• 1
  • 2
  • 3
piątek, 09 styczeń 2015 09:20

Z węglem po Polsce

Napisał

Marcin i Daniel rozwożą węgiel już od siedmiu lat. Często można ich spotkać w Augustowie. Jeden z nich pochodzi z Zabrza, drugi z Rudy Śląskiej. Postanowiliśmy spytać, czy taki interes ma sens i po czym rozpoznać dobry węgiel, bo jak obaj dostawcy przyznają, konkurencja jest duża, a oszustów nie brakuje.

- Zdarzają się transporty węgla zza wschodniej granicy - mówi Marcin. - Nasz śląski, ze spłuczki, jest bardziej kaloryczny, bez kamienia, i na to trzeba zwracać uwagę. Kaloryczność to zresztą główna cecha polskiego węgla. Ten transportowany przez nas jest ponadto tańszy. Szef ma z deputatów górniczych, nie z kasy – wyjaśnia jego kolega.

Jak często wykonują takie kursy? Okazuje się, że na okrągło, bo sezon rozpoczyna się już w marcu, kwietniu. Jeden kurs może trwać dwa, trzy dni, a czasami nawet dwa, trzy tygodnie. - Dopóki wszystko nie zostanie sprzedane, nie można jechać z powrotem – słyszymy wyjaśnienie. Warto wspomnieć, że na jednym samochodzie mieści się około 20 ton węgla. Zwykle dołącza się do tego jeszcze przyczepę.

To chyba ciężka praca, zwłaszcza zimą? – dopytujemy. Dostajemy zgoła inną niż byśmy się spodziewali odpowiedź. - Wolimy jeździć po ludziach, niż zjeżdżać pod ziemię i kopać tam, gdzie nie ma okien ani drzwi. Szef wyznacza trasę i ruszamy w Polskę - śmieje się Daniel. - Nie jest źle, śpi się w samochodzie - dodaje Marcin, otwierając drzwi auta, by pokazać, jakie mają warunki: - Jedno łóżko na górze, nad fotelami, drugie na dole. Po rozłożeniu siedzeń można zrobić miejsce na materac. Ogrzewanie gazowe, więc tragedii nie ma. Butla jest, w razie potrzeby zjedzenia czegoś na ciepło.

Firma, w której pracują nasi rozmówcy, dysponuje według informacji Marcina dwudziestoma sześcioma autami. Każde obsługuje wyznaczony teren. Oni podróżują przede wszystkim z Warszawy do Suwałk, Augustowa. - Nikt nikomu nie wchodzi w drogę. Jeśli zadzwoni do nas klient z innego rejonu, kierujemy go do grupy, która tam jeździ - objaśnia Daniel.

Pytamy o konkurencję. - Jest duża – przyznają. - Powstało sporo składów. Kilka lat temu nie trzeba było chodzić i pytać, czy ktoś potrzebuje naszego towaru. Wystarczyło stanąć pod sklepem - wspomina Marcin. - Należy też brać pod uwagę oszustów, na co powinni uważać nabywcy. Niektórzy potrafią podszywać się pod dostawców. Wożą kamień i miał, czyli to, co z kopalni trafia na hałdy i co można kupić za grosze - ostrzega Daniel - Kradną nam też czasem wagony. Już trzynasto-, a nawet jedenastolatek potrafi otworzyć wagon jadącego pociągu, gdy ten zwalnia na zakręcie. Kradzieże to poważny problem, tym bardziej że do odpowiedzialności najczęściej pociąga się osoby, które ukradły kilka worków węgla, a nie zorganizowane grupy opłacające ochronę.

Czy w takim razie podobny interes ma jeszcze sens? Podobno tak, ale zdaniem Marcina i Daniela wszystko zmierza ku gorszemu. Choć oferowany przez nich węgiel jest na naszych terenach sprzedawany po cenie niższej niż w pozostałych rejonach Polski, trzeba liczyć się z podwyżkami, bo, jak zaznacza Marcin, sytuacja kopalni nie jest najlepsza: "Pięć ma zostać zamkniętych, jedna wykupiona. Obecnie panuje tendencja, by górnik w końcu sam zrezygnował z pracy. Wielu ludzi zostanie bez źródła zarobku. W Krakowie, gdzie w 80% palono węglem, pomimo protestów wprowadzono całkowity zakaz jego używania". Zdaniem Marcina to tylko kwestia czasu, zanim podobne ograniczenia obejmą całą Polskę.

Więcej w tej kategorii: Ślub na łonie natury »

Skomentuj

W związku ze zmianą systemu komentarzy, użytkownicy zarejestrowani przed dniem 18.04.2019r. muszą na nowo utworzyć konto na portalu, ponieważ konta użytkowników oraz komentarze ze starego systemu nie były migrowane.

DrewSot