• 1
  • 2
  • 3
wtorek, 17 maj 2016 09:31

"Mówią, że mamy płatne wczasy"

Napisane przez IT

Kanał Augustowski jest jednym z najatrakcyjniejszych wodnych szlaków turystycznych w Polsce i rajem dla miłośników kajakarstwa. O to, jak żyje się nad Kanałem, zapytaliśmy panią Reginę Rudziewicz, która jest operatorem śluzy w Sosnowie. Opowiedziała nam o swojej pracy, o tym, kto korzysta z wodowania na śluzie, i jak to bywało kiedyś.

Jak to się stało, że swoje życie zawodowe związała Pani z pracą operatora śluzy?

Wcześniej operatorem śluzy w Sosnowie był mój tata, Mirosław. Przepracował tu trzydzieści lat, od stycznia 1969 roku. Wiadomo, od dziecka żyło się tutaj, przy śluzie, więc zdobywało się praktykę i doświadczenie. Początkowo tylko obserwowałam tatę przy pracy, a później pomagałam. Ponieważ tata nie miał syna, to ja objęłam posadę, w listopadzie 1999 roku. Poza tym zawsze podobała mi się praca w służbach mundurowych i marzenie spełniłam, bo to jest praca mundurowa. Co prawda, na galowo ubieram się tylko wtedy, gdy wymaga tego sytuacja, w naprawdę szczególnych przypadkach, np. gdy żegnamy kogoś z obecnych lub emerytowanych pracowników.

Lubi Pani swoją pracę?

Tak. To jest fajna praca, na świeżym powietrzu i przede wszystkim z ludźmi. I bliżej już chyba nie można – wychodzisz z domu i jesteś w pracy. Niektórzy mówią o śluzowych, że mamy płatne wczasy.

Operator śluzy – nie brzmi jak zajęcie typowo kobiece.

Zawsze mówię, że jest to męsko-damska praca. Na Kanale Augustowskim jest nas dwie: Jola w Mikaszówce i ja tutaj, w Sosnowie. Pozostali operatorzy to mężczyźni. Sama praca nie jest trudna, choć są dni, że fizycznie jest ciężko. Jedna zastawa do podniesienia waży 400 kg. Na szczęście są tryby. Wszystko odbywa się ręcznie: i wrota się otwiera, i zastawki. Obok, na śluzie Borki, zastawki są na wrotach, więc operator otwiera automatycznie. Wciąż domagam się tego udogodnienia. Ponadto wykonuję konserwację mechanizmów, kalamitki przy trybach wymieniam, żeby dobrze chodziły. Trochę też jestem mechanikiem.

Czyli praca jest przez cały rok, nie tylko w sezonie turystycznym?

Oczywiście, ale czas na odpoczynek i urlop też się znajdzie, w zimie. Wiadomo, w wakacje pracuję, ale od kilku lat mam zmiennika do pomocy w soboty i niedziele. Oprócz śluzowania dbam o wygląd posesji – w sezonie jest koszenie traw, pielenie. Drobne naprawy czy oczyszczanie nurtu Kanału to praca przez cały rok. Zdarza się, że bobry zetną drzewa, czy na wiatrołomach gałęzie złamie silny wiatr, to trzeba szybko się z tym uporać, uporządkować i wyciągnąć ciągnikiem. Każdy ma swój zakres odcinka na Kanale, do mnie należy od 7,70 do 12 kilometra, część w kierunku śluzy Borki a część w kierunku Dębowa, bo Sosnowo jest położone na 13,20 kilometrze trasy Kanału. Jeżeli trzeba zrobić wycinkę drzew lub jakiś remont na śluzie, to wtedy przyjeżdżają pracownicy z Zarządu Wodnego z Augustowa.

Jak odbywa się śluzowanie?

Nasza śluza jest jednokomorowa. Otwiera się najpierw zastawki na śluzie, napełnia się wodę do komory, wyrównuje poziom wody w komorze z kanałem. Kiedy komora jest już gotowa, otwiera się wrota i kajak wpływa do komory. Później zamyka się wrota, komorę i górną zastawkę a otwiera dolną zastawkę, tak żeby spuścić wodę z komory i poziom wyrównać z dołem. Wtedy się otwierają dolne wrota i kajaki płyną dalej. Bo tu jest z góry poziom na dół, w Dolinę Biebrzy.

Tegoroczny sezon już się rozpoczął, trudno przewidywać, jaki będzie, ale jak ocenia Pani poprzednie lata? Wodniacy chętnie odwiedzają Kanał Augustowski?

Sezon trwa dość długo, rozpoczął się na początku maja i potrwa do 15 października. Od dwóch lat jest jakby trochę gorzej z kajakowiczami. Wynika to z remontu na śluzie Borki, która była zamknięta przez cały poprzedni rok. Wiadomo, turysta wybierze inny szlak. Płynąca obok Netta jest konkurencją dla tego odcinka Kanału, bo jak z Białobrzeg kajakarze płyną rzeką do Dębowa to omijają dwie śluzy: Borki i Sosnowo. Ale zdarzały się przypadki, że z Netty przenosili się tutaj śluzą na Kanał. Na polu biwakowym namiot rozstawić jest bezpieczniej niż gdzieś na dziko, na łące. Wtedy nie warto wczasowiczom znowu przenosić się na rzekę, więc miałam śluzowania.

Z Pani doświadczeń wynika, że Kanał Augustowski jako szlak turystyczny jest popularniejszy wśród Polaków czy obcokrajowców?

Zdecydowanie w większości przepływają nim obcokrajowcy, głównie Holendrzy i Niemcy. Raz zdarzyło mi się śluzować kapitana statku z Australii, a tata miał turystów z Nowej Zelandii. Polacy to raczej tak rodzinnie czy w grupie znajomych się organizują, na kilka kajaków. A najczęściej przyjeżdżają autami, rozstawiają namioty lub stawiają campery na polu biwakowym i wypoczywają na brzegu. Tak myślę, może motorówki trochę by ożywiły turystykę, bo teoretycznie mogłyby pływać aż do Dębowa. Na Biebrzy obowiązuje już strefa ciszy, to teren Parku Narodowego. Ale problemem jest niewykaszanie Kanału.

A jak bywało tu wcześniej?

Kiedyś te okolice tętniły życiem. Jeszcze jak tata pracował, to statki pasażerskie, Perkoz i Serwy, pływały Kanałem z Augustowa aż na Narew do Łomży, czy holownik Mewa pana Ostrowskiego. Faszynę Kanałem ciągali, barki pływały w kierunku Augustowa. Bywały spływy polsko-węgierskie z zakładów pracy. Ogromne, bo jednorazowo na 70 kajaków, czyli ze 140 osób. Rozbijali namioty na polu namiotowym. Takie spływy się pamięta, nawet na pamiątkę otrzymaliśmy foldery turystyczne, po węgiersku. Częściej też spotykała się nad śluzą młodzież, przeważnie z Kopca, i biesiadowała do rana przy ognisku. Teraz tego brakuje.

Dziękujemy za rozmowę.

Skomentuj

W związku ze zmianą systemu komentarzy, użytkownicy zarejestrowani przed dniem 18.04.2019r. muszą na nowo utworzyć konto na portalu, ponieważ konta użytkowników oraz komentarze ze starego systemu nie były migrowane.

DrewSot