• 1
  • 2
niedziela, 17 maj 2015 21:06

„Jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma”

Napisał

Są w Polsce miejsca, które dosyć jednoznacznie kojarzą się z określonym rodzajem muzyki. Klasycznym przykładem są Bieszczady identyfikowane z poezją śpiewaną lub inaczej z plecakiem i gitarą. A co z naszym regionem? Dyskusja wywołana za sprawą inicjatorów zorganizowania w Augustowie festiwalu disco polo skłoniła nas do przepytania przypadkowo spotkanych osób na okoliczność tego, co sądzą o samej muzyce oraz czy promowanie za jej pomocą miasta jest dobrym pomysłem.

‒ Bardzo dobra muzyka, promowana i lubiana, taka, którą na pewno wybralibyśmy w opozycji do każdej innej. Dlaczego wszyscy na weselach bawią się tylko przy niej? Bo jest taneczna, najlepiej wpada w ucho. Pracuję w branży hotelarskiej i wesela bez disco polo sobie nie wyobrażam. Zresztą, może nie sam Augustów, ale Podlasie słynie z tej muzyki ‒ nie ma wątpliwości Ania

Marcin i Kasia festiwal disco polo uważają za bardzo dobrą koncepcję. ‒ Amfiteatr przecież jest, tylko że pusty. W końcu od dwóch lat Augustów należy do emerytów i rencistów. A młodzież chóru kościelnego raczej słuchać nie będzie ‒ zauważają trzeźwo.

‒ Lubię disco polo, jak się bardziej napiję. Jest popularne. Ale żeby promować nim Augustów, to nie bardzo moim zdaniem. Widziałabym poważniejsze zespoły ‒ stwierdza Klaudia. Najchętniej posłuchałaby w Augustowie muzyki elektronicznej czy house. Chociaż na disco polo też by przyszła.

Martyna jest zdecydowanie za, bo to najpopularniejszy nurt muzyczny w regionie. – Na koncertach byłoby znacznie więcej ludzi, niż na innych ‒ uważa. ‒ Z wielu miejsc w Polsce.

‒ Mam swoje ulubione zespoły disco polo i niektóre rzeczy wpadają rzeczywiście ucho. W Augustowie ostatnio zdarzają się dwa, trzy koncerty w sezonie. Podoba mi się pomysł festiwalu. Rocka nie słucham, a wykonawcy pop to jednak konkretne pieniądze, dla bogatszych miast. Wybrałabym disco polo, choćby po to, żeby przejść się z mężem na koncert. Ale zależy, kto by wystąpił, i jak wyglądałaby organizacja. Na pewno przyjechaliby ludzie z innych regionów. Coś by się działo ‒ mówi Agnieszka.

Nasi kolejni dwaj rozmówcy nie są z Augustowa, ale disco polo ich nie przekonuje. ‒ Ja bym raczej zastanowił się nad czymś innym ‒ bardzo znacząco uśmiecha się jeden z nich. ‒ Oczywiście, ten typ rozrywki na pewno ma zwolenników ‒ dodaje jego towarzysz. Za muzykę najbardziej pasującą do miasta, której chętnie by w nim posłuchał jako osoba przyjezdna, uważa szanty.

‒ Kiedyś patrząc na amfiteatr zastanawiałam się, dlaczego nie można zorganizować np. festiwalu typu "Augustowskie noce". Bajm, Sylwia Grzeszczak, De Mono, Piasek, Kayah, to, co w innych miastach jest na topie ‒ zauważa Agnieszka. – Mój syn jeździ na szanty do Serw. Podobno jest masa ludzi. Zresztą u nas też idealnie pasują, klimatem i atmosferą, zwłaszcza na lato ‒ wtrąca z entuzjazmem Małgorzata. Obie chętnie słuchają disco-polo, ale nie widzą go w roli muzyki wyróżniającej region. Raczej jako element, impreza towarzysząca innym eventom. ‒ Nie obrażając fanów, jak na główną atrakcję w mieście-zdroju, nie ma w tym nic wyjątkowego, zaniżałaby raczej poziom ‒ oceniają zgodnie.

‒ Disco-polo? Szczerze mówiąc to bym polemizował ‒ reaguje niepewnie zaskoczony pytaniem o opinię człowiek, który podszedł do nas, żeby poprosić o parę złotych.‒ Wiem, jak wyglądam, ale prywatnie słucham muzyki poważniej i arabskiej. Ja wiem, że Augustów jest małym miastem, ale disco-polo to w gruncie rzeczy jednak "wiocha" ‒ przekonuje, choć jego znajomi bezdyskusyjnie deklarują dozgonną sympatię do tematu sondy.

Monika i Julia jako przedstawicielki młodego pokolenia nie uważają, że disco-polo jest ich muzyką, choć na koncert by przyszły. Ich zdaniem koncerty powinny być zróżnicowane, bo każdy ma swoje gusta, osobiście ucieszyłyby się z występu Lemona.

‒ Znam się trochę na muzyce, wiem co mówię, gram też na weselach i uważam, że w mieście, w którym nic się nie dzieje, to by była dobra odmiana ‒ stwierdza Karol. ‒ Właśnie – śmieje się Sylwia. ‒ Myślę, że będzie fajnie, bo to muzyka dla każdego, do tańca i do popijawy, każdy umie ją zanucić i na pewno rozrusza miasto. Ale coś jest w tym, że impreza może przerodzić się w niezbyt kulturalny event. Na pewno będzie dużo chamstwa. Ale kto nie ryzykuje, ten nie ma.

Oboje nawet z ciekawości wybraliby się na koncert, chociaż gdyby mieli wybrać spośród różnych typów muzyki, z pewnością nie disco-polo przyznaliby palmę pierwszeństwa. Na zakończenie podsumowują chórem z figlarnym błyskiem w oczach: ‒ Jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma.

Skomentuj

W związku ze zmianą systemu komentarzy, użytkownicy zarejestrowani przed dniem 18.04.2019r. muszą na nowo utworzyć konto na portalu, ponieważ konta użytkowników oraz komentarze ze starego systemu nie były migrowane.