• 1
  • 2
piątek, 27 marzec 2015 09:58

Al-Anon nadzieją dla rodzin alkoholików

Napisane przez Al - Anon

Al - Anon może pomóc i pomaga tym, którzy naprawdę pragną pomocy. Praca w grupie polega na dzieleniu się doświadczeniem, program grupy uczy lepszego poznania i zaakceptowania samych siebie, uczy jak żyć w każdym kolejnym dniu, aby uzyskać poczucie bezpieczeństwa i radość życia. Uczy, jak dać sobie radę z naszymi trudnościami, oraz jak znaleźć bardziej normalny sposób na życie.

Dłuższy czas udziału w grupie korzystnie wpływa na rozwój osobisty, wzmacnia odporność na manipulacje i uczy pozytywnego spojrzenia na siebie i innych, a także stwarza szansę naprawy wzajemnych relacji z niepijącymi członkami rodziny, przede wszystkim z dziećmi. Zmiana naszego nastawienia, zachowania może wpłynąć również na alkoholika, który zacznie szukać, tak bardzo potrzebnej mu pomocy. Daj sobie pomóc!

Zapraszamy na grupę rodziną Al-Anon „PROMYK", ul. Ks. Skorupki w budynku starej plebanii w każdy piątek o godz. 18.00. W ostatni piątek miesiąca mityng otwarty (dla wszystkich zainteresowanych).

Życie w ciągłym strachu

Podzielę się z Wami swoim życiem z przeszłości. Wyszłam za mąż bardzo wcześnie. Byłam młoda, a on bardzo mi się podobał i byłam po uszy zakochana. Nie znaliśmy się długo, ale to mi na tamten czas nie przeszkadzało. Na początku było dobrze, nawet bardzo dobrze. Gdzieś po upływie roku od naszego ślubu, zaczął w domu sporadycznie pojawiać się alkohol. Mąż z początku popijał od czasu do czasu, a później z roku na rok, coraz częściej się upijał. Pił zawsze kiedy miał okazję, a tych okazji było bardzo dużo. Dobro w małżeństwie się skończyło. Zaczęły się kłótnie, byłam poniżana przez męża fizycznie i psychicznie. Pamiętam jak pewnego dnia zadzwonił do męża telefon. Wyszedł z pokoju, słyszałam jak półgłosem coś mówi, a potem bez słowa wyszedł. Czekałam chodząc od okna do okna. Wrócił po kilku godzinach, oczywiście bardzo pijany. Nie zdążyłam dobrze otworzyć drzwi, a już dostałam
w twarz. Kiedy wszedł do domu zaczęło się okładanie mnie na wszystkie strony. Okropnie mnie pobił. Nie rozumiałam za co, do tej pory tego nie było, ręki na mnie nie podnosił. Na drugi dzień, kiedy ochłonął, przepraszał i mówił że już mnie więcej nie uderzy.

Nigdy nie dotrzymał słowa. Było coraz gorzej. Bałam się i wstydziłam powiedzieć o tym rodzinie, czy komukolwiek, chociaż rodzina i sąsiedzi wiedzieli wszystko (o czym się później dowiedziałam), a ja myślałam, że nikt o niczym nie wie. Poniżał mnie też wulgarnymi wyzwiskami. Byłam dla niego zwykłą szmatą, k...ą, znajdą, powietrzem. Doszło do tego że nie umiałam normalnie funkcjonować. Ręce mi się trzęsły, a na twarzy miałam wyryty strach, obawę i rozpacz kiedy po pracy nie wracał do domu. Dusza moja wołała o pomoc, a tej pomocy nie było, bo tak naprawdę nie wiedziałam gdzie jej szukać. Byłam przybita, nie wiedziałam co mam począć z moim życiem. Bałam się żyć z mężem i bałam się od niego odejść, bo co ja sama zrobię. Byłam w takim stanie psychicznym, że widziałam tylko czarne chmury nad sobą i niechęć do życia. Miałam już dość takiego życia. W końcu coś we mnie pękło. Coraz częściej maltretowana i poniżana przez własnego męża nie wytrzymałam. Pierwsze swoje kroki skierowałam na policję. Zgłosiłam zachowania męża, pokazałam ze wstydem sińce po pobiciu i założyłam niebieską kartę. Później za każdym razem kiedy zaczynał mnie straszyć wzywałam policję. Chyba się trochę wystraszył, bo mimo, że dalej pił na do nieprzytomności to nie wyciągał do mnie rąk. Jednak ja ze sobą nie mogłam dać rady. Byłam znerwicowana, wybuchowa nie mogłam na niczym się skupić, często bolała mnie głowa. Cały czas zadawałam pytanie – co mam zrobić i jak sobie pomóc?

Pewnego razu będąc w przychodni lekarskiej natknęłam się na ulotkę. Ulotka Al-Anon co to jest?. Przeczytałam ją uważnie. Na ulotce był podany adres dzień i godzina gdzie się odbywają spotkania. Byłam pewna obaw, ale miałam wszystkiego dosyć i postanowiłam skorzystać ze spotkania z myślą, a może jednak mi tam pomogą. Nie pomyliłam się, bo jak się okazało były tam kobiety, które również miały problemy z pijącymi mężami. Zostałam przyjęta bardzo ciepło. Tam znalazłam zrozumienie, wsparcie i pomoc.

Chodzę na te spotkania i nie opuszczam żadnego. Czuję się lepiej, zmieniłam się, zmieniłam swoje podejście do życia i do sytuacji w jakich czasami się znajduję. Mąż nadal pije, ale stara się mnie nie zaczepiać, a jak mu się to zdarzy, ja nie reaguję na jego zaczepki, wyznaczyłam mu twarde granice, które mnie chronią. Dzisiaj wiem, że on jest chory, bo alkoholizm to choroba i to śmiertelna jak się jej nie zatrzyma samemu. Wierzę w to, że chodząc na spotkania Al-Anon, nie tylko pomagam sobie, ale może pomogę również mężowi zrozumieć, że to on ma problem i powinien coś z tym zrobić jak chce żyć. W delikatny sposób daję to mężowi do zrozumienia, zostawiam również na widoku artykuły na temat tej choroby, czasami swoje notatki (te które chciałabym, żeby przeczytał), w których opisuję swoje uczucia jakie pojawiają się w chwili, kiedy mąż przychodzi pijany. Myślę, że je czyta choć się do tego nie przyznaje, a ja nie pytam.

Takim oto sposobem przerwałam gehennę mojego (tamtego) życia. Niby to takie trudne, a jednak proste jak się bardzo chce z tego wyjść.

Krysia

Zawarta w artykule wypowiedź przedstawia wyłącznie osobiste poglądy i doświadczenia autorki powyższego artykułu.

Skomentuj

W związku ze zmianą systemu komentarzy, użytkownicy zarejestrowani przed dniem 18.04.2019r. muszą na nowo utworzyć konto na portalu, ponieważ konta użytkowników oraz komentarze ze starego systemu nie były migrowane.