• 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
piątek, 10 sierpień 2018 12:12

Cudze chwalicie, swego nie znacie!

Napisane przez  Anita Klebanowska
Cudze chwalicie, swego nie znacie! Podlaskie Travel / Facebook

"Lato 2018 ma szansę zapisać się w historii jako jedno z najbardziej upalnych. Są jednak miejsca, gdzie znajdziesz orzeźwiający chłód. Bez szumu klimatyzacji", "Podlaskie oferuje regularne zasilenia. Na konto Twojego zdrowia. Masz to jak w banku"... Czy nie taka jest również oferta Augustowa i jego okolic?

- Spokój, cisza, czas i przestrzeń - rzeczy, których coraz częściej brakuje w naszym życiu. W województwie podlaskim znajdziesz je wszystkie. I nie musisz szukać daleko. Magiczne Podlasie, Baśniowa Suwalszczyzna. Prastara puszcza, meandry rzek, łąki po horyzont. Unikalna architektura, kultura i rękodzieło w swoim naturalnym środowisku. (...) Podlaskie serce bije spokojniejszym rytmem. Tu usłyszysz wreszcie swoje myśli i to, co mówią do Ciebie Twoi bliscy - ogłasza wszem i wobec Podlaskie Travel.

Jest to nic innego jak oferta Podlaskiej Regionalnej Organizacji Turystycznej, ale jakże wpisuje się ona w wsposób myślenia wielu ludzi, którzy uciekają od wielkomiejskiego szumu.

6 lat

Tyle wystarczy, by wyrobić sobie zdanie na temat życia w Warszawie. Życia różnorodnego, bo pierwsze dni w zagubieniu i lekkim oszołomieniu, kolejne pełne zabawy, ale przede wszystkim pasji, nadziei, zaangażowania, dostrzegając możliwości rozwoju dzięki wymarzonym studiom i mniej lub bardziej wymarzonej pracy. Później osoby dojrzalszej, nieco poważniejszej, w związku małżeńskim. Wreszcie jako matki.

Stolica jak stolica. Tu ludzie z rana jak zombie przechodzą z tramwaju do metra i dalej z podziemi wychodzą na chwilę na „świeże” - bez cudzysłowu byłoby to określenie bluźniercze, obrażające świeżość - powietrze. Później idą do puszek zwanych windami, by zamknąć się w swoim boksie w trochę większym prostopadłościanie zwanym drapaczem chmur. Kiedy pracujesz w takim miejscu, musisz być dumny. Bycie trybikiem w korpomaszynie musi być takie... budujące.

Jednak ten błysk neonów i latarni odbijających się od szklanych wieżowców może oślepić i niejednego oślepia. Rzeczywiście wiele z tych osób lubi ten klimat, czuje się jak ryba w wodzie przed swoim komputerem z codzienną przerwą na kawę w Starbucksie. Wiem, bo sama pracowałam w takim miejscu i widziałam to od środka. Ale jednocześnie dostrzegałam jak wiele osób się tam po prostu męczy. Jak ja - niby dotarli do mety, do wymarzonego domu medialnego, ale dojazdy do pracy i atmosfera często przysparzała o ból głowy, a zieleń sztucznego kwiecia okazała się nie być zielenią kojącą. A przecież pracodawcy wyraźnie ostrzegali, pisząc w wymaganiach: "odporność na stres" i "umiejętność pracy pod presją czasu"...

Warszawa? Nie kocham, nie lubię, ale bardzo szanuję

Chociażby za to, że mogłam rozkwitać tam intelektualnie, rozwinąć skrzydła w branży medialnej, urodzić w pierwsze dziecko w bardzo dobrych warunkach, z możliwoscią konsultacji z anestezjologiem (kobiety rodzące w Augustowie dobrze wiedzą, czego brakuje na tutejszej porodówce)... Ale nigdy nie zamierzamałam zagrzewać w Warszawie miejsca, bo już je miałam: świeże powietrze, własne tradycje, ukochane jeziora. W dodatku, sporo satysfakcji dawała zawsze świadomość tego, że inni płacą za to, co ja mam za darmo. Blisko. Takie priorytety. Wolałam mniej zarabiać i mniej wydawać. Nie zaprzyjaźniłam się z gigantycznymi korkami ulicznymi, bo wiedziałam, że gdzieś indziej nie będę musiała się z tym męczyć, a przynajmniej nie w tym stopniu. Nie chciałam wyrabiać 200% normy, tylko po to, by się przekarmić. Za to chciałam na Podlasie, w okolice Augustowa, które co "mądrzejsi" warszawiacy nazywają nawet Mazurami.

