• 1
  • 2
niedziela, 11 luty 2018 20:24

Syberia – „pamiątka” z dzieciństwa…

Napisane przez EPB

W mroźny poranek 10 lutego 1940 roku NKWD dokonało pierwszej wywózki. Z samej tylko Netty Folwark wywieziono na Syberię 209 mieszkańców. Wśród nich było 119 dzieci. Podróż w bydlęcych wagonach, głód towarzyszący przez całe lata, okropny mróz w zimowe miesiące i tęsknota za ojczystym krajem pozostawił w ich pamięci głęboki ślad. Przez ponad sześć lat przebywali w tajdze za Irkuckiem. Wrócili w 1946 roku, ale nie wszyscy. Na zesłaniu zostało na zawsze 38 mieszkańców wsi.

- To, co zapamiętałem najbardziej z tych kilku lat to straszny głód – opowiada Pan Tadeusz Karbowski - W dniu wywózki miałem 5 lat. Nie pamiętam tego dnia. Mama opowiadała, że rano przyszła do nas sąsiadka, żeby dać jej coś do obucia i chleba, bo ich wywożą. Za parę minut i nam kazali się zbierać, zabrali nas w dzień. Mój ojciec został, ukrywał się.

Mieszkaliśmy w baraku, był jak nasza stodoła, spaliśmy na pryczach. Mama poszła pracować do tartaku. Mężczyźni mówili, że może nie dać sobie rady, ale musiała nas jakoś utrzymać. Dawali 20 dag chleba, taką małą kromeczkę. Człowiek szedł i skubał po troszeczku, żeby do domu donieść. Gdy mama była w pracy, to siedziałem w baraku z dziećmi, bawiliśmy się, nie było szkoły. Było nas tam pięć, a może więcej rodzin.

Głód był straszny, matula kłosy zbierała z pola, spod śniegu, kopała zamarznięte kartofle i buraki. To było zabronione,wszystko robiono w ukryciu. „Strielok” przyjeżdżał na koniu i jak widział to zabierał. Na Boże Narodzenie zamiast opłatka wszyscy piekli placki i nimi się dzielili. Na Syberii zmarła moja siostra, miała 10 lat. Bardzo tęskniła za Polską. Tylko do Polski chciała, do Polski.

Nie życzę nikomu takich przeżyć, ludzie zimą umierali. Była wybudowana trupiarnia i tam zmarłych zostawiano. Jak zrobiło się cieplej, to wynosili ich chować do lasu. Straszne mrozy były, nawet - 50 stopni. Mróz aż dusił. Gdy wróciliśmy do domu, wszystko zastaliśmy zniszczone. Byliśmy na Syberii 6 lat i 4 miesiące. Wywieźli nas 10 lutego, a przyjechaliśmy do wuja w Żarnowie 7 maja 1946 roku. W pociągu spędziliśmy miesiąc.

Gruby Benek
Taekwondo