• 1
  • 2
wtorek, 18 sierpień 2015 14:33

Trening czyni mistrza

Napisała

– Jak to mówią: "trening czyni mistrza", i w końcu się udało. Spełniło się moje marzenie z dzieciństwa – mówi Paweł Zarosa z Augustowa, który zdobył w tym roku tytuł mistrza Deejay województwa podlaskiego. Do zwycięstwa doprowadziła go jednak nie tylko praca, lecz także talent i pasja będące impulsem do rozwoju. W rozmowie z nami zdradza, jakie emocje towarzyszyły mu w trakcie konkursu, oraz co mu daje granie za konsolą.

Tegoroczne Mistrzostwa Prezenterów Dyskotek miały nieco inną formułę niż w poprzednich latach. Spora selekcja kandydatów odbyła się już w trakcie zgłoszeń na eliminacje.

Paweł Zarosa: Mistrzostwa Deejay są organizowane w województwie podlaskim już od kilku lat. W poprzednich edycjach mógł w nich wystartować każdy DJ. W tym roku z racji dużej liczby chętnych organizatorzy utrudnili drogę wystartowania w zawodach. Aby dostać się na eliminacje, należało wysłać swego maksymalnie piętnastominutowego seta do komisji konkursowej, w składzie której znalazł się Radosław Szlędak, założyciel wydawnictwa muzycznego POPARAZZI, manager kilkunastu zespołów disco-polo, rezydenci Klubu Euforia oraz ubiegłoroczny Mistrz DJ naszego województwa, Kryniass Adrian Hryniewicki z Hajnówki. Spośród kilkudziesięciu zgłoszeń zostało wybranych dwunastu kandydatów, którzy zostali zaproszeni do klubu Gutland (Wysokie Mazowieckie), by na żywo zaprezentować swoje umiejętności przed jury. Do finału przeszło już tylko pięć osób.

Jak zareagowałeś na fakt, że do dalszej walki wytypowano również Ciebie?

Z każdym rokiem stawiałem sobie poprzeczkę wyżej, obserwowałem DJ-ów i ich umiejętności, oglądałem różne zawody i mistrzostwa. Kiedyś nawet startowałem w jednych, jednak czułem, że jeszcze czegoś mi brakuje. Poświęciłem mnóstwo czasu na trening, czasem nawet kosztem snu. Tym razem poczułem, że dam radę, że zwycięstwo jest w zasięgu moich umiejętności. Na eliminacjach, oglądając innych uczestników, zdałem sobie sprawę, że faktycznie nie powinno sprawić mi problemu dostanie się do finału.

Atmosfera była bardzo przyjazna, wszyscy uczestnicy rozmawiali ze sobą, wymieniali się doświadczeniami. Każdy DJ losował numerek, który decydował o kolejności grania. Na dwunastu wytypowanych kandydatów byłem siódmy. Emocje wzrastały wraz ze zbliżaniem się mojej kolejki. Kiedy wszedłem za konsolę, była już tylko koncentracja, na której skupiłem się maksymalnie. Wystarczy bowiem jeden przycisk nie tak i wszystko można bardzo łatwo zepsuć. Jury z wielkim okrzykiem wypowiedziało magiczne słowo "start’" i zaczęła się dwudziestominutowa walka o dostanie się do finału. Klubowicze bardzo fajnie pracowali ze mną i reagowali na moje słowa przez mikrofon. Gdy skończyłem grać, wszyscy zaczęli bić brawo i chyba z tego wszystkiego najbardziej cieszyła mnie ich radość. Nie ukrywam, że poziom rywali był wysoki, choć po tylu latach ćwiczeń czułem, że dam radę. Wierzyłem bardzo mocno w to, że mi się uda. I udało się.

Czym jest dla Ciebie zdobyty tytuł? Napędem do rozwoju, potwierdzeniem, żeby iść tą drogą dalej, szansą na wyróżnienie się w branży? A może niesie za sobą coś jeszcze?

Przede wszystkim udowodniłem sobie, że potrafię dojść do celów, jakie sobie stawiam w życiu. Kilka lat temu startowałem w mistrzostwach, jednak nie udało mi się stanąć na podium. Myślę jednak, że w razie upadku należy się podnieść a porażkę traktować tylko jako kolejny stopień, na którym trzeba twardo postawić nogę.

