• 1
  • 2
  • 3
środa, 13 kwiecień 2016 16:16

Sentymentalne wspomnienie

Napisane przez IT
Portret ślubny pani Anny Leszczyńskiej z Wrotek Portret ślubny pani Anny Leszczyńskiej z Wrotek

Jeszcze kilkadziesiąt lat temu wisiało na ścianie w reprezentatywnym miejscu prawie każdego wiejskiego domu. W oszklonej, często ozdobnej ramie prezentowało się dumnie pośród rodzinnych pamiątek czy świętych obrazów. Przedstawiało parę nowożeńców w wystudiowanych pozach. Panna młoda w białej sukni i welonie, z dorodnym bukietem kwiatów, obok pan młody w garniturze, pod muchą, poważny, w przeciwieństwie do z lekka uśmiechniętej oblubienicy.

Monidło, bo o nim mowa, czyli rodzaj realistycznego portretu namalowanego zazwyczaj na podstawie fotografii, można jeszcze niekiedy oglądać w domach naszych babć. Było popularne wśród mieszkańców wsi i małych miasteczek od końca XIX wieku do początku lat 70. ubiegłego stulecia. Miało zachować w pamięci ważne chwile. Było alternatywą wobec bardziej kosztownych tradycyjnych portretów. Monidło, jak podają słowniki, jest czymś "co zachwyca, pociąga", a także "zwodzi, łudzi, mami". I jest w tym dużo racji, bo znakiem rozpoznawczym tych wykonanych na bazie zdjęć obrazów jest wyraźne upiększenie i "podkolorowanie" przedstawianych osób. Różowe policzki, karminowe usta czy błękitne oczy panien młodych powstawały przy użyciu zwykłych kredek czy akwareli. Portretowanym osobom często dorysowywano kwiaty, welon, biżuterię, zmieniano strój, fryzurę. – Można było zamówić kolorowy obraz, ale ja chciałam czarno-biały. Męża to z wojskowego zdjęcia malowali. Miał czapkę, która zakrywała włosy, więc musieli to poprawić do tego portretu. A ja to jak w rzeczywistości, nawet moja sukienka ślubna jest. Tylko kwiaty dodane. Aż w Nowym Sączu to malowali, ręcznie pewnie, choć do końca nie wiem. A czekało się... Teraz już tyle lat minęło, już dobrze nie pamiętam, może z miesiąc lub dwa, dzieci były małe wtedy. Oni przysłali, przy odbiorze się płaciło – wspomina pani Anna Leszczyńska z Wrotek.

Tego typu portrety powstawały znacznie później niż odbywał się ślub, zamawiano je, gdy w okolicy pojawił się wędrujący malarz monideł. – Przyjechał taki pan, z Warszawy, chodził od domu do domu, pytał, czy ktoś chce zdjęcie zrobić. Albo każdy dawał jaką miał już w domu fotografię i potem z tego albo ślubne, albo takie zwyczajne portrety się zamawiało – wyjaśnia pani Irena Walijewska z Kopca. I dodaje: – Pamiętam, że długo czekaliśmy, może z pół roku. Przywiózł już ktoś inny te obrazy, powiedział, że ten nasz malarz skoczył z dziewiątego piętra i się zabił. Dlatego tak długo to trwało, ktoś inny musiał dokończyć.

Monidła odeszły w zapomnienie, gdy bardziej dostępna dla każdego stała się fotografia kolorowa. Dziś niewiele zostało już osób, które je zamawiały. Może to ostatni moment, by ocalić od zapomnienia sentymentalny świat monideł naszych babć.

Skomentuj

W związku ze zmianą systemu komentarzy, użytkownicy zarejestrowani przed dniem 18.04.2019r. muszą na nowo utworzyć konto na portalu, ponieważ konta użytkowników oraz komentarze ze starego systemu nie były migrowane.

DrewSot