• 1
  • 2
wtorek, 20 wrzesień 2016 10:56

W świecie pszczół

Napisane przez IT

„Można mieć albo hodować pszczoły” – tak o pszczelarstwie mówi pan Wiesław Dobrowolski z Sosnowa w gminie Sztabin. Od kilkunastu lat prowadzi rodzinną pasiekę. O życiu i zwyczajach pszczół może opowiadać godzinami i czyni to z wielką pasją, o czym mogliśmy się przekonać podczas naszej rozmowy.

Co skłoniło Pana do zajęcia się pszczelarstwem? To rodzinna tradycja?

- Po trosze można tak powiedzieć. Jeszcze przed drugą wojną światową ciocia, podobnie jak jej siostry, była właścicielką kilku uli. Gdy objęła posadę nauczycielki w Augustowie, musiała przekazać pszczoły w dobre ręce. Wybór padł na mojego tatę i ule zostały przeniesione do Sosnowa. Ojciec był samoukiem, wszystkiego o pszczołach uczył się przez lata. Przyznam szczerze, że mnie nie bardzo to interesowało, pomagałem przy pszczołach tylko od czasu do czasu, bo praca w gospodarstwie rolnym wymagała dużo pracy. Ale po śmierci taty przejąłem pasiekę, na początku trochę z obowiązku. A życie tak się potoczyło, że pszczelarstwo stało się moją wielką pasją, którą mogę realizować na rolniczej emeryturze.

Początki były zatem trudne?

- Tak, musiałem uczyć się, podobnie jak mój ojciec, wszystkiego od podstaw, bo wiedziałem niewiele o pszczelarstwie. Nagle zostałem właścicielem dwudziestu uli. Zacząłem czytać literaturę fachową o hodowli pszczół, chorobach atakujących te owady, podpatrywałem bardziej doświadczonych kolegów po fachu, uczestniczyłem w szkoleniach. Dziś, po kilkunastu latach praktyki mogę powiedzieć, że nie tylko mam ale też hoduję pszczoły. Uważam to za swój wielki sukces.

Jak rozrastała się Pana pasieka?

- Powoli, z roku na rok zacząłem trzymać coraz więcej rodzin pszczelich i co za tym idzie – uli, których dziś posiadam kilkadziesiąt. Są to drewniane ule typu warszawskiego, kolorowe, charakterystyczne w naszym regionie. I pszczoła dobrze zimuje w tym typie ula. Są rozstawione na kilku miejscach, głównie na terenie przy Kanale Augustowskim, skąd pozyskuje się charakterystyczny dla naszego regionu miód łąkowo-bagienny, wpisany zresztą na listę regionalnych produktów tradycyjnych. Rozpoczynałem swoją pracę z typem naszej rodzimej pszczoły augustowskiej, ale z biegiem czasu zmieniałem matki na mniej „złośliwe” i agresywne rasy, a bardziej miododajne i produktywne.

Właśnie zakończył się pszczelarski sezon kręcenia miodu. Jaki był?

- Bardzo udany. Mimo pogody, jaką mieliśmy tego lata, ten sezon był jednym z lepszych. W mojej karierze pszczelarskiej chyba jeszcze takiego nie było. Ostatnie zbieranie miodu mieliśmy na początku września, a pierwszy wylot pszczół był w kwietniu. Pszczelarze oceniają sezon po ilości litrów miodu, jaki można uzyskać z jednego ula. W tym roku było to nawet 30-35 litrów.

Przed Panem przygotowanie pszczół do zimy, na zasłużony wypoczynek. Opieka nad nimi pochłania wiele czasu? Jak wygląda rok pszczelarza?

- W sezonie rzeczywiście bardzo często zaglądam do pszczół, prawie codziennie. Robi się obchód po użytkach, jest zbieranie miodu, kręcenie. Jesienią składa się gniazda, zimą podkarmiam pszczoły i pojawiam się trochę rzadziej: gdy trzeba śnieg zebrać czy odymić ule, by zatrzymać cykl rozwojowy warrozy zagrażającej koloniom pszczół. Długie zimowe wieczory to dobry czas na czytanie prasy fachowej i sprzedaż miodu. Przygotowuję się też do nowego sezonu - topię wosk, robię ule, ramki, węze (woskowe plastry, które osadza się w ramkach ula). Dodam jeszcze, że wbrew pozorom, pszczoły w zimie nie śpią i nie odpoczywają. Robotnice „pracują” nad zapewnieniem optymalnej temperatury królowej-matce, bo przymrożona nie będzie później czerwić, czyli składać jajek. Pszczoły zbijają się w gromadę, i o ile na jej obrzeżach jest temperatura 3-4 stopni powyżej zera, to w samym środku, gdzie żyje królowa, jest ciepło w granicach 27 stopni. Pszczoły oczywiście zmieniają się miejscami, by te z zewnątrz nie zamarzły. A nasza, pszczelarzy, rola jest taka by pomóc tym owadom przetrwać zimę – stąd dokarmianie, okadzanie, by uchronić owady przed warrozą, czyli największym w tej chwili zagrożeniem dla pszczelich rodzin.

Ostatnio dużo się mówi o zagrożeniu wyginięcia pszczół miodnych. Co Pan o tym sądzi?

