Wydrukuj tę stronę
poniedziałek, 06 sierpień 2018 11:41

,,Cieszę się widząc uśmiechniętych ludzi...'', czyli rozmowa z Natalią Kwiatkowską

Napisane przez MT
,,Cieszę się widząc uśmiechniętych ludzi...'', czyli rozmowa z Natalią Kwiatkowską fot. Maciej Trojanowski

Natalia pochodzi z Bieszczad i tam też zaczynała swoje przygody z muzyką, śpiewając pieśni łemkowskie, ukraińskie, rosyjskie oraz poezję śpiewaną. Kraków wciągnął ją kilka lat temu i tu poznała muzykę od zupełnie innej strony, w której z marszu się zadurzyła. Edukacja w Krakowskiej Szkole Jazzu i Muzyki Rozrywkowej oraz udział w krakowskich jam session sprawiły, że zajęła się muzyką na „poważnie”. Obecnie jest wokalistką zespołów Cheap Tobacco oraz The Missing part. Występuje również solowo. Prowadzi warsztaty oraz uczy śpiewać. 

Zacznę od spytania Cię, czym jest dla ciebie wena?
Wena... Jak dla mnie, to jakaś siła wyższa, która przychodzi kiedy chce. Później na długo zostawia mnie samą, a potem nie wiadomo kiedy wraca. Jest czymś kompletnie nieprzewidywalnym, bez czego - przynajmniej ja - bym nie pisała. Niemniej czasem coś na mnie spada i zaczynam pisać. Są jednak takie dni, kiedy pisze się lepiej oraz takie, kiedy nie można nic z siebie wydusić.

Zdarza Ci się dzwonić w środku nocy do chłopaków mówiąc, że musicie lecieć do studia i od razu nagrywać, bo masz świetny pomysł, którzy od razu trzeba utrwalić?
Rzeczywiście kiedyś tak było. Ale ostatnio chyba nie. Raczej zostaję z tym sama, nagrywam sobie coś na dyktafon i rano dzwonię do gitarzysty Roberta. ,,Jezu, wymyśliłam!'' - mówię. Jadę do niego, i to gram.

Podczas poprzedniej wizyty w Augustowie, przed zagraniem ,,Gdybyś wiedział'', powiedziałaś, że piosenka ta to hymn feministek. Rzeczywiście o tym myślałaś, kiedy ją pisałaś?
Nie mam pojęcia co mnie skłoniło do jej napisania. Jechałam tramwajem i samo przyszło. Miałam w ogóle z pięć osobnych części, które wykrystalizowały się w jedną, mającą sens całość. To jest tak - przynajmniej u mnie - że pisząc piosenki odnoszę wrażenie, iż wiedzą one o czym będą, wcześniej niż ja.

Możesz tę myśl rozwinąć?
Piosenki, czyli coś we mnie, jakaś moja głębsza warstwa, wie wcześniej o czymś, o czym ja dowiaduję się za jakiś czas. Na przykład o jakiś sytuacjach życiowych; myślach, które się pojawiają, np. czy należy w końcu uwierzyć w siebie i swoją siłę - której nikt nie widział, a która jest. Te piosenki przychodzą wcześniej i po latach słuchając tekstu myślę: ,,To już wtedy wiedziałam, że tak będzie, a dopiero teraz to sobie uświadamiam?

Nowa płyta utrzymana będzie w klimatach podobnych do ,,Promises od Tomorrow'', czy wręcz odwrotnie?
Będzie 9 kompozycji w języku polskim i 3 angielskie, czyli dokładnie odwrotnie niż na poprzedniej płycie. Momentami będzie odważniejsza, niż ,,Promises...'', ale będzie też kilka snujących i zadymionych ballad. Teksty są raczej ciężkie (śmiech).

Dla słuchaczy?
W moim odczuciu są głębsze niż na ,,Promises..''; może bardziej przemyślane.

Jak wspominasz przygodę w Must Be The Music?
Była krótka (śmiech), ale myślę, że mamy czasy w których nie trzeba się bronić przed takimi programami. My się broniliśmy długo. Nie chcieliśmy tam iść, ale w końcu stwierdziliśmy, że właściwie, co nam szkodzi? Poznaliśmy dzięki temu parę osób, a naszą muzykę usłyszeli ludzi, którzy nie mieliby tej możliwości, gdyby nie TV. Wszystko na plus.

Nie wiem, czy poszlibyśmy tam ponownie. Teoretycznie nie, ale kto to wie. Nie wiadomo. Czy ty wiesz co Cię jutro spotka? No nie wiesz. My też nie wiemy (śmiech).

Skoro jesteśmy już w takim dobrym humorze, to może pamiętasz coś zabawnego z koncertów, co zapadło Ci w pamięć?
Raz wpadłam w perkusję - czyli rockandrollowo. Zapominanie tekstów, lub taka zmiana formy piosenki i improwizacja, ze zapomina się jaki utwór się gra. Publiczność też nieraz potrafi rozbawić, na przykład spektakularnymi upadkami podczas tańca.

Trudniej śpiewa Ci się po polsku czy po angielsku?
Myślę, że jeszcze rok temu odpowiedziałabym, że po polsku. Zawsze jak ktoś mnie pytał dlaczego odpowiadałam, że dlatego, iż jest to nasz język i ciężko się za nim schować. Tzn. kiedy śpiewam po polsku, to tak, jakbym odsłaniała się cała; nie mam się za czym schować. Angielski jest bezpieczniejszy, bo nie wszyscy go rozumieją, nie wszyscy wiedzą...

