• 1
  • 2
  • 3
piątek, 29 kwiecień 2016 12:27

Spod rąk chałupniczek

Napisała

Wszywanie wstawek w serwety, produkcja bieżników, obrusów, ale też szycie żagli do produkowanych w Augustowie żaglówek typu MAK. Tym między innymi zajmowały się chałupniczki z okolicy. Spod ich rąk wychodziły także piszczki do zabawek, sklejane samochodziki, pudełka do kremów czy malowane Jacki i Agatki z popularnej w latach 60. dobranocki.

Te ostatnie, jak wspomina pani Jadwiga Cich z Białobrzeg, która zaczynała pracę w Powiatowej Spółdzielni Usług Wielobranżowych "Odnowa" w Augustowie, były umieszczane na łańcuszku i przypinane do boczku dla dziecka. Sprzedawały się na całą Polskę.

Efekt prac chałupniczek można też było podziwiać... na jeziorze Necko. To tu odbywały się regaty MAKÓW, prostych w swej konstrukcji żaglówek, których produkcją zajmował się augustowski FOTO-PAM. Charakterystyczne kolorowe żagle łopocące na wietrze powstawały w domach podejmujących się zadania kobiet. Szyło się je na okrągło, nie tylko w sezonie. – Krojownia mieściła się w Raczkach. Dostawałyśmy więc gotowe części – mówi nasza rozmówczyni, która przez kilka lat wykonywała zamówienia dla zakładu. – Żagle były z siedmiu bryt zszywane zygzakiem na zakładkę. Robiło się kieszonki, fiszbiny, trzeba było wbijać remizki. No i oczywiście był mak, wszywany. Pasy były białe i niebieskie, a mak czerwony – przywołuje w pamięci. – Kładło się je w dużym pokoju na wzór, bo miały swoje "centymetry". A ortalion się rozciągał i nieraz jedna bryza drugiej nie była równa. Wtedy należało odpowiednio je poobcinać. Przy oddawaniu sprawdzano na maszcie, czy zostały dobrze pozszywane – dodaje.

Z przemysłem nastawionym na propagowanie sportów wodnych i turystyki związane były też inne produkty. – Przy żaglach mieliśmy jeszcze zamówienia na chlebaki turystyczne. Z ortalionu, z wypustkami, kieszeniami – wyjaśnia pani Jadwiga. Powstawały także drewniane piórniki, na wierzchu wypalane, z umieszczonym na wieczku żagielkiem.

W Augustowie działał też oddział warszawskich Zakładów Artykułów Sportowych i Turystycznych POLSPORT. Do domów pracowników przyjeżdżał samochód – rozprowadzał materiały i wracał po gotowe już sportowe spodenki, na jakie nastawiona była produkcja. – Mało płatna była to praca, wymagająca precyzji, a czasochłonna i monotonna. Spodenki miały dużo elementów. Wycinane zgrzewarką, często były posklejane. Trzeba było uważać, żeby nie pomieszać kolorów – słyszymy od pracujących dla niej osób.

Może mniej praktycznymi, ale za to cieszącymi oko rzeczami, zajmowało się "Augustowskie Rękodzieło Ludowe" Spółdzielni Pracy w Augustowie. Tu powstawały obrusy, bieżniki, serwety z cerowanymi wstawkami. – Panie robiły siatki, które odpowiednio wkomponowywałam w serwetę. Miałam półprzemysłową maszynę i wprawę w zygzaku po szyciu żagli, więc byłam pewna, że dam radę – wspomina najdłuższy epizod z chałupnictwem pani Jadwiga. – Na miesiąc robiło się i po 40, 50 sztuk. Były takie czasy. Początkowo woziłam do Augustowa autobusem, ale to ciężkie, len. Potem po towar przyjeżdżał samochód – wspomina. Zdradza również patent na prasowanie, mówiąc, że aby nie szkodziła para z żelazka, należy płótno skropić, wsadzić do zamrażarki i dopiero potem prasować. I fakt, że jeszcze zdarza się jej coś uszyć, lecz nie cieszy to już tak jak kiedyś. – Opatrzyło się – mówi.

Niemniej, choć trudno dziś o drewniany piórnik z żagielkiem, a na augustowskich jeziorach nawet wprawne oko raczej nie dostrzeże czerwonego maku na żaglu, u niejednej rodziny można zobaczyć na stołach czy w szafach, odłożone na specjalne okazje, pięknie zdobione serwety, wytwór prac miejscowych chałupniczek.

Skomentuj

W związku ze zmianą systemu komentarzy, użytkownicy zarejestrowani przed dniem 18.04.2019r. muszą na nowo utworzyć konto na portalu, ponieważ konta użytkowników oraz komentarze ze starego systemu nie były migrowane.

DrewSot