od siebie dodajmy, że dużą stratą jest też nie korzystać z oferty augustowskiego DKF-u. Dla tych, którzy przegapili ostatni pokaz, mamy jednak dobrą wiadomość. Dokument "Amy" zostanie wyświetlony w kinie "Iskra" ponownie już w najbliższy poniedziałek (31 sierpnia). Początek o godzinie 19.00.

Więcej w tej kategorii: « Złote przeboje Młotem i kowadłem »

Skomentuj

W związku ze zmianą systemu komentarzy, użytkownicy zarejestrowani przed dniem 18.04.2019r. muszą na nowo utworzyć konto na portalu, ponieważ konta użytkowników oraz komentarze ze starego systemu nie były migrowane.

Gruby Benek