Spełniają się również moje marzenia z dzieciństwa. Zawsze chciałem być DJ-em i do tego doszedłem. Tytuł jest też motywacją do dalszego rozwoju. Teraz wiem, że jestem w stanie pójść tylko wyżej, dokładając do tego swoje zaangażowanie. Wiem także, że kocham to, co robię, a zdobycie mistrzostwa potwierdziło moje zamiłowanie. Mieć w życiu pasję, którą się kocha, to coś pięknego. Czy wyróżnienie? Hmm, trochę na pewno tak, lecz sądzę, że najcenniejszą wartością z tego wszystkiego jest zadowolenie ludzi, którzy bawią się na moich imprezach. To dla nich gram i dla mnie to oni są najważniejsi.

Wspomniałeś, że to spełnienie marzeń z dzieciństwa. Pasją do grania zaraziłeś się właśnie wtedy?

Od małego czułem dobrze rytm i muzykę. Kiedy na Komunię moi koledzy dostawali rowery, komputery, ja kupiłem sobie keyboard. Oczywiście były dni, gdy miałem dość. Myślałem sobie, ile to trzeba pracować, żeby grać tak jak inni lub lepiej, że chyba nie podołam. Jednak coś wewnątrz mnie mówiło "nie poddawaj się’", zwłaszcza gdy słyszałem muzykę. Postanowiłem, że bez względu na wszystko nie dam za wygraną. Dziś mogę stwierdzić, że było warto. Kiedy pierwszy raz dotknąłem instrumentu, czułem się świetnie. Wiedziałem, że chcę podążać tą drogą. Jednak, prowadząc skromne dyskoteki w szkole, poczułem, że instrument to tylko dodatek do tego, co chcę tak naprawdę robić. Dlatego dziś tworzę live act z Keytarem zawieszanym na szyi. Właściwie to mój pierwszy kontakt z konsolą zadecydował o byciu DJ-em, ale muzykowaniem chciałem zajmować się odkąd zdobyłem klawisze.

W branży działasz już 11 lat. Co dają Ci występy za konsolą? Z biegiem czasu traktujesz je inaczej? A może zmienia się odbiór publiczności?

Występy za konsolą to przeogromna radość. Uwielbiam dostarczać klubowiczom dobrych wrażeń, emocji, dobrej zabawy i najlepszych wspomnień. Każde granie to dla mnie piękna przygoda, która sprawia mi mnóstwo radości. Nie ukrywam, że czasem zdarzają się jakieś niemiłe osoby, szczególnie po alkoholu, które trochę mi to utrudniają, ale cóż, wiadomo, że są gusta i guściki i nie da się zadowolić wszystkich. Jednakże zdecydowana większość słuchaczy jest uśmiechnięta, wesoła. Ludzie podchodzą, dziękują, i wtedy czuję, że kolejny raz fajnie spędzili czas, świetnie się bawili i wyszli z dobrymi wspomnieniami.

Ogromne zainteresowanie budzą moje live acty. Podczas swoich występów zakładam Keyboard na siebie i dogrywam muzykę do współczesnych utworów. Klubowicze biją brawa, krzyczą, uśmiechają się. Widać, że są mile zaskoczeni i bardzo im się to podoba. Tak jak wspomniałem wcześniej, dostarczanie ludziom wrażeń, emocji i wspomnień to coś pięknego.

Zdobyłeś tytuł mistrza DJ województwa podlaskiego, pewien duży cel został więc już osiągnięty. Co dalej? Jakie plany na przyszłość?

Moje plany na dzień dzisiejszy to mistrzostwa Polski DJ-ów. Mam nadzieję, że będą zorganizowane, ponieważ w ostatnim czasie nie słychać nic o tym wydarzeniu. Jeśli uda mi się zajść jeszcze wyżej, będę próbował dostać się na potężne masowe imprezy, na których bawi się po kilkanaście tysięcy ludzi. Później – występy za granicą. Tytuł mistrza DJ to tylko kolejny schodek, na którym postawiłem już nogę. Myślę, że te schody są jeszcze dość wysokie.

Dziękujemy za rozmowę i życzymy dalszych sukcesów.

Więcej w tej kategorii: « Stopem na Kazbek Zawsze w biegu »

Skomentuj

W związku ze zmianą systemu komentarzy, użytkownicy zarejestrowani przed dniem 18.04.2019r. muszą na nowo utworzyć konto na portalu, ponieważ konta użytkowników oraz komentarze ze starego systemu nie były migrowane.