• 1
  • 2
  • 3
piątek, 17 lipiec 2015 09:38

Słoneczny patrol

Napisał

Sezon letni w pełni, co oznacza, że augustowskie plaże jeszcze przez kilka tygodni nie powinny świecić pustkami. Wypoczywający nad naszymi akwenami bacznie obserwowani są przez lokalne ekipy ratowników dbające o ich bezpieczeństwo. Postanowiliśmy porozmawiać z ratowniczkami rezydującymi na plaży obok amfiteatru: Kasią, Anną Marią, Alicją i Anią.

Czy wasza obecność na plaży coś zmienia w zachowaniu ludzi?

Anna Maria: Przeważnie, kiedy jesteśmy, ludzie są bardziej uważni. Zaważyłyśmy, że mają trochę większy respekt do wody. Nie wskakują bez zachowania ostrożności.

Zawsze jesteście w takim składzie, czy pracują też z wami mężczyźni?

Ania: Tak w ogóle, mamy mężczyzn. Ale dzisiaj tylko kobiety.

Ilu ratowników jest teraz w Augustowie?

Alicja: Powiem tak, w tej chwili coraz mniej. Trzeba przejść odpowiednie kursy, a nie każdego na to stać. W przypadku niektórych chętnych trzeba przepracować cały lipiec, żeby zdobyć finanse.

Cztery zgrabne, wykwalifikowane ratowniczki na plaży z pewnością skłaniają przedstawicieli płci przeciwnej do podtopień z podtekstem. Trafiają się takie przypadki?

Ania: To często się zdarza. Ostatnio jeden z użytkowników plaży pomimo wyraźnego zakazu pytał nas nawet, czy może skoczyć na główkę. Pozwoliłyśmy mu skoczyć na nogi, a on i tak zrobił salto. Został upomniany. Można powiedzieć, że jesteśmy kryte, bo każdą interwencje wpisujemy do dziennika pracy. Pomimo fantazji i motywów faktem pozostaje możliwość uszczerbku na zdrowiu.

Ale nie chodzi tylko o złamane serce?

Ania: Serce czasem też, ale raczej o złamany kark. Zdarzają się osoby pijane, zwłaszcza po imprezach, kiedy jedna drugą wrzuca do wody nawet na niewielkiej głębokości. Osoba taka łatwo morze uderzyć o dno.

Wracając do twórczej akrobacji ‒ macie chociaż jakiegoś faworyta?

Kasia: Całkiem niedawno jeden z przybyłych wykonał w powietrzu imponujący obrót. Był też np. chłopak, który zaczął trenować akrobatykę i postanowił wykorzystać to podczas skoków do wody. Patrzymy na te salta, półobroty i gwiżdżemy na niego. Nie reagował w ogóle, więc podchodzimy, a on od razu: ‒ Wiem, wiem, ale dziewczynie chciałem zaimponować. To, co wyskakałem, to moje.

Kto częściej się naraża? Turyści czy mieszkańcy?

Alicja: Muszę powiedzieć, że ci pierwsi. Augustowianie na ogół zachowują się tak, jak powinni. A turystów w tym roku jest naprawdę sporo. Z Warszawy, Krakowa, z Białegostoku. Część z nich już kolejny rok z rzędu. Niektórzy z nich potrafią normalnie porozmawiać, zapytać, ale też narozrabiać.

Co motywuje do zostania ratownikiem?

Alicja: Myślę, że przede wszystkim pasja. Nie bez znaczenia jest kondycja fizyczna. No i trzeba lubić pływać. Każdy z nas ma satysfakcję, kiedy komuś uda się pomóc. To podbudowuje nawet siebie samego.

Zdarzyły się jakieś poważne wypadki?

Kasia: Kilka lat temu chłopak z kolonii skoczył na główkę. Wszyscy wyjeżdżają, a jego nie ma. Za jakiś czas wypłynął. Okazało się, że trafił w metalowy pręt pod wodą. Kolega go reanimował, ale bez rezultatu.

Jak wygląda interwencja np. w przypadku podtopienia?

Alicja: Flaga natychmiast ściągana jest w dół, ludzie opuszczają cały akwen. Biegniemy, wyciągamy zagrożoną osobę z wody. Pierwsza rzecz to sprawdzenie przytomności i obowiązkowe pięć oddechów. Jeśli ktoś tylko się zachłysnął, proponujemy mu możliwość zadzwonienia po karetkę. Jeśli zachodzi taka potrzeba, wzywamy ją osobiście.

A zdarzyło się już, że ktoś podziękował?

Anna: Kiedy pracowałam na innej plaży, miałam do czynienia z pewną mamą, która uważała, że ratownik jest od wszystkiego, nawet od pilnowania jej dzieci. W pewnej chwili dziecko straciło grunt pod nogami, orientację i całe znalazło się pod wodą. Kiedy je wyłowiłam, mama podziękowała i przeprosiła. To było miłe, ale poprosiłam, żeby jednak sama bardziej uważała.

Cztery osoby na całą plażę. To trochę mało.

Alicja: Przydałaby się choćby piąta. Każda z nas obserwuje inny kwadrat molo. Dużą uwagę trzeba zwracać na dzieci. Teraz jest mało osób, ale na przykład w weekend patrzymy, czy któraś z główek nie zniknie pod wodą.

Ania: Ostatnio pewien starszy człowiek zimnym wieczorem wszedł do jeziora, chociaż najpierw powinien się ochlapać. Obserwowałyśmy go cały czas, czy nie zdarzy się jakiś szok termiczny albo zawał serca. Ale przecież nie mogłyśmy skupiać się tylko na nim. Trzeba tutaj mieć oczy dookoła głowy.

Alicja: Weekendy są najgorsze. Upominanie przed wnoszeniem alkoholu nie należy w zasadzie do naszych obowiązków, ale z efektami nadmiernego picia musimy czasem sobie radzić. W pewien upalny lipcowy weekend bardzo brakowało nam policji. Potrzebowaliśmy interwencji, że tak powiem, od tzw. wyższych władz. Podczas dyżuru koleżanki pewien chłopak, już wyraźnie nietrzeźwy, jeszcze sobie "dopijał" na plaży. Potem "spalony" wskoczył do wody i nastąpiła blokada. Najtrudniej upomnieć osoby w wieku 25- 30 lat.

Ale chyba nie wszystkich?

Alicja: Oczywiście, że nie. Bywa bardzo przyjemnie.

No właśnie. Przecież o to chodzi na plaży. Dziękujemy za rozmowę.

Skomentuj

W związku ze zmianą systemu komentarzy, użytkownicy zarejestrowani przed dniem 18.04.2019r. muszą na nowo utworzyć konto na portalu, ponieważ konta użytkowników oraz komentarze ze starego systemu nie były migrowane.

DrewSot