• 1
  • 2
piątek, 20 marzec 2015 16:10

W kuźni wspomnień

Napisał

W obecnych czasach najpopularniejszy kowal to taki, który od dawna nie pracuje już w zawodzie. A jednak kiedyś mistrzów młota i kowadła, zwłaszcza na naszych terenach, było wielu. I nie chodzi tu bynajmniej o specjalistów w dziedzinie zgrabnego podkuwania końskich kopyt. Świadczy o tym chociażby zachowana do dzisiaj kuźnia pana Czesława Zyskowskiego, w której niegdyś praca szła pełną parą.

Wchodzimy na zaplecze niepozornego domku na ulicy Kwaśnej, gdzie wita nas żona nieżyjącego już pana Czesława. W tle ceglany budynek. Na nim ukryty za drzewami nieaktualny dziś napis wykonany czerwoną farbą "Zakład". Z wybitego okna wystają metalowe pręty, jakby ktoś przygotował je do przyszłej obróbki. Uchylone drewniane drzwi zapraszają do środka. Gdyby nie wygaszone palenisko i warstwa kurzu, można by powiedzieć, że czas się tutaj zatrzymał. Na jak długo?

"Wszystko zostało wybudowane w 1958 roku, kiedy przyszliśmy tu mieszkać" – słyszymy. Mąż pani Zyskowskiej urodził się w 1927 roku, w 1941 wywieziono go na Syberię. Po pięciu latach wrócił. Data wprowadzenia się do nowego miejsca pobytu to jednocześnie moment oficjalnego otwarcia kuźni. Pan Czesław aktywnie pracował w zawodzie do roku 1985. Był jedną z ostatnich w Augustowie osób, która wykonywała wtedy tę pracę. Pierwotnie zajmował się kowalstwem użytkowym, tzn. ciężkim, potem zaczął interesować się metaloplastyką, tworząc np. ramki do obrazów, ogrodzenia. Na ścianach kuźni wiszą jeszcze przykładowe projekty wykończeń ogrodzeniowych prętów czy podstawek na kwiatowe doniczki.

W prawym rogu okap i komin odprowadzający dym z paleniska, wokół używane niegdyś sprzęty, m.in. kowadło i elektryczna wiertarka, na zewnątrz piła i kilka innych mechanizmów odstawionych do lamusa. "To są maszyny, których już teraz się nie spotka. Chyba nawet nikt już ich nie produkuje" – śmieje się się nasza rozmówczyni. "Ta służyła np. do wyginania rur" – wskazuje jedną z zabytkowych konstrukcji. "Tyle lat, kto to dzisiaj pamięta? Niedaleko mieszka pan Prawdzik. Też były kowal. On mógłby coś jeszcze opowiedzieć " – zauważa. "Tak, ojciec podkuwał wszystkie konie na planie serialu 'Czarne chmury'. Ale to dawne czasy. Po co teraz o tym wspominać?" – słyszymy pod wskazanym adresem.

To prawda, wóz zaprzężony w konia dziś jest coraz rzadszym widokiem. Cech kowalski nie istnieje. Ale we właściwym dla siebie okresie był to pełnoprawny zawód, wymagający określonego doświadczenia i sprzętu. Dodajmy – zawód potrzebny i na terenach rolniczych bardzo rozpowszechniony. Po prostu naturalną koleją rzeczy ustąpił miejsca nowym czasom. Zresztą podobnie jak wiele innych profesji. Czasem warto sobie o nich przypomnieć.

Skomentuj

W związku ze zmianą systemu komentarzy, użytkownicy zarejestrowani przed dniem 18.04.2019r. muszą na nowo utworzyć konto na portalu, ponieważ konta użytkowników oraz komentarze ze starego systemu nie były migrowane.