Nie lubię też tej warszawskiej anonimowości. Kiedy należę do swojej społeczności, mam ogień, taniec, śpiew, miłość, mam pożywienie fizyczne i duchowe, to nic więcej mi nie potrzeba, by się realizować. Ktoś może zapytać o możliwości w tym moim Augustowie. A ja wiem, że z zasobem swoich umiejętności, wykształcenia, doświadczenia i wiary, dam radę. Kiedy oferty z zewnątrz, nie pasują temu, co czuję wewnątrz, sama tworzę sobie możliwość. Ale możliwości naprawdę są, czasami wystarczy szerzej otworzyć oczy. Człowiek przez wieki wzniósł wielopoziomowe konstrukcje wyimaginowanych potrzeb i ambicji, a tak naprawdę wciąż potrzebuje niewiele. To ten cywilizacyjny zgiełk w połączeniu z szelestem pieniądza przytłacza i zagłusza. Zwłaszcza WŁASNE myśli.

Augustów? "Byleby się stąd wybić"!?

Nie wykluczam, że gdzieś indziej mogłoby być jeszcze łatwiej, wygodniej. Ale wiem, że zawsze brakowałoby mi miejsc z dzieciństwa. Ze wspomnień i swoich odwiecznych marzeń czerpię do tej pory pełnymi garściami. Pogoń za umykającym obiektem, który nigdy nie jest do końca tym, czego szukam i pragnę, wydaje mi się bez sensu. Wtedy nie ma pełni, nie ma szczęścia. Są tylko chwile radości. Często pustej. Każdy z nas - ty czy ja, mamy jedno życie. Swoje. I swoje marzenia. Ja w realizację swoich nie tylko głęboko wierzę, ale uparcie dążę. W końcu zasiały się we mnie i kiełkowały w wolnym czasie, którego dzisiaj tak sobie skąpimy. Manfred Kets de Vries (Holender, profesor i trener rozwoju osobistego) powiedział kiedyś: "Jeśli prawdą jest, że leniwe osoby do niczego w życiu nie dochodzą, to rzecz ma się podobnie z tymi, które są nieustannie zajęte". Skupiając uwagę wyłącznie na doraźnych celach, na przysłowiowym czubku własnego nosa, tracimy czasem z pola widzenia coś, co dodałoby naszemu życiu blasku, polotu a nawet znaczenia.

Tu nie chodzi o to, że wielkomiejskie życie przypominające wyścig szczurów mnie przeraża, bo świetnie dawałam sobie tam radę. Zresztą pod względem ekonomicznym trudniej jest w mniejszych miejscowościach. Ale brak pieniędzy i pochodzenie z małej miejscowości nie musi determinować życia zdolnej osoby pod hasło: "byleby się stamtąd wybić". Nie trzeba spełniać wyłącznie oczekiwań świata, ale też własne. Tym bardziej, że kiedy o czyś głęboko marzymy, pragnienie samo nas niesie ponad wysiłkiem i trudnościami. Tak czy siak, żyjemy jak pączki w maśle – nie jesteśmy zmuszani do dramatycznych wyborów i walki o przetrwanie. Tyle, że przerastają nas często własne marzenia. To smutne.

Ja się jednak na smutku nie zatrzymałam i wróciłam do tych pagórków leśnych, do tych łąk zielonych…

Pozdrawiam, red. Anita Klebanowska.

Komentarze  

#2 leśny ludek 2018-08-11 23:11
Augustów to nie Podlasie.
Cytować
#1 Piter 2018-08-11 08:27
Super artykuł, mialem identyczn e odczucia. Najlepsza decyzja w moim życiu to powrót do Augustowa. Widzi to coraz więcej osób, które zasmakowały życia w dużym mieście.
Cytować

Dodaj komentarz

Jeżeli dodajesz komentarz jako "gość", pamiętaj że przed publikacją musimy go zatwierdzić (co może trochę potrwać).

Nie chcesz czekać na zatwierdzenie komentarza? Zaloguj się, wtedy komentarze będą publikowane automatycznie od razu po ich dodaniu przez Ciebie.


Kod antyspamowy
Odśwież

Odzież robocza
Zakład stolarski
Foto Bajka - Fotograf
MIRAD - Bar przy kominku
^ REKLAMA ^

Publikacje wg daty:

« Listopad 2018 »
Pn Wt Śr Czw Pt Sb Nie
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30    
Inter Meble
Tepete - Auto zastępcze
Usługi teletechniczne
Weterynarz
Opał klasy PREMIUM
^ REKLAMA ^
KA-MIX
^ REKLAMA ^