• 1
  • 2
  • 3
środa, 10 lipiec 2019 18:59

"Jak piąte koło u wozu ..." [WYWIAD]

Napisał

W minionym sezonie piłkarze Sparty Augustów zajęli 12 miejsce w IV lidze. Nie jest to wynik chlubny, szczególnie jak na takie miasto. O tym skąd takie, a nie inne wyniki, jak wygląda sytuacja finansowa i innych aspektach funkcjonowania klubu porozmawialiśmy z Rafałem Harasimem, trenerem augustowskich piłkarzy. Zapraszamy do lektury!

 

Jak byś podsumował sezon i rundę wiosenną w wykonaniu twoich piłkarzy?
- To jest kolejny sezon, który wygląda tak samo. Zbieramy żniwa wcześniejszych niedociągnięć. Od 6 lat nie mamy grup młodzieżowych i juniorów. Najstarsza trenująca grupa w klubie to 15-latkowie. Nikt do nas nie przychodzi, a wiadomo - nie ma wzmocnień, nie ma wyników. Piłka nożna to specyficzny sport, tu buduje się drużynę. W przypadku innych dyscyplin,jak na przykład lekkoatletyki -wypadnie ci dwóch zawodników to masz z kim pracować, u nas tego zabrakło. Sezon kończyliśmy 13 graczami. Nie mamy zaplecza, żeby dobrać zawodników.

Może transfery z zewnątrz by rozwiązały sprawę?
- To są sprawy przede wszystkim finansowe. Przykładowo zawodnik, który przyjeżdża z Suwałk i jeździ na mecze dostaje około 300-400 zł miesięcznie. Wydaje się to kwotą śmieszną, ale niestety w obecnych realiach i to jest dużym wydatkiem. Początek rundy wiosennej jakoś wyglądał, później doszły kontuzje i brak piłkarzy. Bywały sytuacje, gdzie na boisku występowałem nawet ja czy mój asystent. Nie ma zaplecza, nie ma juniorów. I ten stan rzeczy utrzyma się jeszcze przez rok. Później skład zasilimy kilkoma młodymi chłopakami z naszej akademii.

Można więc powiedzieć, że to co prezentowali obecnie graczy Sparty był szczytem możliwości?
- Może nie do końca tak jest. Nie będę ukrywał, że czasem brakowało nam po prostu szczęścia, czy to pod bramką rywali, czy też choćby w codzienności. Dziwne kontuzje, które odnosili moi gracze - na przykład jeden z nich podczas rozruchu doznał poważnej kontuzji barku. To na pewno nas osłabiło. Każdy mecz graliśmy w innym składzie, martwienie się o to czy uzbieramy drużynę - też nie pomagało.

Czy wszystkie te problemy miały wpływ na mentalność graczy?
- Sytuacja udzielała się nam wszystkim. Od chłopaków, aż do mnie. Piłkarze byli już w pewnym sensie zniechęceni wszystkim co się dzieje wokół drużyny, balansowanie na cienkiej linii czy nie będziemy musieli oddawać spotkań walkowerem, to sprawia, że nie ma stuprocentowego zaangażowania. Brak rywalizacji w składzie również nie sprzyjał. Inaczej się gra, gdy czuje się na plecach oddech kolegi chcącego zająć twoje miejsce.

Jak widzisz następny sezon?
- Przede wszystkim nie wyobrażam sobie, że nie ściągniemy paru chłopaków do grania. Inaczej może się okazać, że po prostu Sparta zniknie z piłkarskiej mapy Polski, przewiduję nawet taki scenariusz. W klubie muszą pojawić się większe pieniądze, trzeba przygotować grunt pod zawodników z akademii, jeśli tego nie zrobimy, to nie tylko nie ruszymy się z miejsca, a będzie coraz gorzej.

Jakie pozycje wymagają uzupełnienia, ilu graczy jest potrzebnych, aby skład wyglądał sensownie?
- Przede wszystkim musimy się skupić na obsadzeniu pozycji bramkarza. Nie mamy nikogo sensownego od dłuższego czasu. Ogólnie, oprócz niego, potrzeba jeszcze co najmniej 4 zawodników. To jest minimum, prowadzone są już rozmowy z potencjalnymi graczami. Liczę również na współpracę z Wigrami Suwałki. Najgorsze, że przerwa między sezonami jest krótka. Już 10 sierpnia wznawiamy ligę. I jeśli mam być szczery - nie wiem jak to będzie, nie wiem kto będzie grał nawet z obecnych graczy. Nawet nie wiem iloma zawodnikami dysponuję.