- Jak czytam w fachowej prasie, to przyczyną ginięcia pszczół są być może ciepłe zimy i niewłaściwe zwalczanie warrozy, czyli pasożyta larw pszczelich, osłabiającego kolonie tych owadów. Ale prawdę mówiąc, w naszym regionie mam wrażenie, że pszczół przybywa bo i osób zajmujących się hobbistycznie czy „zawodowo” pszczelarstwem jest coraz więcej. W naszym augustowskim Kole Pszczelarzy co roku przybywa nowych członków, zarówno mężczyzn jak i kobiet. A to oznacza, że jest więcej uli i rodzin pszczelich. Z mojego doświadczenia wynika, że jeżeli dobrze dbamy o kondycję i siłę pszczół to nie mamy się czego obawiać. Ja zeszłej zimy nie straciłem ani jednej pszczelej rodziny.

Mógłby pan opowiedzieć o samych pszczołach, jak długo żyją, jakieś ciekawostki, o których nie każdy wie?

- Najważniejszą pszczołą w rodzinie jest królowa, większa od pozostałych, która jako jedyna znosi jajka, z których wykluwają się młode pszczoły. Może dożyć nawet pięciu lat, choć najbardziej produktywna jest matka w drugim roku, wtedy czerwi się najwięcej. By znać wiek matki stosuje się znakowanie kolorami: białym, żółtym, czerwonym, zielonym i niebieskim. Chcąc utrzymać dobry stan rodziny to matka w ciągu jednego dnia w sezonie powinna złożyć 500 jajeczek, żeby ta kolonia dobrze się utrzymywała, bo tyle też pszczół ginie na dobę. Co ciekawe, pszczoły nie giną w ulu. Kiedy czują swój koniec uciekają z ula, żeby nie osłabiać rodziny. Pszczoły miodne letnie żyją około trzech tygodni, zimowe natomiast nawet do ośmiu miesięcy, a trutnie około trzech miesięcy. Trutnie to mają dobre życie... Ich jedyną funkcją jest zapłodnienie królowej, która w trakcie lotu godowego jednego dnia jest w stanie kopulować aż z dwunastoma osobnikami. Trutnie wylęgają się wiosną, w zimie ich nie ma. Pszczoły karmią samca, dogadzają mu jak mogą, ale gdy tylko przestaje być potrzebny, przeważnie pod koniec lipca, to pszczoły odsuwają go na ostatnią ramkę ula, gdzie nie ma pokarmu i samiec słabnie. Takiego pszczoły wyrzucają z ula i ginie śmiercią głodową.

Najbliżsi pomagają przy pasiece?

- Żona pomaga przy kręceniu miodu. Córki zajmują się raczej dystrybucją i sprzedażą, stworzyły i prowadzą stronę naszej pasieki na portalu społecznościowym. I oczywiście zajmują się konsumpcją (uśmiecha się pan Wiesław).

Czyli miód często gości na stole pszczelarza? Jest jakiś ulubiony?

- Najmłodsza córka lubi miód z osklepu, czyli z zawartością pyłku, kitu i pierzgi. Latem pijemy, najlepszą na upały, wodę z miodem, cytryną i listkiem mięty. Trzeba tylko pamiętać, by nie podgrzewać miodu powyżej 41 stopni, bo wtedy traci swoje walory smakowe i zdrowotne. Wiem, że córki dodają też miód do ciast czy mięs, ale to one mogą więcej powiedzieć na ten temat. W każdym razie miód jest wykorzystywany w naszej kuchni.

Wiem, że uczestniczy pan w różnych targach, festynach. Polacy lubią miód?

- Myślę, że tak. Jest chętnie kupowany, szczególnie nasz tradycyjny miód augustowski łąkowo-bagienny, w którego składzie jest spadź z trzciny z okolic Kanału Augustowskiego i bagien. Cieszy mnie, że Pasieka Dobrowolscy ma grono swoich stałych klientów. Latem przyjechała do nas pani z Krakowa, która rok temu zasmakowała w naszym miodzie. Popularny jest miód lipowy czy leśny, z wyczuwalną nutką maliny, kruszyny, wrzosu czy spadzi z iglastych drzew.

Wiele osób boi się użądlenia i unika pszczół? Słusznie?

- Oczywiście jeżeli ktoś ma uczulenie to lepiej nie zbliżać się do ula. Natomiast jeżeli już pojawi się pszczoła to nie wykonujmy gwałtownych ruchów, stójmy spokojnie i poczekajmy aż odleci. Owady może przyciągać także zapach kobiecych perfum. Ja także podchodzę ostrożnie do pszczół, zakładam ubiór ochronny, rękawice. Wielokrotnie zostałem użądlony - czasem wyciągając ramkę z ula można niechcący przycisnąć pszczołę, wtedy po prostu broni się tak jak umie.

Pana plany na przyszłość, oczywiście te związane z pasieką, to...?

- Przede wszystkim dalsze doskonalenie się w sztuce pszczelarskiej. Stawiam na jakość pszczół i miodu. I oczywiście chciałbym, jak każdy pszczelarz, przekazać tą przysłowiową pałeczkę dalej by któreś z moich dzieci przejęło po mnie pasiekę.

Życzymy zatem realizacji planów i dziękujemy za rozmowę.

-Dziękuję również.

 

Zdjęcia: Archiwum prywatne Wiesława Dobrowolskiego

Skomentuj

W związku ze zmianą systemu komentarzy, użytkownicy zarejestrowani przed dniem 18.04.2019r. muszą na nowo utworzyć konto na portalu, ponieważ konta użytkowników oraz komentarze ze starego systemu nie były migrowane.

Gruby Benek