• 1
  • 2
  • 3
niedziela, 29 marzec 2015 10:18

Było tak jak w filmie...

Napisał

W jednym z naszych artykułów pisaliśmy o obrazie Ślesickiego "Rodzina człowiecza", obsypanym nagrodami dokumencie przedstawiającym obraz rodziny Książkowskich z gminy Płaska. Garnki, drabina, siekiera, wszystko jest. Wacława, teść na łódce, pole - komentuje poszczególne sceny zamieszkała w Augustowie pani Stanisława Książkowska-Kalisz, do której przyjechaliśmy porozmawiać o filmie, życiu i tamtych czasach.

SK: Dobrze to pamiętam, chociaż w filmie nie wystąpiłam. Do nas też przychodzili ci filmowcy, ale pracowałam wtedy w polu i nie chciałam, żeby mnie kręcili. Książkowscy mieszkali nie w jednym, ale w trzech domach niedaleko karczmy w Płaskiej. W każdym domu inna część rodziny. Ja mieszkałam dalej, za śluzą. Z Książkowskich pochodził mój mąż. Nie ma go na zdjęciu z czołówki filmu (zdjęcie publikowaliśmy przy okazji artykułu - przyp.redakcji). Ale to ta rodzina. Wszystkich poznaję: Walery, jego żona Wacława, mój teść Jan i jego żona Magdalena. I jeszcze dzieci Wacławy: Tomek, Teresa i Basia. One jeszcze żyją. Jedna córka mieszka w Płaskiej, jedna w Augustowie, a Tomek w Warszawie. Tylko, że wtedy były za małe, żeby dzisiaj coś pamiętać. A starsze pokolenie już nie żyje.

R: Pamięta Pani, jak doszło do spotkania ze Ślesickim?

SK: Tego nie pamiętam, ale teść to był bardzo "obeznany" człowiek. Teściowa oglądała dużo filmów, należała do oczytanych ludzi. Dogadali się jakoś widocznie. Za to same zdjęcia trwały kilka miesięcy. Bardzo długo.

R: Film nakręcono tak, jakby przedstawiał jeden-dwa dni.

SK: Ostatnie ujęcia powstawały już na jesieni. Każdy w okolicy o tym wiedział. Ale nikt z bohaterów nie ucierpiał finansowo. Wszyscy dostali naprawdę grube pieniądze za udział w projekcie.

R: Czy film wpłynął jakoś na przyszłe losy rodziny?

SK: Czy wpłynął? Jeśli chodzi o prestiż, Książkowscy zawsze mieli dobrą opinię. A życie toczyło się dalej zgodnie z ustalonym rytmem. O przyszłości decydowała praca i wysiłek. Brakło czasu, żeby odpoczywać. Dzieciom należało zapewnić edukację. Na filmie widać szkołę w Płaskiej. Jedyną w okolicy. W czasie zdjęć ekipa wyprawiała się też nieco dalej niż samo mieszkanie. A trochę wcześniej jest mój teść wypływający łodzią. To było kręcone na jeziorze Krzywym.

R: Kamera towarzyszy mu przez jakiś czas. Możemy przyjrzeć się zarzucaniu wędki, łowieniu ryb. Sceny w filmie nie są inscenizowane?

SK: Nie, tak wszystko wyglądało. Jan był bardzo obrotnym człowiekiem, to widać nawet, jak się ogląda. Wszystko robił. Trudnił się rybołówstwem, zakładał sieci, spławiał drewno. Tylko umarł za wcześnie. Zresztą tam każdy pracował. Ktoś musiał zajmować się gospodarstwem, "obrabiać" pole, orać, kosić. I ten koń - piękny, bo oni mieli wspaniale konie, prawdziwe smoki. W stajni zawsze stały dwa. Musiały być wytrzymałe, bo poza pracą na roli ciągnęły drewno. Zimą wywoziło się je na bindugę. A potem spławiało aż do Sosnowca.

R: W jednym z wywiadów Ślesicki przyznawał, że do swoich ulubionych dokumentów, poza "Rodziną człowieczą", zalicza jeszcze nakręcone w Wojciechu "Płyną tratwy".

SK: Ale to przecież też jest film o Książkowskich. Ta sama historia. Jeden kurs spławiania drewna trwał około dwóch tygodni. Walery tam pracował, mój mąż również, przez jakiś czas. Potem został leśnikiem. Nad wszystkim czuwał retman, który miał pod sobą pięciu, sześciu pracowników. Pracy było dosyć przez okrągły rok. Dostawało się 7000 zł, czyli nie byle jaką sumę. Z tego się żyło.

R: Spławianie drewna to raczej męskie zajęcie. A kobiety?

SK: Opieka nad dziećmi, czuwanie nad domem i gospodarstwem. Na filmie zajmuje się tym Wacława. Nalewa wodę ze studni, karmi trzodę, czyści ryby, opiekuje się małym Tomkiem. Kiedy zmarła, miał cztery lata, a ona tylko 51. Mieszkała tam aż do końca. To nawet nie jest film, tylko codzienne życie. Ważną rolę odgrywała również turystyka. Może właśnie w ten sposób doszło do spotkania ze Ślesickim. Nawet ja zawsze przyjmowałam letników.
A jest w tym filmie scena, w której moja teściowa przędła i śpiewała?

R: Tak. To zresztą chyba jedyna scena ze słowami.

SK: Pamiętam, jak ją kręcono. I chociaż wszystkie pozostałe były zapisem codzienności, tym razem o śpiew poproszono teściową specjalnie. A robiła to bardzo dobrze. Znała wiele utworów z bardzo urozmaiconego repertuaru.

R: Śpiew urozmaicający codzienność, praca, przyroda, rodzina. Pory roku, dnia. Mijające w ich rytmie lata. Zgodzi się Pani, że podobne życie uczyło określonych wartości, człowieczeństwa, wyznaczało swoisty światopogląd. Teraz już nie ma takich ludzi ani takich miejsc.

SK: To prawda, dziś i żyje, i myśli się inaczej. Ale tamten dom nadal stoi w Płaskiej. Wygląda tak samo, poza tym, że pokryto go blachą. Tylko pola sprzedano na działki. Basia w nim mieszka. Ja sama po raz drugi wyszłam za mąż i przeniosłam się do Augustowa. I myślę, że wiele z tego świata przeniknęło do młodszych pokoleń rodziny. Stosunek do ludzi, wartości, stosunek do Kościoła. Zrozumienie pewnych spraw.

R: "Rodzina człowiecza" została doceniona na całym świecie. Sens właśnie takiej egzystencji głęboko przemówił do samego reżysera. Trafił też do widzów. Zazwyczaj, kiedy oglądamy film, czynimy to, żeby oderwać się od prozy codziennej egzystencji. W przypadku "Rodziny człowieczej" to rzeczywistość zadecydowała o jego wartości.

SK: Było tak jak w filmie...

Skomentuj

W związku ze zmianą systemu komentarzy, użytkownicy zarejestrowani przed dniem 18.04.2019r. muszą na nowo utworzyć konto na portalu, ponieważ konta użytkowników oraz komentarze ze starego systemu nie były migrowane.

DrewSot