• 1
  • 2
wtorek, 11 sierpień 2015 17:19

Stopem na Kazbek

Napisała
Na szczycie Triglavu - najwyższego szczytu Słowenii i Alp Julijskich Na szczycie Triglavu - najwyższego szczytu Słowenii i Alp Julijskich

"Przygoda, napotkani ludzie i klimat miejsc jest tym, co nas napędza" – piszą na swoim blogu cebulane.pl Patryk Andrzejewicz z Augustowa i Kamil Wróblewski z Białegostoku, młodzi pasjonaci niskobudżetowych podróży i turystyki górskiej. A że chęć przebywania w drodze, mimo nie zawsze łatwych warunków, ich nie opuszcza, szykują się na kolejną wyprawę. Zamierzają dotrzeć autostopem do Gruzji i zdobyć najtrudniejszy technicznie szczyt Kaukazu – Kazbek (5033 m n.p.m).

O projekcie, z którym startują 17 sierpnia, rozmawiamy z jednym z dwójki obieżyświatów, Patrykiem.

To nie pierwsza Wasza dłuższa wyprawa. Zaliczyliście już Islandię, góry Atlas, Alpy, norweskie fiordy, Maroko, Słowenię czy Włochy.

W okresie wakacyjnym zawsze planujemy jakąś większą podróż. Tym razem padło na Gruzję. Już tam kiedyś byłem. Teraz jadę z Kamilem. Nastawiamy się głównie na wspinaczkę. O Kazbeku słyszeliśmy wielokrotnie, że to fajny szczyt do zdobycia, dosyć wymagający, ale w zasięgu możliwości. Pomyśleliśmy, że nieźle byłoby tam wejść. Dzieli nas wprawdzie od niego ok. 5 tys. km (chcemy jechać przez Słowację, Węgry, Rumunię, Bułgarię, Turcję), ale autostopem to dla nas żaden problem.

Zwłaszcza że jesteście już pod tym względem doświadczeni. Skąd taki sposób podróżowania? Nie wiąże się chyba jedynie z próbą dotarcia do celu minimalnym kosztem?

To jest zupełnie inna płaszczyzna odczuwania. Tego nie da się opisać i z czymkolwiek porównać, bo podróżując na stopa inaczej się wszystko przeżywa. Tu walczysz o rzeczy typu gdzie się umyć, jak przygotować posiłek, gdzie zjeść lub przenocować, żeby za dużo nie wydać. Takie przyziemne, podstawowe sprawy tak angażują, że człowiek zaczyna inaczej odczuwać otoczenie.

W dodatku autostopem można dotrzeć praktycznie wszędzie, choć w niektórych miejscach jest trudniej. Według moich doświadczeń w Polsce to magia – nigdy nie czekałem na transport więcej niż godzinę. Na Bałkanach jest super, na wschodzie Europy podobnie. We Włoszech da radę, jednak nie jest już tak łatwo. W Hiszpanii mieliśmy dość. Wracając z Maroka chcieliśmy dostać się do Barcelony, lecz 400 km przed celem musieliśmy się poddać i wziąć autobus, bo w przeciwnym razie nie zdążylibyśmy na samolot. Po powrocie dowiedzieliśmy się, że autostop jest tam formalnie zabroniony. Pewnie stąd te trudności.

Jak reagują na Was ludzie, gdy łapiecie stopa?

Reakcji jest szerokie spektrum. Od pokazywania środkowych palców poprzez pukanie się w głowę po znaki oznaczające "jestem stąd, nie podwiozę was daleko". Najlepsze są reakcje typu "nie widzę was" albo "coś mi upadło". Jednakże z moich doświadczeń wynika, że jeżeli ktoś się zatrzymuje i bierze cię do samochodu, to na 90% jest to ciekawa osoba, która ma coś do powiedzenia, jakąś historię do przekazania.

Rzadko zdarza się więc jazda w milczeniu?

Jedyne, co możemy dać kierowcy, to ciekawie spędzony czas na miłej rozmowie. Staramy się zatem rozmawiać. Nawet jak jesteśmy zmęczeni czy senni.

Wracając do planowanej podróży. Wszystko już dopięte?

Czekamy na ostatnie przesyłki, uzupełnienie asortymentu. Przygotowujemy się też merytorycznie, żeby wiedzieć, gdzie i co można zobaczyć, skąd wyruszać. Bilet powrotny, bo wracamy samolotem, kupiliśmy już jakieś dwa miesiące temu. Warto nadmienić, że to nasza pierwsza wyprawa inaczej wyglądająca od strony formalnej. Pomyśleliśmy o patronatach medialnych, mamy oferty partnerskie. A zaczęło się od tego, że wygraliśmy na naszej uczelni, Politechnice Warszawskiej, konkurs na wyjazd ekstremalny. Nasza prezentacja jako jedna z trzech otrzymała najwyższe dofinansowanie. Postanowiliśmy z tego skorzystać.

