• 1
  • 2
  • 3
środa, 29 lipiec 2015 18:31

To zostaje na zawsze

Napisał

O tym, że augustowskie harcerstwo powoli budzi się do życia, opowiadał nam komendant miejscowego hufca, Patryk Palczewski. Na temat tego, jak ono wygląda, oraz o wspomnieniach, wyjazdach i spojrzeniu na życie z punktu widzenia harcerza rozmawialiśmy zaś ze starszymi i młodszymi członkami ZHP z naszego miasta: Weroniką, Natalią, Julią, Piotrkiem i Danielem.

Mówi się, że klimat dawnego harcerstwa odszedł już w zapomnienie.

Weronika: Może nie jest tak jak kiedyś, co nie znaczy, że dzisiaj nie warto być harcerzem.

Lato spędzacie zatem po harcersku?

Weronika: W te wakacje akurat nie robimy nic szczególnego. Do zorganizowania biwaku brakuje kadry. Najmłodsi mają za to za sobą rajd "Stokrotka". Może coś opowiedzą?

Daniel: Fajnie było. Do przejścia mieliśmy 25 km. Jedna osoba zaginęła i trzeba było iść dodatkowe pięć. Tylko żadnych specjalnych zadań nam nie przygotowano.

Julia: Mieliśmy nawet żarówkę w namiocie, a to nowość, bo zazwyczaj jej nie ma.

Zdobywacie jakieś sprawności?

Weronika: Oczywiście. Na przykład sprawność fotografa, śpiewaka czy bardzo popularną kuchcika. Dziewczyny opanowały ostatnio rolę mistrza igiełki. Na najniższym poziomie, jednogwiazdkowym, polega to na przyszyciu guzików.

Natalia: Ja uszyłam spódnicę.

Piotrek: A my czekamy na test z pierwszej pomocy. Mój tata prowadził zajęcia z fantomem. Dziewczyny pokazywały, jak wykorzystać apteczkę. Ciekawa sprawa.

Coś się zmieniło od czasu, kiedy wstępowałyście do najmłodszej drużyny?

Weronika: Kiedy mnie "wprowadzano", większość zajęć odbywała się w szkole lub w bursie. Wtedy w drużynie pojawiało się jeszcze niewiele osób. Dzisiaj, choć tego może nie widać, cały czas dochodzi ktoś nowy. Istnieją już trzy zastępy. Organizujemy gry, zabawy, ogniska, świeczkowiska.

Kiedyś na porządku dziennym były apele, stawiano totemy, wystawiano warty, organizowano podchody. A teraz?

Weronika: Na biwakach zawsze trzymamy dyscyplinę. Przed obiadem często robimy musztrę i idziemy po posiłek razem. Rano wstaje woźny i prowadzi zaprawę. Czasem organizujemy alarmową zbiórkę w nocy i dajemy kilka minut na założenie mundurów. Mamy taką obrzędowość w drużynie, że przed posiłkiem i po nim zawsze śpiewamy.

Natalia: Pamiętam pewną historię z podejściem pod obóz. Spałyśmy już, kiedy jeden z chłopaków wpadł do namiotu i krzyknął: "porwali Justynę!". Przychodzimy na miejsce i okazuje się, że ktoś przywiązał nam ją do drzewa (śmiech).

Julia: Kiedyś na zimowisku w Gdańsku miałyśmy podchody w pobliskiej miejscowości i zgubiłyśmy drogę, bo nikt nie zauważył narysowanej strzałki. Na chwilę tylko weszłyśmy do napotkanej pizzerii. Gdy zobaczyłam osoby z kadry, które nam wszystko zorganizowały, kierujące się do środka lokalu, było już za późno. Pracownica pizzerii nie wiedziała, co się dzieje. Od razu padła komenda: "baczność, zbiórka!". Za karę musiałyśmy zrobić serię pompek, spakować się w pięć minut i biec z plecakami, a potem sprzątać z całym tym obciążeniem na plecach.

Natalia: I jeść tę zimną pizzę na zakończenie. Teraz to bardzo fajne wspomnienie.

A jak w ogóle wygląda kwestia wyjazdów?

Weronika: Najczęściej zdarzają się rajdy. W Gruszkach odbył się ostatnio jeden, "Powitanie". Z grupą z Białegostoku wybraliśmy się do Sokółki. Dwie starsze koleżanki uczestniczyły w wyjeździe na Monte Cassino. Podobno świetny klimat i mega przeżycie No i był jeszcze pięciodniowy szkoleniowy wypad do Gdańska. Jeździmy też do starej bazy w Suchej Rzeczce.

