• 1
  • 2
  • 3
  • 4
niedziela, 11 listopad 2018 14:48

O sejpakach ze Szczepek

Napisane przez PL

Po wielu latach zachwytów nad nowoczesnym designem, sztucznymi tkaninami i futurystycznymi formami, coraz częściej wracamy do sztuki ludowej, rękodzieła, do form użytkowych, które były codziennością naszych babć. Na naszym terenie jest wiele osób z darem Bożym w rękach, z talentami, o których niewielu poza najbliższymi wie- a wśród nich jest Sabina Knoch. W jednym z pokoi w jej domu większość miejsca zajmują poniemieckie, ogromne krosna nazywane przez właścicielkę staciwami.

Skąd pomysł na tkanie? Zajmowała się tym, jak czule mówi Pani Sabina, Mamusia. To od niej nauczyła się podstaw. Wiele lat później, kiedy wyszła za mąż, a synek miał niewiele ponad rok, zaszczepiona w dzieciństwie pasja przypomniała o sobie. Najpierw w postaci robótek na drutach, skarpet, rękawic, a potem, dzięki sąsiadce i otrzymanemu od niej krosnu, także tkaniu na zamówienie. Z uśmiechem prezentuje własnoręcznie wykonane kapy na łóżko. Kiedyś modne były „plastikowe”, ze sztucznych tkanin, z wiskozy. Sprzedawało się prawdziwą, tak dziś cenioną wełnę, by kupić motek sztucznej! Obecnie, w dobie mody na ekologię, znowu w cenie są naturalne materiały. Otrzymywaną od przyjaciół i znajomych wełnę Pani Sabina myje w gorącej wodzie, bez żadnych detergentów, ewentualnie z odrobiną specjalnie do tego celu przeznaczonego płynu. Po wysuszeniu i wstępnym jej przebraniu, należy zawieźć ją do gręplarni, gdzie zostanie wyczesana i zawinięta na wałek. Z takiego wałka, w XXI wieku, bohaterka naszego tekstu, na muzealnym wrzecionie, przygotowuje nici. Gotowe- w zależności od przeznaczenia, skręca podwójnie lub nie, a wszystkie poddaje farbowaniu. W wielkim, emaliowanym garnku lub w parniku gotuje czystą już wełnę z octem i specjalnymi barwnikami, które sprowadza z Józefowa. Teraz czas na najważniejsze- tkanie. Wymaga to precyzji, cierpliwości, ale także siły rąk i ...nóg. Wykonanie kapy zajmuje Pani Knoch około miesiąca, choć zdarzało się i dłużej – np. na zamówienie muzeum. Na każdym kilimie wśród wzorów można znaleźć rok wykonania oraz inicjały artysty. Pani Sabina wesoło opowiada, że znając wartość ręcznej pracy i trud w nią włożony, przechowywała nawet stary, podziurawiony już i zniszczony codziennym użytkowaniem, ale wykonany przez Mamusię, kilim. Dostrzegła go pewnego razu turystka, która była przejazdem i spytała, czy mogłaby go dostać. Pani Sabina oczywiście się zgodziła ale była ciekawa, do czego może służyć tak zniszczony już wyrób? Okazało się, że zostanie opisany, oprawiony w ramki i ozdobi dom szczęśliwej obdarowanej.

Współcześnie krosna zastąpione zostały przez przemysłowe szwalnie, tradycja wciąż przekazywana jest z pokolenia na pokolenie, ręczne wyroby zachwycają wiele osób, a synowe chętnie chłoną tajemną wiedzę pani Sabiny. Nie tylko one zresztą, bo Pani Knoch prowadziła już wiele kursów w lokalnych ośrodkach kultury. Może także pochwalić się wieloma nagrodami, w tym pierwszego stopnia za własnoręcznie utkany sejpak.

Skomentuj

W związku ze zmianą systemu komentarzy, użytkownicy zarejestrowani przed dniem 18.04.2019r. muszą na nowo utworzyć konto na portalu, ponieważ konta użytkowników oraz komentarze ze starego systemu nie były migrowane.

Zakład stolarski
Foto Bajka - Fotograf
Opał klasy PREMIUM
MIRAD - Bar przy kominku
Foto Bajka - Lustra
Drewno opałowe
GENERALI
Tepete - Auto zastępcze
Weterynarz
Biuro Rachunkowe