A co ze wspinaczką? Jesteście przygotowani?

Jeśli chodzi o przygotowanie kondycyjne, to na pewno. Mamy też podstawowe doświadczenie w tym zakresie. Największy problem będą stanowiły szczeliny na lodowcu Gergeti. Ale przygotowujemy się do tego, żeby wejście poszło sprawnie, z asekuracją. I z głową. Nie będziemy robić nic na wariata. Czas podejścia szacuje się na około trzy dni. My dajemy sobie nawet do tygodnia. Chcemy to zrobić na spokojnie, z aklimatyzacją, z oczekiwaniami na okna pogodowe.

Co, jeśli pogoda spłata Wam figla?

Wtedy mówi się trudno (śmiech). Chociaż znając nas, będziemy po prostu czekali, aż wejście na szczyt stanie się możliwe. Jesteśmy ludźmi ambitnymi. Jak coś sobie postanowimy, staramy się to zrealizować. Jeśli jednak naprawdę nie będzie warunków, nie zamierzamy ryzykować życiem ani narażać się na niebezpieczne sytuacje.

W podróże, jak piszecie na blogu, staracie się zabierać niezbędne minimum. Na taką wyprawę potrzeba jednak pewnie sporo rzeczy?

Pakowanie mamy dopracowane. W czekającą nas miesięczną podróż z dużą ilością gór w tle bierzemy 55-litrowe plecaki. Staramy się stosować ideę fast&light, czyli jak najmniej jak najbardziej funkcyjnych rzeczy ograniczających ciężar i umożliwiających w miarę szybkie poruszanie się. Musi być lekko i jakościowo dobrze. Choć podróżujemy nisko budżetowo, w swój sprzęt inwestujemy. Myślę, że jeszcze dwie wyprawy i będziemy mogli powiedzieć, że jesteśmy w miarę dobrze "uzbrojeni".

Oprócz podejścia na Kazbek, na które przeznaczacie kilka dni, co jeszcze Was czeka? Czy wyruszacie w drogę bez konkretnego planu?

Autostop pisze wiele scenariuszy. Przeważnie staramy się więc nie wchodzić w jakieś ramy typu "musimy koniecznie zobaczyć to i to, bo bez tego wyjazd nie będzie miał sensu". Niemniej mamy kilka punktów, o które chcielibyśmy zahaczyć. W Rumunii chcemy postopować na Trasie Transfogaraskiej. To droga przecinająca najwyższe pasmo rumuńskich Karpat, osiąga ponad 2 tys. m n.p.m. Mamy też motywację, żeby zagłębić się w kraj, odbić od tranzytowych tras, poznać Rumunię od strony kulturowej, poczuć ją. Słyszałem sporo dobrych opinii na temat stopowania tam, więc pewnie się uda. Musimy też koniecznie wjechać do Stambułu, najludniejszego miasta Europy. To będzie ciekawe doświadczenie. Z założenia traktujemy Turcję tak trochę tranzytowo, żeby jak najszybciej dotrzeć do Gruzji. Ale coś czuję, że może nas przetrzymać, oczywiście w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Potem uderzamy od razu na Swanetie w zachodniej części Kaukazu, krainę znaną z pięknych widoków i świetnych warunków do trekkingów. Chcemy tam zrobić rozdreptanie. Dalej kierujemy się do Kazbegi, skąd rozpoczniemy podejście na Kazbek. Jeżeli warunki pogodowe pozwolą nam w miarę szybko zdobyć szczyt, całą resztę zaoszczędzonego czasu poświęcimy na Armenię.

Kolejne pomysły na wyprawy już są? Czy zakładacie jedno, realizujecie i dopiero później ustalacie następny cel?

Mniejsze podróże, które jesteśmy w stanie zorganizować w roku akademickim, jeśli uda się wygospodarować parę dni wolnego, są w miarę spontaniczne. Postanawiamy o nich najwcześniej miesiąc przed wyjazdem. Większe przygotowujemy z wyprzedzeniem. Z Gruzją zaczęliśmy trzy miesiące temu. Co do przyszłości siedzi nam w głowie Syberia.

Jak podchodzą do Waszej pasji najbliżsi?

Postawę znajomych, rodziny, choć czasami się o nas boją, nazwałbym wsparciem i kibicowaniem.

My zatem też kibicujemy i trzymamy kciuki za powodzenie wyprawy.

Jeśli kogoś zainteresowała ta podróż, będzie można obserwować posty z wyprawy na fanpage’u Cebulane.podroze. Zapraszamy do śledzenia! Start 17 sierpnia.

Skomentuj

W związku ze zmianą systemu komentarzy, użytkownicy zarejestrowani przed dniem 18.04.2019r. muszą na nowo utworzyć konto na portalu, ponieważ konta użytkowników oraz komentarze ze starego systemu nie były migrowane.