Julia: Ciekawie wypadł wspólny biwak z kilkoma osobami z gdańskiej grupy rekonstrukcyjnej. Najpierw parę dni pod Gdańskiem w miejscu z kuchnią i prysznicem, a zaraz potem warunki spartańskie. I cała ta długa trasa powrotna pociągiem z całonocnym śpiewaniem. Szkolenie szkoleniem, a tak naprawdę więcej było zwiedzania i innych zajęć. Pamiętam wojskową grę w nocy na torach. Trzeba było przedostać się na ich drugą stronę, unikając światła latarek.

Natalia: Odwiedziłyśmy też Muzeum Marynarki Wojennej. Uczono nas obsługiwać stare wojskowe telefony, takie ze skrzynkami. Należało podłączyć kable. Jeszcze przed świtem odbyły się zawody, komu pierwszemu uda się z nich dodzwonić.

Pytanie do najmłodszych: co Wam najbardziej podoba się w harcerstwie?

Piotrek: "Stokrotka", biwaki, gry. Jak chodziliśmy około 30 kilometrów. I zbiórki

Daniel: Wszystko było fajne.

Piotrek: A mi podobała się gra terenowa o szpiegach.

Julia: Kuba z piątej klasy przed toaletami zastawił pułapkę i zakrył liśćmi. On w ogóle uwielbia takie żarty. I lubi klimat historyczny – robi różne rodzaje broni z patyków, zawsze chodzi w moro.

Gdzie można zobaczyć augustowskich harcerzy?

Weronika: Bierzemy udział w "Akcji Znicz". Z okazji Biegu Tropem Wilczym zbieraliśmy pieniądze na polską szkołę na Ukrainie, stoimy zawsze przy pamiątkowym grobie na cmentarzu, działamy przy domu kultury, pomagamy w ogniskach dla dzieci. Byliśmy też w schronisku.

Jak działa na Was samo harcerstwo? Wpływa na stosunek do życia?

Weronika: Mama zawsze powtarza, że mnie wychowało, bo byłam wrednym dzieckiem, obrażalskim. Uczy też dyscypliny.

Natalia: A także odwagi i dorosłości. Podchodzenia do poważnych spraw. Tego, żeby dzielić się z ludźmi tym, co się ma. Odpowiedzialności.

O podobnych kwestiach wspominał w wywiadzie z nami pan Patryk Palczewski, komendant hufca.

Natalia: Bo tak jest. Wystarczy prosty przykład – zdarzają się zadania polegające na wyjściu w miasto i zadaniu napotkanym osobom paru pytań, podarowaniu im czegoś.

Można więc powiedzieć, że otwieracie się na świat.

Weronika: Tak. I uczymy się w nim samodzielnie żyć. Organizując biwak czy wycieczkę, musimy obdzwonić szkoły. Trzeba też załatwić ubezpieczenie, zakupy. Musimy też utrzymać dobry kontakt z rodzicami dzieciaków z drużyny, bo przeważnie mają dużo pytań. Kiedy tak się zastanawiam, myślę, że harcerstwo w ogóle nie ma minusów.

Kiedyś mówiło się, że harcerzem zostaje się na całe życie.

Julia: O tak, my na pewno nie zapomnimy, jak nałożyć kompletny mundur w ciągu 3 minut i 30 sekund. Ostatnio mieliśmy tylko 30 sekund, w biegu, bardzo szybko, bo gdyby skuwka nie była założona czy guziki źle zapięte, już byłyby oderwane (śmiech). A tak na poważnie, to zostaje w tobie na zawsze. To, że byłeś w tym harcerstwie, że przeżyłeś te wszystkie przygody. I kiedy idziesz potem przez miasto i widzisz kogoś ubranego w mundur, to czujesz sentyment. Nie znasz tych ludzi, ale masz ochotę powiedzieć do nich "czuwaj!". Nigdzie nie przeżyje się czegoś takiego jak w harcerstwie. Drużyna jest trochę jak rodzina. Bardzo fajnie, że młode osoby nadal chcą w nim działać.

Czyli ogólnie zachęcacie do harcerstwa?

Weronika: Jak najbardziej. Niektórzy mówią czasem, że to wstyd, że trzeba robić to, co ktoś każe ‒ jakieś pompki czy podobne rzeczy. Każdemu z nas towarzyszyło pewnie kiedyś uczucie, że może to głupio wyjść na ulicę w mundurze, ale teraz myślę sobie "i co z tego?". Ja to lubię.

Spotykacie się na ogół z pozytywnym przyjęciem?

Julia: Raczej tak. Właśnie przed chwilą minęła nas osoba i zawołała do nas: "czuwaj!". A nawet nie wiemy, kto to.

Więcej w tej kategorii: « Tak też można Augustowskie posesje »

Skomentuj

W związku ze zmianą systemu komentarzy, użytkownicy zarejestrowani przed dniem 18.04.2019r. muszą na nowo utworzyć konto na portalu, ponieważ konta użytkowników oraz komentarze ze starego systemu nie były migrowane.

DrewSot