• 1
  • 2
  • 3
czwartek, 04 luty 2016 21:40

"Jesteśmy spychani na bok"

Napisane przez AMK

Jest już uchwała intencyjna w sprawie utworzenia w Augustowie Zespołu Szkół Samorządowych nr 2. Zakłada ona połączenie Gimnazjum nr 1 ze Szkołą Podstawową nr 4 i umieszczenie uczniów obu placówek w budynku podstawówki.

Forsowane przez władze miasta rozwiązanie, które według podawanych przez samorządowców argumentów ma przynieść oszczędności w oświacie, od początku budziło kontrowersje i spotkało się ze sprzeciwem zainteresowanych stron. Stanowcze "nie" wobec takiej decyzji podtrzymują zwłaszcza rodzice uczniów uczęszczających do "czwórki". Jak twierdzą, nie chodzi tylko o sam pomysł, lecz także o sposób jego realizacji.

– Mam wrażenie, że ten pomysł jest przeprowadzany na siłę, kompletnie bez liczenia się z naszym zdaniem. I jest po prostu zły. Więcej przynosi minusów niż jakichkolwiek plusów – mówi Małgorzata Grzęda z rady rodziców SP4. – W edukacji powinny być trzy strony: organ prowadzący, nauczyciele oraz dzieci i rodzice. I wszystkie powinny być tak samo traktowane. A w tym wypadku zostaliśmy zepchnięci na bok. Spotkania konsultacyjne były tylko pro forma. W momencie, kiedy się odbywały, już robiono plany podziału szkoły, już podjęto decyzję – dodaje. – Efektem konsultacji był sprzeciw. I co? Nasze obawy się nie liczą. W dodatku wciąż nam się powtarza "jakoś to będzie". Tak się nie przeprowadza zmiany. To świadczy o zupełnie beztroskim podejściu do sprawy, przecież tak istotnej. Dlatego czuję się oszukana nie tylko jako rodzic ale też jako wyborca.

– U nas miejsca w szkole naprawdę nie jest dużo – zwraca z kolei uwagę Katarzyna Oleksy. Choć zauważa, że warunki są o wiele bardziej komfortowe niż kiedyś, nie kryje, iż wejście dodatkowych oddziałów może je ponownie pogorszyć. – Znowu się okaże, że nasze dzieciaki będą musiały uczyć się wychowania fizycznego na korytarzu. Sala gimnastyczna już jest obłożona od rana do wieczora. Wynajmowana, przyjeżdżają tu ćwiczyć drużyny, odbywają się mecze. Teraz dojdą gimnazjaliści – wskazuje jeden z problemów. Zdaniem Małgorzaty Grzędy na połączeniu placówek pod jednym dachem ucierpią nie tylko uczniowie podstawówki. – Rodzice gimnazjalistów są wprowadzani w błąd – stwierdza. – Chyba nie do końca zdają sobie sprawę, co się im oferuje. Być może przyszli do "czwórki", zobaczyli fajne szerokie korytarze, łączniki, które są rzadkością w szkołach, i nikt im nie powiedział, że tych łączników już nie będzie, że w ich miejscach powstaną sale, że klasy, które się im pokazuje, zostaną podzielone na pół, że ich dzieci będą uczyły się na tyłach sali gimnastycznej, w hałasie, mając za plecami zajęcia sportowe.

Nasze rozmówczyni podkreślają również, że ideą wprowadzenia gimnazjów było oddzielenie od siebie grup wiekowych. Łączenie szkół w zespół będzie mijaniem się z celem. – Ktoś może zapytać, dlaczego nie chcemy podzielić się naszym obiektem. Nie, my nie chcemy się dzielić. Bo mamy nowoczesne warunki, mamy taką szkołę, jaka powinna być, i dlatego nasze dzieci tam chodzą.

O groźbie "rozmontowania" szkoły, kiedy SP4 w końcu złapała oddech, mówią także państwo Sobiescy. – Dzieci mają obecnie więcej przestrzeni, nie tak dawno zyskały salę gimnastyczną. Gdy dorzuci się nowe oddziały, wrócimy do punktu wyjścia – mówi pani Beata. – Trzeba będzie przeprowadzić remont. W nowym budynku. Coś, co było malowane, tynkowane, będziemy ponownie ciąć, niszczyć i z jakim efektem? Kto ma być z tego zadowolony? – zauważa jej mąż, Jacek. – Wprowadzenie gimnazjalistów do szkoły zaburzy równowagę. Nie tylko o zniszczenie budynku chodzi, ale atmosfery, która panuje w SP4 – dodają. – To chybiony pomysł. Niszczenie i gimnazjum, i podstawówki, tworzenie dwa w jednym, czyli nic dobrego. Ani to będzie dobre gimnazjum, ani dobra podstawówka – wyrażają niepokój. Nie przekonują ich argumenty samorządowców, że oba typy szkół zostaną rozdzielone. – Żeby wprowadzić w życie ten jeden wyraz, nie jakieś kompromisy, ścianki działowe, tylko rzeczywiste rozdzielenie, potrzebne są środki. Jedną szkołę burzymy, żeby budować w innym miejscu?

Wraca więc temat oszczędności, a z nim sprawa "jedynki" i kontrowersje wokół niej. – Od kilku lat toczy się proces powolnej degrengolady tej szkoły i to, powiedziałbym, zamierzony upadek – przytacza swe stanowisko nasz rozmówca. – Ciągle się szuka pretekstów: jest oszczędność, jest niż demograficzny. To są wszystko preteksty do ciągle tego samego procesu, jakim jest "musimy położyć tą szkołę, ten budynek, tam ma nie być szkoły". Ma być biznes nie edukacja – rzuca.

– Mówienie w kółko o pieniądzach w oświacie, o tym, że miasto dużo do niej dokłada, jest trochę nieuczciwe. Każde miasto dokłada do oświaty. Bo oświata to nie fabryka, która kiedykolwiek komukolwiek przyniosła zyski – na podobny temat schodzi też pani Małgorzata. – Nagle okazuje się, że można pozyskać dotacje, że są pieniądze na rozbudowę terenu przy Gimnazjum nr 1. Mam niestety wrażenie, że niektórzy radni przepychają swoje prywatne cele, a my, obywatele, jesteśmy z boku – mówi. – Chciałabym jednak oddzielić te dwie sprawy. Mamy szkołę nr 4 i szkołę nr 1. Nawet jeśli "jedynka" jest w kłopocie, ma problem, wygląda, jakby była latami systematyczni niszczona, nie znaczy to, że trzeba leczyć ją przenosząc chorobę do SP4. Trzeba tak długo szukać rozwiązania, tak długo się zastanawiać, aż znajdzie się rozwiązanie dobre. I tego oczekiwałabym od władzy, która mi to obiecywała jako wyborcy. Bo albo chcemy nowoczesnego miasta, które się rozbudowuje, a w takim razie decyzja o przeniesieniu gimnazjum jest sprzeczna z tą wizją, albo nie chcemy takiego miasta, chcemy tylko sprawiać wrażenie, że tak jest miasto prowadzone.

Więcej w tej kategorii: « Huk wystrzałów Wspomnienie »

Skomentuj

W związku ze zmianą systemu komentarzy, użytkownicy zarejestrowani przed dniem 18.04.2019r. muszą na nowo utworzyć konto na portalu, ponieważ konta użytkowników oraz komentarze ze starego systemu nie były migrowane.

DrewSot