• 1
  • 2
środa, 02 sierpień 2017 14:38

Wojenna schizofrenia - recenzja “Dunkierki”

Napisane przez MC

“Dunkierka”, najnowszy film Christophera Nolana, wyświetlany w ostatnich dniach w kinie Iskra, sprawia wrażenie, jakby w rzeczywistości odpowiadało za niego dwóch skrajnie różnych twórców lub jakby był to zlepek dwóch filmów, z których każdy przedstawia inny biegun kinowego opowiadania o wojnie.

Sam pomysł, żeby osią wydarzeń uczynić ewakuację, wydaje się nieszablonowy. Operacja “Dynamo”, odbywająca się od 26 maja do 4 czerwca 1940 miała na celu wycofanie wojsk brytyjskich z tytułowej miejscowości, leżącej w północnej Francji, do Wielkiej Brytanii. Wszystko to odbywało się pod nieustannym bombardowanie niemieckich sił powietrznych.

Gdy opisaną wyżej operację reżyser pokazuje z perspektywy zwykłego żołnierza, nosi ona raczej znamiona bezładnej ucieczki, panicznej walki o życie w warunkach, w których niczego nie można być pewnym. Statek, na który bohaterowie na wszelkie sposoby usiłują się dostać, licząc na to, że wydostaną się nim z feralnej plaży, w każdej chwili może zostać zatopiony. W takich warunkach ludzie przemieniają się w oszalałe zwierzęta, opętane instynktowną wolą przeżycia.

Jednak mniej więcej od połowy filmu zauważamy coraz więcej akcentów, które mają pokrzepić nasze serca. Ilustrowane przez nieznośnie patetyczną muzykę sceny tego rodzaju wznoszą się na wyżyny kiczu. Koszmar i bezsens wojny, wcześniej tak sugestywnie przedstawione, schodzą na drugi plan. Teraz liczą się tylko męstwo i kryształowe serca niezłomnych Anglików. Wraz z końcem filmu mamy wrażenie, że ktoś usiłuje nas przekonać, iż “wygraliśmy”, a nie “udało nam się uciec”.

Niezależnie od oczekiwań, jakie mamy wobec kina wojennego, to wymieszanie dwóch kompletnie różnych wizji i rodzajów przesłania sprawia, że film traci na spójności, a jego wymowa zmienia się zbyt radykalnie. A przesłodzone zakończenie nie przyprawi o mdłości chyba tylko tych najbardziej naiwnych w kwestii przedstawionego tematu.

Gruby Benek
Taekwondo