Ale teraz bardzo się cieszę, że coraz więcej gramy po polsku i to jest dla mnie ważne. Chyba też w pewnym sensie terapeutyczne. Czuję, że nie mam już potrzeby chowania się. Mogę się otwierać i pokazać światu co siedzi głębiej we mnie. Nie ma piękniejszego sposobu, żeby to wyrazić, niż śpiewanie w rodzimym języku.

Zadałem to pytanie, bo chciałbym skonfrontować je ze słowami Kasi Lins, która powiedziała, iż w jej przypadku śpiewanie po polsku było wręcz barierą, którą musiała przezwyciężyć. U Ciebie było podobnie?
Barierą nie, dlatego, że - jak byłam młodsza – śpiewałam poezję śpiewaną oraz pieśni rosyjskie i łemkowskie - w tłumaczeniu polskim - więc zupełnie nie. Jakoś w trochę mocniejszej muzyce rockowej angielski przychodzi bardziej naturalnie i wydaje się, że pasuje on bardziej. Później okazuje się, że jak napiszesz coś po polsku, to też nie jest takie złe. A jeszcze później dociera do ciebie, że jest nawet fajniejsze (śmiech). Myślę, że to piękne. Poza tym mamy naprawdę wspaniały język. Kiedyś wydawał mi się twardy i sztywny. Jednak to zupełna nieprawda.

Przeczytałem, że na krążku znajdzie się 12 z 30 tytułów, więc co się stało z pozostałą osiemnastką?
Czekają na lepsze czasy (śmiech). Zawsze tak jest, że pomysłów mamy mnóstwo. Robiąc próby obecnego materiału w międzyczasie sobie dżemujemy i już mamy kolejne 30 pomysłów. Niemniej te najlepsze się odławia. Zdarzają się też sprzeczki, bo jednym podobają się takie numery, innym odmienne. Udaje się jednak osiągnąć konsensus i wybrać te najważniejsze.

Kiedy upublicznicie w internecie większą ilość nowych utworów?
Oficjalna premiera płyty i jej streamingu planowana jest na 28.09.2018

Powinienem zadać to pytanie troszkę wcześniej, ale skąd wziął się pomysł na nazwę – Cheap Tobacco?
Było to tak: dawno dawno temu - za górami, za lasami - był konkurs, do którego bardzo chciałam zgłosić zespół. Co prawda band zawiązał się tydzień wcześniej. Ogólnie wszystko robiliśmy na wariackich papierach. Nie miałam nazwy, a zgłoszenia były przyjmowane do północy. O 23:00 zadzwoniłam do ówczesnego basisty – Mikołaja Spendla i prosiłam: ,,Mikołaj, wymyśl nazwę, bo nie mamy. Co robić?'' A on wtedy palił fajkę (śmiech). No i stwierdził - będzie Cheap Tobacco. Pomyślałam, że brzmi to całkiem dobrze i wpada w ucho. Czemu nie, tak się przyjęło i tak zostało.

Na zagranicznych koncertach gracie też polskie utwory?
To zależy od kraju. W Czechach bardzo lubią jak śpiewamy po polsku. Mamy pokrewne języki, więc trochę nas rozumieją. Natomiast w Niemczech dobieramy bardziej angielski repertuar. Czasem zagramy też coś po polsku, ale wcześniej mówię o czym mniej więcej będzie ta piosenka. Publiczność słyszy melodię i może sobie to wyobrażać.

A witasz się wtedy po niemiecku?
Raczej po angielsku, ale zawsze staram się wyuczyć podstawowych słów i coś ze sceny w ichniejszym języku powiedzieć. Jest to dla nich ważne i czują się docenieni. Podobnie jak my, kiedy ktoś przyjeżdża i wszyscy się cieszą, że powiedział po polsku 'dzień dobry'.

Wiadomo, że ludzie bawią się przy każdym utworze, ale która piosenka jest taką stuprocentową gwarancją tego, iż zagranie jej zawsze przyniesie pożądany efekt – w tym wypadku rozgrzeje publikę?
To właśnie ,,Pretty love''. Ludzie reagują na tę piosenkę wręcz dziko.

Więc dlaczego jej dziś zabrakło?
No właśnie? Chyba zabrakło czasu, bo chcieliśmy zagrać trochę nowych utworów. Mamy bardzo dużo piosenek do wyboru i mieszamy sobie repertuar. Możemy sobie nimi żonglować, ale tak, żeby słuchaczom nie zbrzydły.

Czy swojego propagowania radości nauczyłaś się dzięki koncertom? A może to twoja cecha wrodzona?
Chyba wrodzona. Swoją drogą bardzo ładnie to nazwałeś. Jako dziecko zawsze byłam radosna, a później, wiadomo, życie ciosa i bywało różnie. W szkole średniej i na studiach miałam różne fazy, ale ostatnio stwierdziłam, że do tego stanu radości trzeba wrócić. Mamy go ciągle w sobie, tylko o nim zapominamy. Trzeba to pielęgnować. Cieszę się widząc uśmiechniętych ludzi i myślę, że dzięki temu świat staje się lepszy. Zmianę tę trzeba zaczynać zawsze od siebie. Także radujcie się!

Na koniec – jakiej płyty słuchałabyś lecąc na Marsa?
Hmm... to dobre pytanie. Chyba jakiejś brazylijskiej, bo ostatnio słucham soundtracków z filmów, np. ,,Wolver'' albo coś w delikatnych klimatach bossanowy. Może to nie jest oczywiste, ale tak naprawdę lubię delikatne brzmienia.

Dziękuję za tę bardzo radosną rozmowę.

Rozmowę podsumować można tylko tym, iż trzymamy kciuki za powrót Cheap Tobacco do Augustowa podczas kolejnej edycji Blues Maratonu!

Rozmawiał: Maciej Trojanowski