• 1
  • 2
  • 3
wtorek, 14 kwiecień 2015 20:16

Co drażni mieszkańców Augustowa?

Napisał

Czy augustowianie są wolni od mało przyjemnego uczucia, że coś ich denerwuje i drażni w ich mieście? Postanowiliśmy dowiedzieć się od nich samych. Oto co nam powiedzieli:

Pan Antoni podchodzi do nas z prośbą o kupienie zupy. Co go drażni? – Bezrobocie ‒ odpowiada bez zastanowienia. ‒ A dokładniej forma zatrudnienia. Robiłem na czarno i połamałem się po tygodniu ‒ dodaje, stukając palcem w ukryty pod koszulą gipsowy pancerz. – Teraz nie będzie odszkodowania ani niczego. Wiele firm zatrudnia ludzi na czarno. Dlaczego nikt tym się nie zainteresuje? Był nawet taki okres, kiedy z urzędu pracy brali na staż. Nic ich nie obchodziło, żadne opłaty. I jeszcze był przykaz, żeby zarobkiem dzielić się na pół - 960 zł. Dlaczego ci, którzy zatrudniają, nie robią tego legalnie? Żeby rok przepracować i mieć chociaż ten zasiłek?

– Co mnie drażni? ‒ zastanawia się pan Tadeusz. ‒ Moja była żona. A poza tym mam wrażenie, że czegoś w tym mieście brakuje. Żadnej organizacji. Nie dla mnie już knajpy czy dyskoteki, ale kiedy chcę się rozerwać, to po prostu biorę rower i jeżdżę. I nie mam za dużego wyboru. Nie myślałem nad tym, co by można zmienić, ale mieszkałem już w większych miastach, gdzie życie jakoś toczy się na co dzień. Tutaj panuje pustka i marazm. Dlaczego?

Bardziej konkretnie podchodzi do tej sprawy Kaśka. ‒ Małomiasteczkowość, każdy każdym się interesuje. A tak na poważnie, nie ma gdzie wyjść. Nie istnieje coś w rodzaju parku dla rodzin. Poza sezonem to martwe miasto ‒ mówi. ‒ W mojej wyobraźni widzę dużą przestrzeń z możliwością rozrywki dla młodzieży, dzieci. Tu chętnie przyjeżdżano by po sezonie. Augustów nie jest brzydki. Ale wieczorem można pójść najwyżej do domu. ‒ Póki co jeździ z synem rowerem.

– Parkujące samochody – stwierdza Patrycja. – I parkomaty ‒ doprecyzowuje Justyna. ‒ Nawet jak chcę stanąć na 15 minut, to i tak muszę płacić. – A czego brakuje bądź jest za wiele? – Zbyt duża liczba policji na ulicach i skrzyżowaniach jak na takie małe miasto. Ostatnio prawie na każdym przejściu ich widać. Jadę do sklepu na zakupy i mijam cztery radiowozy – ocenia poważnie ich towarzysz. – I patrole dookoła parku. Koleżanka zagapiła się i nie włączyła świateł, po stu metrach miała już mandat, chociaż oczywiście naprawiła niedopatrzenie. Choroby jakiejś można się nabawić. A poza tym jest ok – dodają.

Zbyt szybko jadące samochody i policja denerwują też Ulę i Agnieszkę. – Stoją za długo tam, gdzie nic się nie dzieje, za to nie ma ich tam, gdzie są potrzebni – oceniają. – Tyle że na to chyba nic nie można poradzić – kończą z rezygnacją.

– Ludzie, którzy nie umieją parkować – stwierdza zdecydowanie inna mieszkanka Augustowa, wskazując znacząco na stojący nieruchomo na środku jezdni samochód. – I niekulturalni kierowcy.

Stojącej obok parkomatu grupy chłopaków nie denerwuje ani sam automat, ani policja, ani nic innego. – Dobrze jest – mówią.– Tylko czasem te gołębie. Siada sobie człowiek na ławce a tu podlatuje taki, i... wiadomo, co robi.

Pan Edmund, emeryt, też ma konkretne zdanie – Najbardziej mnie drażni to, że na jeziorze Necko odbywają się zawody łodzi wytrzymałościowych. Piętnaście łodzi pływa cały dzień na takim małym akwenie. Ile one spalają benzyny? A to wszystko idzie do wody. Ktoś zrobi sobie reklamę, a na brzegu trudno jest wytrzymać – wyłuszcza. – Proszę napisać o tym w widocznym miejscu. To bardzo ważne – podkreśla jeszcze kilkakrotnie jego żona.

– Nic mnie nie drażni. Zupełnie. Trochę wieje, ale to szczegół. A innych drażni? Naprawdę? A niech pan powie co? Przepraszam, że teraz ja zadam pytanie – wypytuje Robert. – Parkomaty, policja, bezrobocie – słyszy skrupulatną wyliczankę. – A mnie nic nie drażni – powtarza nasz rozmówca. – Wszystko mi pasuje. Parkomaty muszą być, bo inaczej wszystko byłoby tu zajęte.

– Co najbardziej mnie drażni? Burmistrz – wyjaśnia klarownie i ze stoickim spokojem bezrobotny Edward. – Jest niekompetentny. Taka prawda – rozkłada ręce. Sam chętnie zobaczyłby nowe elewacje na budynkach, zadbane i odnowione miasto. Nie widzi powodu do narzekania na bezrobocie, bo niby skąd miałyby wziąć się miejsca pracy.

– Reklamy bez składu i sensu. Napchane wszędzie, gdzie się da. To mi przeszkadza – stwierdza po namyśle Joanna. – Śmieci w lesie, na plaży, no i oczywiście w mieście. Kuleją sprawy organizacyjne i związane ze zwykłą ludzką kulturą. Przydałby się pub dla ludzi koło czterdziestki. Przydałyby się jakieś eventy, jak w normalnych miastach. - Brakuje ciszy nad jeziorami – uzupełnia jej mama. – Nawet w latach prężnego rozwoju turystyki taka cisza była. Podobnie jak ludzie, którzy umieli ją docenić. Także przyjezdni – obie podsumowują, że podstawowym problemem miasta jest brak profesjonalizmu, energii i wyobraźni. Dzieje się za mało, albo w zły sposób. Słowem – bez polotu.

Skomentuj

W związku ze zmianą systemu komentarzy, użytkownicy zarejestrowani przed dniem 18.04.2019r. muszą na nowo utworzyć konto na portalu, ponieważ konta użytkowników oraz komentarze ze starego systemu nie były migrowane.

DrewSot