Jak to jest ze wsparciem zarządu klubu w takich sprawach?
- Potrzeba więcej tego wsparcia, na chwilę obecną sam rozmawiam z zawodnikami. Niestety nie tędy droga, nie na tym ma to polegać. Tym bardziej,że zgodziłem się zostać trenerem po to, aby iść do przodu, rozwijać się, a nie po to aby co tydzień modlić się, czy uzbieramy jedenastkę. Nie o to powinno w tym wszystkim chodzić.

Mówimy póki co wyłącznie o negatywnych aspektach tego co się dzieje wokół klubu. Są może jednak jakieś pozytywy?
- Ja przede wszystkim widzę, że chłopakom się chciało. Ci zawodnicy chcieli przychodzić na treningi, dawali z siebie wszystko. Są osoby, które opuściły może jeden trening przez cały sezon. Pamiętajmy, że są to ludzie pracujący, mają rodziny. Przyjście grać w piłkę trzy-cztery razy w tygodniu, do tego mecz w weekend - to jest poświęcenie. Do tego dochodzą kwestie tego, że klub nie do końca reguluje z chłopakami zaległości.
Pozytywem jest natomiast nasza baza treningowa. Dwa boiska, w tym jedno ze sztuczną nawierzchnią, jest dla nas ratunkiem. Ogólnie jednak tych plusów jest bardzo mało.

Porozmawiajmy o pieniądzach. Jak takie budżety wyglądają w innych klubach, czy tam jest więcej środków na ich funkcjonowanie?
- Tam te środki są całkiem inne. Grajewo czy Bielsk zostawia nas całkowicie w tyle pod tym względem. Pilka nożna, tak jak już mówiłem, to specyficzny sport. Musimy mieć 18 ludzi do grania, muszą się znaleźć na to środki. Trzeba podjąć w końcu pewne decyzje, albo robimy to w tym klubie na poważnie, stwarzamy też młodym osobom warunki do rozwoju, albo nie róbmy tego wcale. Nasz klub, który ma trzy sekcje sportowe, dostaje łącznie mniejsze pieniądze niż w Grajewie przeznacza się na samą piłkę nożną! Niestety, tak się nie da, nie w dzisiejszej piłce.

Na co brakuje pieniędzy?
- Co tu dużo mówić... na wszystko. Nie mówię już nawet o wypłatach dla zawodników, ale jeśli zastanawiamy się, czy w ogóle pojechać rozegrać mecz sparingowy - to jest chore. Koszty sędziów, ochrona na meczach, wyjazdy - to wszystko kosztuje. Nawet nie myślimy o kupnie lepszego sprzętu. Brakuje na obiady na wyjazdach. Sekcja piłkarska na swoje funkcjonowanie ma mniej niż 130 tysięcy złotych rocznie. W takim Grajewie jest ponad 200 tysięcy złotych. Do tego inaczej finansowe są grupy młodzieżowe. Oni mają dużo wyższy komfort.

To wszystko wpływa na atmosferę w zespole?
- Atmosferę budują wyniki. Możemy po każdym meczu pójść sobie na piwo czy coś, ale to wszystko działa dopiero wtedy, gdy są dobre rezultaty. Po porażkach zazwyczaj szukamy błędów u kolegów z drużyny, nie widzimy własnej postawy. Ostatnio, ze względu na to ,jak wygląda to wszystko wokół zespołu, było po prostu źle. A to wpływa też na zachowanie na boisku. Najgorsze jest to, że i tak nie mogę z tym nic zrobić, bo mam do dyspozycji 11 czy 12 zawodników. Finansowo też nie mogę nic zrobić, bo nasi gracze nie dostają nawet pensji.

Mówiąc wprost, to miasto musi dorzucić więcej pieniędzy na finansowanie sportu, tak?
- Takie balansowanie na krawędzi,jakie jest obecnie, nie ma sensu. Jeśli sport nie będzie mocniej dofinansowany,to wszyscy nam uciekną. W pewnym momencie się okaże, że dystans jaki nas dzieli od reszty pod tym względem jest nie do pokonania. To byłaby tragedia dla miasta, bo jednak nie ma lepszej i tańszej promocji niż właśnie sport. Nie może być tak, że piłka nożna traktowana będzie jako piąte koło u wozu. Niepotrzebna piłka nożna w Augustowie? Niech ktoś podejmie męską decyzję i to zamknie.
Musimy zacząć traktować wysiłek fizyczny jako podstawową profilaktykę. Nie musimy myśleć tylko o tym, żeby wychowywać mistrzów świata. Chodzi po prostu o to, aby się ruszać, kogoś przy okazji poznać. Dzieci mają z tego radość, uczą się czegoś. Dziś są sytuacje, że 11-letnie dziecko nie potrafi zawiązać buta. Trzeba nad tym pracować. Patrzmy na to też z tej strony.

Dziękuję za rozmowę!

 

 

 

Gruby Benek