• 1
  • 2
poniedziałek, 03 październik 2016 11:10

Czy "Barany" przemówiły do augustowian?

Napisane przez IT
Kadr z filmu Kadr z filmu

Czy islandzkie spojrzenie na świat, które swoim widzom zaproponował Dyskusyjny Klub Filmowy Kinochłon podczas ostatniego wieczoru filmowego trafiło do augustowskiej publiczności? Sadząc po frekwencji na sali Kina Iskra oraz ożywionej dyskusji po seansie można śmiało przypuszczać, że tak.

Było to pierwsze spotkanie augustowskiej widowni z popularną od jakiegoś czasu islandzką kinematografią. Komediodramat "Barany. Islandzka opowieść" w reżyserii Grimura Hákonarsona to wydawać by się mogło prosta i banalna opowieść o dwóch braciach, żyjących obok siebie na odludziu, którzy nie rozmawiają ze sobą od czterdziestu lat a jedyne co ich łączy to miłość do tytułowych baranów. Nic bardziej mylnego, to złożona opowieść o samotności i radzeniu sobie z nią, o więzi człowieka ze zwierzęciem oraz sile braterskiej miłości, to także opowieść o Islandii, o warunkach w jakich przyszło żyć człowiekowi i w jaki sposób radzi w nich sobie ta mała 300-tysięczna społeczność, gdzie wszyscy się znają lub są ze sobą spokrewnieni. To wreszcie opowieść o tytułowych baranach, nierozerwalnie związanych z historią i kulturą Islandii, gdzie owce są dobrem narodowym. Dają mięso, wełnę, mleko. Owce się myje, nadaje im imiona, pisze wiersze. Pierwsze słowa jakie padają w filmie to właśnie wiersz dedykowany tym zwierzętom, co wskazuje jak szanowane są one Islandii.

Jak żartobliwie powiedział przed projekcją filmu dobrze znany kinochłonowej widowni gość pokazu, znawca i badacz kina skandynawskiego, Tomasz Adamski : „Rzecz niesamowita, przyszli Państwo na film o baranach. Nie wiem czy Państwo wiecie co Was tutaj czeka. W tym filmie naprawdę niewiele się dzieje. Przed Państwem trudne zadanie oglądania przez ponad godzinę dwóch starszych, brodatych facetów, w grubych powyciąganych swetrach, którzy w dodatku niewiele mówią. I nie wiadomo jak się skończy ta opowieść. Ale zapewniam Państwa, że wielu z Was ten film spodoba się”. Miał rację. Obraz Grimura Hákonarsona, o którym Tomasz Adamski mówił w trakcie spotkania: „To młody reżyser, który z tak naprawdę niczego potrafi stworzyć fascynująca opowieść”, przemawia głęboko do widza w swojej prostocie, nie operując bogactwem efektów. Tu prym wiedzie gra mimiką, gestem, mała ilość słów, szerokie ujęcia krajobrazu czy zbliżenia na twarz bohatera. Jest czas na zatrzymanie się i przeżywanie rozterek bohatera. Jednocześnie widz tak naprawdę nie wie, co czeka go za kilka minut – początkowe dość humorystyczne sceny powoli ustępują miejsca bardziej napiętej sytuacji, akcja się zagęszcza, a bohaterowie muszą sobie poradzić z tragicznymi wydarzeniami. Widz do końca nie jest pewny zakończenia. I to jest mocnym akcentem tego filmu. To film, który zapada w pamięć, obok którego nie przechodzi się obojętnie.

- Czy taki film mógłby powstać w Polsce? Taka opowieść o więzi człowieka ze zwierzęciem? - pytał po seansie gość spotkania. Pytanie wywołało ożywioną dyskusję, gdzie głosy były podzielone. Jedni uważali, że jak najbardziej tak, że pod każdą szerokością geograficzną żyją ludzie kochający zwierzęta tak jak zostało to pokazane w tym filmie. Inni kontrargumentowali, że mamy jednak inną mentalność niż Skandynawowie, żyjemy w innych realiach. Zachęcamy do obejrzenia filmu „Barany” i wyrobienia sobie własnego zdania.

Więcej w tej kategorii: « Anna Bieszczadzkie anioły »

Skomentuj

W związku ze zmianą systemu komentarzy, użytkownicy zarejestrowani przed dniem 18.04.2019r. muszą na nowo utworzyć konto na portalu, ponieważ konta użytkowników oraz komentarze ze starego systemu nie były migrowane.